Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

12.10.2017
czwartek

Jak to się robi w Hamburgu

12 października 2017, czwartek,

Od dawna marzyłam, żeby zwiedzić  fabrykę fortepianów Steinway & Sons. Marzenia czasem się spełniają – właśnie wczoraj mi się to udało.

Pretekstem były obchody 25-lecia serii fortepianów Boston, stworzonej w nowojorskiej fabryce. Przypomnijmy: pan Henry Steinway najpierw jako Heinrich Engelhard Steinweg budował instrumenty w swoje własnej kuchni jeszcze w Niemczech, potem wyemigrował do Stanów, zmienił nazwisko i wraz z synami założył rodzinny biznes, fabrykę fortepianów – w 1853 r., na Queens. Jednak niecałe trzy dekady później, w 1880 r., otworzył fabrykę na Europę w Hamburgu właśnie. Tak więc Stany były pierwsze i wciąż działają, choć to hamburskie instrumenty są słynniejsze. Ale może dla nas Europejczyków?

Boston został więc zaprojektowany ćwierć wieku temu jako instrument tańszy, dla tych, których nie stać na prawdziwego steinwaya. Później powstała jeszcze seria Essex (nie od brytyjskiego hrabstwa, ale od tego w stanie Massachusetts, niedaleko więc Bostonu). Najnowszym pomysłem, sprzed kilku lat, jest seria Spirio z wbudowanym mechanizmem elektronicznym, dzięki któremu fortepian sam gra, i to specjalnie nagrane interpretacje znanych pianistów związanych ze Steinwayem, jak Lang Lang czy Yuja Wang. Ale można też wyłączyć elektronikę i samemu na tym instrumencie grać. Takie to są pomysły dla biznesu – trzeba było trochę zejść w lud. Ale „prawdziwe” steinwaye, które można nazwać królami wśród fortepianów, nadal oczywiście powstają i powstawać na szczęście będą.

Firma święci więc powstanie „rodziny steinwayów”, m.in. wypuszczeniem jubileuszowej limitowanej (poniżej 200 instrumentów) Rainbow Collection, na których można sobie zamówić kolor wewnętrznej strony klapy głównej – niebieski, czerwony, fioletowy, zielony, co tylko się chce (na dźwięk to raczej nie wpływa). Zaprosiła z tej okazji międzynarodową grupę dziennikarzy i miałam zaszczyt znaleźć się wśród nich. Posłuchaliśmy wszystkich „członków rodziny” podczas wtorkowego wieczornego przyjęcia w fabryce – grali młodzi pianiści z jesiennego festiwalu Steinwaya oraz – także jako konferansjer – wystąpił tutejszy pianista jazzowy Joja Wendt.

Następnego dnia oprowadzono nas solidnie po fabryce. Właściwie manufakturze – praca rąk stanowi 80 proc. Mogliśmy podziwiać kolejno wszystkie etapy powstawania instrumentu. Dowiedzieliśmy się też, na których etapach można trochę oszczędzić – np. nie lakierując, nie polerując metalowej ramy ani nie malując literek na znaku firmowym, co robi się pieczołowicie pędzelkiem na każdym egzemplarzu. Takie tańsze (o tę mniejszą ilość godzin pracy) fortepiany chętnie kupują studenci lub uczelnie.

Ciekawe, że załoga jest w większości męska, ale już przy strojeniu czy kontroli jakości dźwięku pojawiają się kobiety. Tam po prostu trzeba precyzji i dobrego ucha jednocześnie. Ogólnie zespół musi być zgrany, żeby wszystko grało, że tak się muzycznie wyrażę. Dlatego różne korporacyjne powiedzonka o rodzinie itd. nie rażą tak bardzo, kiedy pochodzi się po fabryce i widzi się, jakiej współpracy trzeba, żeby wyprodukować tak wspaniały przedmiot.

Więcej opowiadać tu nie muszę (będę też pisała tekst na papier) – można to i owo zobaczyć na zdjęciach. Do wpisu link mi nie wiem czemu nie wchodzi, więc wrzucam w komentarzu poniżej.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Fajna wyprawa i bardzo ciekawe zdjęcia. Te kolorowe spody klap fortepianów nieodparcie kojarzą mi się z podeszwami szpilek Louboutina:
    https://www.glamour.com/story/the-true-story-of-how-christia
    Czyżby chodziło o to, żeby fortepiany też stały się przedmiotem wywołującym pożądanie?:-)

  2. No rzeczywiście zupełnie jak te szpilki 🙂
    Na pewno o to chodzi. Choć i tak wywołują – u muzyków profesjonalistów, ale większość z nich ma takie zabawy w pogardzie. Fortepian glamour – to raczej dla snobów. Pytałam panią od oprowadzania, kto zamawia tę Rainbow Collection – zdążyła powiedzieć, że nie instytucje, tylko osoby prywatne, ale potem odwołali ją Rosjanie na dalsze pytania…

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Każde Essex w Ameryce Północnej pochodzi od brytyjskiego hrabstwa… 🙂
    W Kanadzie też jest hrabstwo Essex, a znajomi Anglicy opowiadali z podróży po Kanadzie, że poza krajobrazem w wielu miejscach czuli się jak w domu 🙂

  5. Jeszcze powinna być wersja prawdziwie tęczowa– LGBT. Wówczas bym uznała, że Steinway jest rzeczywiście postępową firmą, a i sprzedaż takiego modelu mogłaby być, śmiem twierdzić, duża:-)
    Domyślam się, że to raczej nie dla prawdziwych muzyków:-)

  6. Możliwości kolorystyczne są nader liczne:
    http://eu.steinway.com/en/pianos/boston/rainbow-collection/
    W paski jednak nikt się tam bawić nie będzie 😉

    Gostku, oczywiście, że nazwa Essex w MA wzięła się od brytyjskiego hrabstwa, ale nazwa serii fortepianów wzięła się od tego amerykańskiego, bo w Stanach powstała. Żeby było śmieszniej, robi się ją w południowych Chinach. A serię Boston produkuje się w… fabryce Kawai 😆

  7. Robiłam w Hamburgu jeszcze masę zdjęć i będę stopniowo wrzucać. Oto zdjęcia z Kunsthalle: https://photos.app.goo.gl/FQDJWAHcJHIhMyfJ2
    Muzeum Instrumentów: https://photos.app.goo.gl/jn61QXaXgm6XT5DS2
    A w tym hotelu, przerobionym ze starej gazowni, mieszkałam: https://photos.app.goo.gl/TeEcFBrpIk48Aqym2
    Słowo Gaswerk, czyli gazownia, zostało przerobione na Gastwerk, czyli… gościownia? 🙂 Już kiedyś mieszkałam w Hamburgu w dawnej wieży ciśnień (też było ciekawie i elegancko).

  8. Jest także całkiem uroczy film dokumentalny o fabryce (chociaż chyba amerykańskiej) – http://www.imdb.com/title/tt1149400/
    Tymczasem za chwilę, skoro jesteśmy przy tym, co highly fashionable, koncert Nicoli Benedetti – co prawda posłucham dopiero w sobotę, ale nie mogę się doczekać recenzji 🙂

  9. @frajde
    Jeszcze powinna być wersja prawdziwie tęczowa– LGBT.

    Powiem ci na pocieszenie, że za to każdy fortepian, pianino, a nawet keyboard to… ebony and ivory in perfect harmony. 🙂

  10. A co u Calisii słychać?
    Cudze chwalicie, swego nie znacie. 🙂

  11. A jak/co robi sie w Kaliszu droga Pani !??

    http://www.calisia.pianina.pl/

  12. „seria Spirio z wbudowanym mechanizmem elektronicznym”
    Bardzo mi się spodobało to określenie. Elektroniczny mechanizm. Chociaż dokładniej powinno być elektroniczny mechanizm z własnym oprogramowaniem.
    Poczytałem sobie w necie tyle ile mogłem tam znaleźć i przyszło mi do głowy, że mamy tu do czynienia z jedną z wielu możliwości wytwarzania muzyki.
    Zestaw „ludzki muzyk+tradycyjny instrument” mógłby być zastąpiony parą „robot muzyk+tradycyjny instrument” ale firma raczej zbudowała nowy instrument, czyli „tradycyjnemu” dodała zdolność zapamiętywania oraz późniejszego odtwarzania mechanicznej części procesu generowania muzyki.

    Ciekaw jestem czy producenci innych instrumentów pójda tą drogą i czy zobaczymy samogrające saksofony i skrzypce?

  13. Następnym krokiem byłoby wyposażenie takiego instrumentu w zdolność samouczenia się i modyfikowania tego mechanicznego w końcu sposobu tłuczenia młoteczkami w struny tak, aby najlepiej dopasowac się np. do upodobań jury na jakims konkursie.

    Samouczące się oprogramowanie, czyli coś, co już istnieje, przeanalizowałoby oceny członków jury wydane przez nich w iks poprzednich konkursów określonym (elektromechanicznie!) interpretacjom danego utworu a następnie zoptymalizowałoby własne „walenie w klawisze” w taki sposób, aby najbardziej dogodzić jurorom.
    Przewiduję, że tak długo, jak długo taki instrument stałby za kotarą – wygrywałby wszystkie konkursy.

    Wzorując się na piosenkarzach (oraz śpiewakach!) czuję przez skórę,
    że nadchodzi epoka pianisty siedzącego na scenie przy fortepianie i grającego ze spiriowego playbacku… swoje najlepsze w całym zyciu wykonanie danego utworu… sto pierwszy raz.

  14. Kto wie jak sie to -by pisze? Razem czy osobno? Chyba tylko robot.

  15. @Witold

    Tak, ta tolerancja też jest bardzo ważna.

    Ale mi się czasy przypomniały dzięki Panu:-) Miałam kiedyś, może jeszcze nawet gdzieś jest, LP McCartney’a „Tug of War” (przywiezione chyba prosto z Londynu, rarytas wówczas), na którym Paul McCartney śpiewa „Ebony and Ivory”, w duecie ze Steve Wanderem. Słuchałam tej płyty w dzieciństwie:-)

  16. Drodzy Państwo upominający się o Calisię – ta fabryka już dekadę temu zbankrutowała. Coś się jeszcze próbuje robić pod tą marką, ale już nie w Polsce.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Fabryka_Fortepian%C3%B3w_i_Pianin_Arnold_Fibiger_w_Kaliszu
    W 2005 r. przy okazji Konkursu Chopinowskiego napisałam w „P” taki śmieszny tekst o fortepianach – wtedy w Kaliszu działała jeszcze pani Elwira Fibiger. Ale to już miało niedługo się skończyć.
    Co zaś do FN, to niestety w tym tygodniu mnie to całkowicie omija. Właśnie wracam z premiery Erosa i Psyche Różyckiego w Operze Narodowej, a jutro jadę do Opery Wrocławskiej na premierę Fidelia.

  17. Przeczytałem historię fabryki Calisia..Jest czymś niesamowitym determinacja, szczególnie po wojnie z jaką Gustaw Arnold Fibiger III wręcz walczył o tę fabrykę. Szkoda, że nie ma happy endu.

  18. Jak sądzić z drugiego linku, już nawet zwiedzać tego miejsca nie można 🙁
    Legnica to dawny Seiler. Przedwojenne seilery słynęły z pięknego dźwięku. Po wojnie już nie było aż tak dobrze – podobnie jak calisie już nie miały jakości dawnego Fibigera. Ale i tak szkoda.
    Pozdrawiam dawno niewidzianego Dolnoślązaka 🙂

  19. Małe uzupełnienie, mogę? Marka Calisia została tanio kupiona przez największą korporację świata – Nieizwiestnyj Kitajec. Podobny los spotkał wielu producentów pianin i fotepianów w Europie. Upadek, likwidacja i sympatyczny pan Chińczyk kupujący od syndyka prawo do znaku towarowego. Od kilkunastu lat najambitniejsi producenci masówki w tej branży, zamiast lansować swoje europejskopodobne marki, nalepiają uczciwie kupione nalepki, sugerujące niemieckie, francuskie czy polskie pochodzenie. W środku bywa różnie, jak to w tej branży zawsze bywało, od całkiem tekturowego dramatu po solidną klasę średnią. Całkiem tak samo, jak na rynku zegarków czy podobnych artykułów dla aspirujących. Trzeba się na tym znać, wtedy nie wejdzie się na minę. Chociaż to prawda, że pianino rzadko służy do grania, więc najlepsze jest białe i tanie. Chińczycy o tym wiedzą, bo oni badają rynek. 🙂
    Dla zainteresowanych i/lub zaawansowanych polecam taki blog
    http://arspolonica.ocross.net

css.php