Ostatni weekend Łańcucha XIV

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na wszystkich poprzednich koncertach mogliśmy posłuchać różnych ciekawych zestawień utworów patrona festiwalu z innymi, przede wszystkim Szymanowskiego. Tym razem w programie był tylko Lutosławski.

Chain Ensemble, który wystąpił już w zeszłym roku na Warszawskiej Jesieni, a w którego skład wchodzą młodzi artyści, zarówno studenci, jak i ci już uznani, powstał z inicjatywy Andrzeja Bauera, który już od dawna nie jest tylko wiolonczelistą. Jest pedagogiem, który umie przyciągać młodzież, próbuje kompozycji i dyrygentury. W tej ostatniej roli pokazał się dziś.

Jest wiceprezesem Towarzystwa im. Lutosławskiego, które patronuje zespołowi. Robiąc to wszystko dla kompozytora na swój sposób spłaca mu dług za to, co mu zawdzięcza, a zawdzięcza niemało, przede wszystkim dwuletnie studia w Londynie jako stypendysta Lutosławskiego. Kompozytor zrobił bardzo wiele dla młodych artystów – nie tylko dla nich zresztą, prowadził intensywną działalność charytatywną, o której prawie nikt nie wiedział. Był więc nie tylko wybitnym twórcą, ale wspaniałym człowiekiem.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Dziś jednak wspominaliśmy go tylko jako twórcę. Podobało mi się ułożenie programu, choć wyskakiwały nieco z kontekstu Preludia taneczne w wersji (autorskiej) na orkiestrę kameralną. Całość rozpoczęła się jak mottem tym krótkim utworem, jakby archaizującym, nietypowym w każdym razie, napisanym dla syna norweskiego przyjaciela. Po nim drugi dęty bibelocik, bardziej już charakterystyczny dla Lutosławskiego. Potem owe Preludia, i wreszcie z lekka już zapomniany, a przecież tak zgrabny Łańcuch I.

W drugiej części Grave w wersji z kameralną orkiestrą smyczkową – ujmująco partię solowej wiolonczeli zagrała Magdalena Bojanowicz (dawna studentka Bauera). I na koniec Preludia i fuga. Świetne wykonanie! Rzadko się słyszy takie dobre. Z młodzieńczą energią i emocjami, ale też żelazną logiką. Trzeba też powiedzieć, że Andrzej Bauer znakomicie prezentuje się w roli dyrygenta. Nie tylko umie wyegzekwować to, co jest tej muzyce potrzebne, ale też działa na scenie bardzo fachowo.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj