Muzyczny weekend we Wrocławiu – c.d.

Wczoraj byłam na drugiej obsadzie Così fan tutte i oczywiście zaraz o tym wspomnę, ale dużą część dnia spędziłam w Narodowym Forum Muzyki – były ważne ku temu powody.

Przyjechał Paul McCreesh, żeby poprowadzić koncert Wrocławskiej Orkiestry Barokowej (90. Symfonia Haydna, IV Symfonia Beethovena) i przy okazji odsłonić swoją tablicę na Placu Wolności przed wejściem do NFM (właśnie zdałam sobie sprawę, że ostatni raz byłam we Wrocławiu wówczas, kiedy taką tablicę odsłaniał Zubin Mehta, czyli dwa lata temu bez trzech miesięcy!). A że wieczorem miałam być w operze, poprosiłam, żeby mnie wpuszczono na próbę generalną – i udało się.

Muszę powiedzieć, że obserwowanie próby prowadzonej przez muzyka takiej klasy jest nie mniej ciekawe od koncertu, a może nawet ciekawsze, bo asystuje się kreacji. Jako że to już ostatnia próba, większość jest już opracowana, pozostaje tylko ostateczny szlif. Więcej poprawek było w symfonii Haydna (Beethovena zapewne przygotowywali intensywnie wcześniej, bo już naprawdę poprawiano tylko pojedyncze motywy), a cyzelowanie detali było fascynujące. Obie symfonie, pogodne w charakterze, mają finały wręcz filuterne (w tym u Haydna jest taki moment, że mogą zdarzyć się nieprzewidziane oklaski przed końcem), a przy okazji umożliwiające pokaz orkiestrowej wirtuozerii. Tak sobie myślałam, jaka to musi być frajda, kiedy wspólnie w kilkadziesiąt osób płata się publiczności takie figle.

McCreesh jest nie tylko wspaniałym muzykiem, ale też człowiekiem na luzie; budzi w muzykach prawdziwy szacunek, ale nigdy lęk. Jego bezspornemu autorytetowi w ogóle nie szkodzi przyjście na próbę w spodniach do kolan i kolorowej koszuli oraz prowadzenie jej na bosaka. Czuje się tu jak w domu (wciąż ma słabość do Polski, chętnie przyjeżdża także do Gdańska czy Poznania) i było to podkreślane także podczas odsłonięcia tablicy; pojawił się np. były prezydent Rafał Dutkiewicz, który wśród serdecznych słów do powiedział także, że nie zna dyrygenta, „który tak pięknie podciąga spodnie na koncercie”. Dobrze, że wciąż wraca i miejmy nadzieję, że nadal będzie wracał.

A w operze? Tym razem przedstawienie „klasyczne” (aż myślałam, że coś oszukali przy rzucie monetą, ale podobno nie). W sumie zarówno mnie, jak wielu widzom podobało się ono bardziej; co do dekoracji, różnica była nie za duża, inne pejzaże okolic neapolitańskich po bokach, a ten sam Wezuwiusz (z wypływającą lawą w II akcie) pośrodku, te same klasycystyczne wnętrza, ale meble tym razem w tym samym charakterze, a do tego stylowe stroje. Zdecydowanie ładniej i barwniej prezentowali się kawalerowie z Albanii. Portrety narzeczonych tym razem były rzeczywiście w medalionach, a nie, jak wersji współczesnej, w smartfonach. Były też pewne szczegóły w samej reżyserii, które trochę się różniły od tamtej wersji, ale też niemało zapewne zależy tu od osobowości śpiewaków. W tej obsadzie najmocniejszymi punktami byli wychowankowie warszawskiej Akademii Operowej: Zuzanna Nalewajek jako Dorabella (mezzosopran jasny, bardzo mozartowski; Elwirę Janasik widzę raczej w późniejszym repertuarze) oraz Paweł Horodyski jako Guglielmo (piękna barwa basowa – jest on w gruncie rzeczy basem). Jak również „stary wyjadacz”, jakim jest Dariusz Machej, w roli Don Alfonsa – on właśnie nasycił tę postać swoją osobowością aktorską, idealną do opery buffa). Aleksandra Łaska (Fiordiligi) ma silny głos, ale przydałby jej się szlif np. właśnie w Akademii Operowej, żeby mogła okiełznać jego barwę i uczynić go bardziej plastycznym. (A słynne triolki w Come scoglio udało jej się wyśpiewać dokładnie!). Despiną była bardziej utytułowana Hanna Okońska, która z kolei nie miała może aż tak efektownego głosu jak Despina z poprzedniej obsady, ale aktorsko była znakomita i naturalna. I jeszcze jedyny zagraniczny rodzynek (trudno u nas o tenory…), ale też młody początkujący – Ted Black z Londynu, o głosie pełniejszym niż wczorajszy Ferrando (ale ten wczorajszy jest jeszcze studentem). W sumie bardzo warto było obejrzeć zarówno obie obsady, jak obie inscenizacje.

PS. Dziś o godz. 20 internetowa premiera prowadzonego przez Władysława Kłosiewicza nowego festiwalu barokowego w Szczawnie Zdrój, który odbył się w kwietniu w pustych wnętrzach m.in. zabytkowego Teatru Zdrojowego, a koncerty zostały zarejestrowane i będą wrzucane do sieci co parę tygodni. Tutaj program, Koncerty będzie można oglądać na YT i fb festiwalu. Kolejne premiery 20 czerwca (La reine danse! – klawesyn plus taniec), 4 lipca (recital klawesynowy Justyny Woś), 18 lipca kantaty mitologiczne Clérambaulta i Rameau, 1 sierpnia recital klawesynowy Eleny Zhukovej i 15 sierpnia Bacha Oratorium Wielkanocne.

PS 2. Z tego wszystkiego (że tyle się dzieje) zapomnieliśmy o wczorajszych 80. urodzinach Marthy naszej wspaniałej. Z tej okazji kompilację zrobiło medici.tv – do swobodnego oglądania dla każdego.