Pianista-prorok?

Zajmuję się właśnie – jak to swego czasu zapowiadałam Jacobsky’emu – postacią Glenna Goulda z okazji podwójnej rocznicy: 75 – urodzin (25 września) i 25 – śmierci (4 października). Przygotowując się do tekstu na wydanie papierowe przypominam sobie jego esej The Prospects of Recording, który ukazał się po polsku w czasopiśmie „Res Facta” w 1969 r., w trzy lata po wydrukowaniu w „High Fidelity Magazine”. Był to tekst bardzo głośny, szczególnie z powodu wysuwanej przez genialnego pianistę tezy głównej: że w erze elektronicznej instytucja koncertu zaniknie. Teza była tyle prowokacyjna co naiwna, ale w tekście znalazło się wiele stwierdzeń wręcz proroczych, z których część sprawdza się dopiero dziś. Nie będę tu wszystkiego opisywać, zrobię to w tekście, tu chcę zatrzymać się na jednym motywie, który znajduje się w dalszej części eseju Goulda, której nie ma niestety w podanym wyżej linku.


Jako bardzo ważne ogniwo pomiędzy tradycyjną sytuacją a tą wynikłą z ery elektronicznej Gould wymienia Muzak, inaczej background music. W przeciwieństwie do większości muzyków profesjonalnych, którym ta forma działa na nerwy, Gould punktuje jej cechy pozytywne, jako to: docieranie także do takiej publiczności, która raczej nie wybrałaby się na koncert, przekazywanie w niektórych wypadkach także trudniejszej stylistyki muzycznej. Jest oczywiście w pełni świadom, że Muzak posługuje się banałem, ale się tego nie boi, pisząc: „Ci, którzy dopatrują się w background music ponurego urzeczywistnienia Orwellowskiej wizji kontroli środowiskowej, uważają, że może ona podbić swym szerokim wachlarzem banałów wszystkich, którzy znajdują się w zasięgu jej działania. Ależ o to chodzi! Zasób banałów wszystkich języków umieszczony w tle staje się intuicyjną częścią naszego słownika muzycznego (…) dzięki temu pomysłowemu słownikowi słuchacz zdobywa bezpośrednią znajomość [muzycznego – DS] języka postrenesansowego, a więc zysk, którego nie może dać nawet najbardziej pomysłowa popularyzacja muzyki za pomocą pogadanek”.

To oczywiście pogląd zbyt idealistyczny i optymistyczny. Ale to, co Gould przy okazji podkreśla – zwiększona rola muzyki w dzisiejszym świecie – stało się już faktem. Choć ta rola jest – być może trzeba tu dodać „niestety” – całkiem inna niż by chcieli muzycy o tradycyjnych poglądach.
Tekstowi Goulda w „HFM” towarzyszyły (przedrukowane też w „Res Facta”) cytaty z wywiadów z kompozytorami, muzykami, a nawet z Marshalla McLuhana, który był wtedy modny (było to przecież zaledwie parę lat po ukazaniu się „Galaktyki Gutenberga”). Zdania muzyków były znamienne. Aaron Copland: „Przeciwny jestem background music, chociażby najlepszej. Kompozytorzy chcą, by ludzie słuchali ich muzyki, nie chcą, by zajmowali się czymś innym podczas jej wykonywania. Chciałbym się dobrać do tego faceta, który sprzedał wielkim biznesmenom pomysł umieszczenia muzyki w windzie; to był spryciarz! Na co komu potrzebne wysłuchiwanie czterech lub ośmiu taktów podczas jazdy windą przez kilka pięter?”. Leopold Stokowski: „W naszych czasach dociera do nas nieustannie tyle dźwięków muzycznych w pociągach, samolotach, restauracjach, że przestajemy na nie reagować. Grozi nam utrata wyczulenia na muzykę, tak, jak przestajemy reagować na idiotyczną brutalność, którą bez przerwy oglądamy w telewizji i kinie”. Taki sam pogląd miał Witold Lutosławski, który w tym samym czasie walczył, by „nie zaśmiecać środowiska akustycznego”. Udało mu się nawet w 1969 r. doprowadzić do uchwały Rady Muzycznej UNESCO potępiającej „niedopuszczalne pogwałcenie wolności osobistej i prawa każdego człowieka do ciszy przez nadużywanie nagranej oraz nadawanej przez radio muzyki w miejscach publicznych i prywatnych”.
Pomyśleć…