Isabelle Faust gra Mozarta

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Dwa lata temu Bachowska, rok temu Haendlowska, teraz Akademia Mozartowska. Poprowadzi ją w tym roku Giovanni Antonini, który ze swoim Il Giardino Armonico zainaugurował ją właśnie z udziałem Isabelle Faust.

Głównie na ten koncert przyjechałam do Wrocławia (zostanę jeszcze na jutro) – zresztą nie tylko ja – z powodu solistki właśnie. Jestem wielbicielką tej skrzypaczki od dawna i podziwiam jej wszechstronność – od Bacha poprzez Beethovena, Schumanna czy Berga po muzykę współczesną, wszystko wypieszczone, wycyzelowane, zrozumiane. I jeszcze na tym wspaniałym stradivariusie, który po prostu głaszcze po uszach…

Jeden z wiernych, acz nie odzywających się Frędzelków powiedział po koncercie, że miał poczucie, że był na koncercie solowym, bo osobowość Isabelle przyćmiła całą resztę. Może to trochę przesada, bo przecież i zespół był znakomity. Antonini coraz częściej zajmuje się klasycyzmem – pamiętamy świetne wykonanie Mszy c-moll Mozarta na ostatniej Wratislavii. Dziś poza dwoma koncertami skrzypcowymi Mozarta zespół sam grał Haydna: Symfonię f-moll „La Passione” na wstępie, uwerturę do opery L’Isola disabitata na początku w drugiej części, i były to wykonania, które naprawdę można było zapamiętać.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Ale Isabelle rzeczywiście kiedy się pojawia, jest absolutnie na pierwszym miejscu, choć nawet specjalnie się o to nie stara, bo to artystka równie wielka, jak skromna. Choć również widoczna: ma swój styl, zawsze występuje w jakiś fikuśnym wdzianku, jest ponadto bardzo ruchliwa – kiwa się, skłania, chodzi, niemal tańczy na scenie – to ostatnie zwłaszcza w finałowym menuecie z Koncertu A-dur KV 219. Był jeszcze Koncert B-dur KV 207 i na bis Rondo C-dur KV 373.

Jej Mozart jest radosny. Gra go tak, jakby ptaszek śpiewał. Przypominając sobie tę solistkę w bardzo rozmaitym repertuarze (jak już wspomniałam) pamiętam bardzo rozmaite nastroje, w jakie potrafiła wprowadzić słuchaczy. Tym razem była to absolutna pogoda, uśmiech, wdzięk. To był jeden z takich koncertów, z których wychodzi się w znakomitym humorze. Kadencje artystka grała nietypowe – być może własne? I mimo że można było odnieść wrażenie, że to takie łatwe w graniu i odbiorze, to jednak oczywiste było, że stoi za tym znakomita technika, wielka muzykalność i po prostu dusza.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj