Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

8.03.2018
czwartek

Dwie Julki

8 marca 2018, czwartek,

Na Dzień Kobiet w Filharmonii Narodowej wystąpiły dwie wspaniałe artystki, Julia Fischer i Yulianna Avdeeva, i dały najlepszy chyba koncert w sezonie. W każdym razie jeden z najlepszych.

To już kolejny koncert ich wspólnego tournée – dokładnie ten sam program grały w Alicante, Bilbao, Baden-Baden, Zurychu, Monachium i Pradze. Jutro zagrają go w Krakowie, a pojutrze w Brnie i na tym skończą ten intensywny cykl. Gdy przyjrzeć się temu programowi, może się wydawać, że był robiony „pod Polskę” – Mity Szymanowskiego wcale nie tak często goszczą w programach recitali skrzypcowych. Wspaniale, że pokazały je w tylu miejscach. (Na swojej stronie internetowej skrzypaczka pisze o Szymanowskim, żeby to przeczytać, trzeba by się zasubskrybować.) Ponadto Niemka i Rosjanka włączyły do programu dzieło niemieckie i rosyjskie.

Wspaniale do siebie pasują – obie mają ogromny temperament i przy tym szeroki zakres możliwości. Technika dla nich nie istnieje, można się skupić wyłącznie na muzyce. Potrafią grać lirycznie i łagodnie, jak w Sonacie A-dur op. 100 Brahmsa, subtelnie i kapryśnie, jak w cyklu Szymanowskiego, ale też drapieżnie i dziko (Frajde powiedziała „dwa koty” – w końcu jedną z nich przezywaliśmy tu Kocicą), jak w Sonacie G-dur op. 134 Szostakowicza. Przy tym obie są perfekcjonistkami, każda fraza jest wykończona i każda mówi. Są też znakomicie zgrane, każda z nich bacznie obserwuje, co gra partnerka, ale ta czujność absolutnie nie krępuje swobody. Avdeeva, jak już wiemy, nie jest w muzyce kameralnej typem akompaniatorki – jak trzeba, to przywali, ale także potrafi grając piano przykuć bez reszty uwagę (początek Szostakowicza).

Ogromnie się cieszę z ich spotkania – Fischer ma bardziej zaawansowaną karierę, więc może Avdeevą zauważy przy okazji więcej osób. Może coś nagrają razem? Byłoby wspaniale. Fischer odwiedziła Warszawę po raz drugi – jakoś nie bardzo pamiętałam i musiałam aż sprawdzić, ale wystąpiła w 2015 r. zaraz przed Festiwalem Beethovenowskim, jak widać, jakieś tam usterki wówczas w jej grze dostrzegłam. Dziś – żadnych. Był też bis: Scherzo F-A-E Brahmsa. Za kilka dni będzie można porównać – Anne-Sophie Mutter zagra je z Lambertem Orkisem na recitalu w poniedziałek w Krakowie (ICE), 14 marca we Wrocławiu (NFM), a 15 marca w Katowicach (NOSPR). W Warszawie tego recitalu nie będzie, tylko koncert z orkiestrą.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Nic dodać, nic ująć. Od początku do końca rewelacyjny koncert. Sądząc po tym, co obie artystki dziś pokazały, wspólne nagrania są zapewne tylko kwestią czasu…
    A do tego one najwyraźniej czytają mi w myślach – bo już w przerwie zamarzyłem sobie, żeby na bis zabrzmiała najpopularniejsza część pewnego wspólnego dzieła, romantycznie nazwanego „Frei aber einsam”. No i zabrzmiała 😀

  2. Non plus ultra.

  3. Ja byłem na trzech koncertach Julii Fischer w Warszawie.
    Przed koncertem Brahmsa grała jeszcze koncerty
    Bacha. To były bardzo dobre występy ale wczoraj grała
    jeszcze lepiej – pewnie ze względu na bardziej wymagający
    repertuar.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wielkie na mnie wrażenie robiła niezwykle piękna barwa jej skrzypiec, jednocześnie i czysta i bogata. I przemyślana, jak całe jej granie. Fischer ” […] plays a Guadagnini from 1742 as well as a modern violin made by Philipp Augustin”, oznajmia jej strona www, i aż jestem ciekaw na czym wczoraj grała (obstawiam Augustina). Praca z brzmieniem jak myślę szczególnie ważna była w Szymanowskim, co się przełożyło na końcowy efekt, z tych tzw. niezapomnianych. Avdejewa mniej była widoczna w pierwszej części, w Szostakowiczu natomiast i jak najbardziej, tam zresztą partia fortepianu wydaje się ważniejszą.

    Z plotek zupełnie nie na miejscu: fitnessowy podkoszulek panny Julii F. cieszył oko.

  6. Oj, tak, też mi się tak skojarzył 🙂

  7. Tak, tak, dwa koty:-) Choć widziałam też różnice, już niemuzyczne: Avdeeva była skoncentrowana i odrobinę zdystansowana. Uśmiech, choć szeroki, jednak taki koncertowy. Fischer z kole,i wydała mi się bardzo szczera i naturalna. Muzycznie natomiast, jak napisała PK. pełna jedność.
    Tak, też się zastanowiłam nad tym programem:-)
    To może opowiem anegdotę, trochę nie na temat. Zastanawiałam się dzisiaj, z pewnymi licealistami, nad obrazem przedstawiającym Chrystusa rozmawiającego przy studni z Samarytanką. Wymowa chrześcijańska tej ewangelicznej historii to, poza dość złożona treścią teologiczną, przekaz o akceptacji inności – Żydzi wówczas traktowali Samarytan jako wrogów i nigdy z nimi nie rozmawiali.
    By młodzież lepiej zrozumiała, zaproponowałam, by historię uaktualnić i pod postać Samarytanki podstawić kogoś, kto może obecnie, w Polsce, byłby uważany za taką osobę wrogą i tak np. Jezus rozmawiający z Żydówką (brzmi absurdalnie, wiem), albo z Ukrainką. Na co bystra młodzież odpowiedziała: „Tak, tak, bo teraz przecież Chrystus, to nie Żyd, ale Król Polski, a Samarytanka to proszę pani nieee, raczej Niemiec, albo Rusek”. Oczywiście mówili to, wyszydzając te stereotypy.
    I tak to tkwimy między tymi dwoma narodami. Tak się mówiło, gdy ja byłam dzieckiem i widać nic się nie zmieniło, mimo, że tak się przybliżyliśmy ekonomicznie i kulturowo. Wczorajszy koncert był dla mnie wyjątkowy, gdyż czułam, że jest między nami olbrzymia bliskość. Może stąd się biorą te lęki narodowe, bo tak bardzo chcielibyśmy być różni, a w gruncie rzeczy jesteśmy tak rosyjscy i niemieccy jednocześnie. A w ogóle się nad tym nie zastanawiałam przed tym koncertem. Szłam po prostu na dwie świetne artystki. Bardzo się cieszę z tych dodatkowych przeżyć.

  8. Choć, gdy to napisałam, to przyszło mi do głowy, że łatwiej zaakceptować, że za wroga uważany jest Niemiec, czy „Rusek”, bo to jest już ugruntowanie i obśmiane od dawna i właściwie wiadomo, że niegroźne. Natomiast moje, prowokacyjne, postawienie w miejscu Samarytanki Żyda, albo Ukraińca mogło być bardzo niekomfortowe i młodzież nie chciała się tym zgodzić właśnie dlatego, że być może czuli, że osoby tych narodowości wywołują obecnie w Polsce niepokój i nie potrafili się do tego ustosunkować. Uczynili zatem wrogiem kogoś etycznie bezpieczniejszego. Przepraszam za tę niemuzyczną dygresję. PK się mam nadzieję nie pogniewa, ale tak mi się to złożyło w jedną opowieść z wczorajszym „sąsiedzkim” koncertem.

  9. Nie pogniewam się, ale cokolwiek się zdziwię: „osoby tych narodowości wywołują obecnie w Polsce niepokój”? Naprawdę, one wywołują?

  10. Nie, niefortunnie się wyraziłam. To skrót myślowy, dość groźny zresztą, przyznaję, Zamieniłam podmioty. Nie osoby tych narodowości wywołują niepokój, ale antysemici i przeciwnicy emigrantów czują się niepokojeni. Opisana młodzież natomiast, musi się skonfrontować z własnymi uczuciami na temat tych narodów i obecnie myśle, że tego unika, dlatego zamienia Żyda i Ukraińca na Niemca i „Ruska”.

  11. No właśnie. Domyślałam się oczywiście, że raczej o coś takiego chodzi, ale wypunktowałam, żeby zwrócić uwagę na to, co wynika z takiej zamiany podmiotów…

  12. Na optymistyczniejszą nutę, w Roku Niepodległości (może nie zostanie do końca zbrukany). 17 km. do Lusławic, 37 do Tarnowa…

    http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/tarnow/nowa-droga-do-centrum-paderewskiego-w-kasnej-dolnej/

    Sam Paderewski tam co prawda nie pomieszkał, ale jednak świadomie wybrał to miejsce i zlecił przebudowę. Może teraz rozwiną działalność.

    Wypośrodkowując, życzyłbym krakowskiemu środowisku muzycznemu, żeby wzięło się za przywracanie pamięci o Józefie Hofmannie i Ignacym Friedmanie, którzy są znani chyba tylko specjalistom. Przynajmniej do niedawna, bo Tygodnik Powszechny poświęcił temu pierwszemu wydanie, zaś w Filharmonii Krakowskiej odbyła się impreza „ku czci”. Z kolei Copernicus Center zorganizował debatę pt. „Ręka geniusza” (YT). O ile się orientuję, krakowska Akademia Muzyczna ma swoich własnych, powojennych bohaterów(ki). Notabene ostatnio znowu się sfrajerowali 😉

    A jest to historia dosyć wyjątkowa, że w krótkim odstępie czasu (1876 i 1882 r.) w podkrakowskim (ówcześnie) Podgórzu przyszło na świat dwóch tej miary pianistów. I szerzej mało się o tym wie…

    Co ciekawe, „Ruscy” pamiętają…Punkt dla nich.

    https://youtu.be/xH7FVSKqxC8

  13. To nasz kolega Jakub Puchalski w „TP” napisał 🙂

  14. Jeśli Polityka i Tygodnik Powszechny (?) mnie nie zgromią, to można sobie przejrzeć..

    https://www.tygodnikpowszechny.pl/files/attachment/jozef_hofmann-reka_geniusza_typo19-20150510.pdf

css.php