Jazzowe pogaduszki

Współpracują ze sobą w różnych konfiguracjach od 30 lat, ale teraz po raz pierwszy stworzyli duet. Dave Douglas i Uri Caine nagrali już płytę Present Joys, a dziś w ramach światowej tury zawitali do Katowic.

Grali w kinoteatrze Rialto, co miało swoje dobre i złe strony. Z jednej strony sala jest tam malutka, z drugiej – jest to muzyka na swój sposób intymna, więc lepiej się nadaje do kameralnych warunków. Ta intymność chyba skłoniła artystów do grania unplugged, choć mikrofony stały w pogotowiu – i osobiście nie wyszłam na tym najlepiej, bo usiadłam pod balkonem, gdzie dźwięk słyszało się wytłumiony…

Te dwa wolne ptaki, o fantastycznej technice i podobnym poczuciu humoru, świetnie się rozumieją. Zdziwiłam się tylko na początku, czemu Uri Caine ma na pulpicie nutki, a Dave Douglas – nie. Ale szybko się wyjaśniło, że po prostu wszystkie kompozycje są Douglasa. Kompozycje z jednej strony zakładające improwizację, z drugiej – opracowania dawnych amerykańskich pieśni i hymnów, z tego, co się zorientowałam z cichej (też przytłumionej przez balkon) wypowiedzi trębacza, w większości indiańskich. Ciekawe, że aranże tych pieśni były dość proste, a la hymny właśnie, ale zaraz przełamywane były jakimś wybrykiem.

Bo większość tego programu brzmi, jakby ci dwaj starzy kumple po prostu ze sobą rozmawiali, przekomarzając się wciąż. Dave Douglas na trąbce zagra wszystko – pełno było więc nietypowych efektów, które w taki sposób podane były po prostu zabawne. Podobnie miała się rzecz z wirtuozowskimi wstawkami pianisty. Obaj są przy tym muzykami bardzo erudycyjnymi i to także słychać. Duża była przyjemność i duże brawa.

Po koncercie zamieniłam kilka słów z Urim Caine’em i usłyszałam ciekawostkę. Pisałam tu kiedyś o koncercie w CSW, gdzie wykonano jego utwór In Memoriam zamówiony ku pamięci Andrzeja Chłopeckiego, i wspomniałam, jak szczególna jest partytura tego utworu. Okazuje się, że miał on być wydany w Polsce i… nie jest możliwe jego wydanie w takiej wersji. Teraz Uri musi dopisać swoją, improwizowaną przecież w całości, partię i pęka ze śmiechu z powodu polskiej biurokracji…