Ruszyły Chopieje
Dziwny ten festiwal, jak i cały ten rok. Zupełnie inna atmosfera. Ale na muzykę cieszymy się tak samo.
To zawsze było święto – tłumy, ożywione rozmowy, wymiana wrażeń, spotkania towarzyskie w przerwach. Radosny gwar, a na sali świadomość, że te piękne przeżycia są wspólne.
A teraz? Pusto, trochę smutno, ludzie z trudem poznają się nawzajem zza maseczek. No i nie ma konwersacji w przerwach, bo po prostu nie ma przerw. Za to każdy wyizolowany, chyba że trafi „w parę” (tu i ówdzie są dwa miejsca koło siebie dla tych, co przychodzą razem), jak mnie się trafiło z koleżanką telewizyjną. W takim wyizolowaniu słucha się trochę inaczej, można się lepiej skupić (to mówię już na podstawie wczorajszego koncertu, na którym siedziałam sama). Zresztą muzyka pozwala trochę zapomnieć o niedogodnościach. Koleżanka stwierdziła, że po raz pierwszy zapomniała o tym, że nosi maseczkę. Ja pozostałam przy przyłbicy i też dobrze mi z tym. Dzisiejszy recital trwał półtorej godziny, więc jeszcze znośnie, ale jak to będzie, kiedy Belcea Quartet zagra na jednym koncercie trzy kwartety, a zwłaszcza – jak to będzie z Hrabiną? Nawiasem mówiąc, trudno mi sobie wyobrazić operę bez przerw.
Piszemy o tym, co ważne i ciekawe
Mocne canadiano
Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?
Recital dał się przeżyć, zwłaszcza że grał jeden z naszych ulubieńców, wiernych festiwalowi i wracających praktycznie co roku – Nelson Goerner. W tym roku festiwal nie ma podtytułu, ale siłą rzeczy Beethoven jest postacią szczególną (z czego się bardzo cieszę, bo brak mi go na żywo) i do niego właśnie należały pierwsze nuty. Sonata Es-dur „Les adieux” wbrew pozorom nie skrywa romantycznych sekretów, lecz mówi o wyjeździe i powrocie adresata dedykacji, arcyksięcia Rudolfa, utytułowanego ucznia i protektora Beethovena. Goerner grał ją raczej subtelnie, mnie osobiście brakło charakterystycznych kanciastości, akcentów, zwłaszcza w I części, ale takie spojrzenie również kupuję. Pogodnie, miejscami wręcz figlarnie, zabrzmiały Wariacje na temat Eroiki – ciekawie będzie porównań to wykonanie z interpretacją Avdeevej na koncercie finałowym.
My nie mieliśmy przerwy, ale solista i instrument – i owszem, więc musieliśmy być świadkami krótkiego podstrojenia fortepianu. Drugą, romantyczną część rozpoczęła Ballada As-dur Chopina, także pogodna, można powiedzieć – wiosenna. Valse oubliée No.2 Liszta był leciutki i chochlikowaty. i Rapsodia hiszpańska na koniec, godna i szlachetna, choć ja bym widziała tam chętnie nieco demoniczności, zwłaszcza w początkowym fragmencie. Trochę tam było „sąsiadów”, ale jakoś wybaczyłam. A zagrany na bis Nokturn Paderewskiego był po prostu prześliczny – lepszego wykonania tego wydawałoby się błahego utworku chyba nie słyszałam.
Komentarze
Dobrze chociaż, że można przez internet posłuchać.
Przyjemnie było.
Widownia internetowa całkiem spora ponad 3 tys.
O, świetnie! Na żywo tyle osób by nie posłuchało
A to dopiero początek.
Za nami pierwszy z serii występów Belcea Quartet. Już tyle razy grali nam Beethovena, ale to się nie może znudzić. Nie ma dwóch tak różnych od siebie kwartetów jak op. 18 nr 2 – młodzieńczo beztroski, wręcz figlarny, i op. 132, między dramatem a refleksją, z niesamowitą Pieśnią dziękczynną uzdrowionego (tym razem przypomniała mi się przy tym druga część III Koncertu fortepianowego Bartóka, Adagio religioso, wyraźnie tym fragmentem zainspirowana i też pisana pod koniec życia…). Jak zawsze – interpretacje bardzo dynamiczne, finał rozgrzał do białości.
Nie zapomniałam też dziś o WarszeMuzik – na Umschlagplatz grali dziś altowiolistka Aleksandra Demowska-Madejska i pianista Wojciech Pyrć. Bardzo ciekawy i zróżnicowany repertuar, od romantycznego Romansu Ignacego Friedmana poprzez Kadisz Aleksandra Weprika (który to kompozytor młodość spędził w Warszawie, kiedyś coś więcej napiszę) i Serenadę Jerzego Fitelberga po Sonatę klarnetową (w transkrypcji) Wajnberga i Rapsodia notturna Karola Rathausa (z czasów amerykańskich). Chciałoby się posłuchać tego wszystkiego w bardziej sprzyjających warunkach, nie wśród huczących tramwajów, żeby docenić tę muzykę, ale zwłaszcza Kadisz potrzebny był w tym miejscu.
FB mi polecił, to przesyłam
https://www.nature.com/articles/s41467-020-17540-7?utm_source=facebook&utm_medium=social&utm_content=organic&utm_campaign=NGMT_USG_JC01_GL_NRJournals&fbclid=IwAR2H12ZCaTyMDl5rZwGFiA_qC5nClEJGL09k2UMUza9VSICPDv7rX-hxexc
Tygodniowe streamingi: https://www.musicalamerica.com/news/newsstory.cfm?storyid=45788&categoryid=1&archived=0
Na stronie festiwalu jest informacja, z której wynika, że „Hrabina” będzie miała co najmniej jedną przerwę: „Informujemy, że koncerty będą odbywać się bez przerw (z wyjątkiem koncertu w Teatrze Wielkim Operze Narodowej 19 sierpnia o godz. 20)”.
Uf, całe szczęście
Szanowna Pani, z dużym opóźnieniem w stosunku do wpisu, niemniej mając w pamięci, że z muzykologicznej ciekawości program, który wykonywałam 16.08 na Umschlagplatz, dobrze byłoby usłyszeć w mniej emocjonalnych, ale za to bardziej sterylnych warunkach, zapraszam Panią na premierę online koncertu nagranego w S1, też po dzisiejszej premierze będę miała materiał audio profesjonalnie nagrany w najwyższej jakości i rozdzielczości, który mogę przesłać.
Tymczasem zapraszam dziś o 21.30 na premierę online dzieł Wajberga, Weprika, Friedmana, Rathausa oraz syna Fitelberga.
Koncert będzie też streamowany na Facebooku Muzeum POLIN.
https://youtu.be/JDYSv7Pd3lw
Z wyrazami szacunku
Aleksandra Demowska-Madejska