Z życia robotów

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Thinking things – myślące rzeczy, czyli roboty są bohaterami nowego dzieła teatralnego Georgesa Aperghisa, które kilka dni po wykonaniu na Jesieni w ATM Studio zobaczy publiczność Biennale Weneckiego.

Łączony jest ten utwór z dwoma wykonywanymi już wcześniej na Warszawskich Jesieniach – MachinationsLuna Park – w „trylogię maszyn”. Jednak różni się od tych poprzednich. O ile trudno było określić postaci występujące w tamtych, to tu było wiadomo, że chodzi właśnie o roboty – niektóre teksty, co rzadkie u Aperghisa, były całkowicie zrozumiałe (część z nich wydrukowano nawet w książce programowej) i wręcz określone jako dialogi robotów. Oczywiście to, że grali je ludzie, mogło być tłumaczone w ten sposób, że są to androidy, roboty w ludzkim kształcie. Te dialogi przypomniały mi jeden z ulubionych obrazków w prozie Lema – śmietniska robotów, w których zdekompletowane egzemplarze wydobywają z siebie na poły zrozumiały bełkot.

Aperghis ma grupę stałych współpracowników, znakomicie go – i siebie nawzajem – rozumiejący, jego teatr jest więc precyzyjny i perfekcjonistyczny do bólu. To oczywiście dzieło zbiorowe, ale przy absolutnie ścisłej współpracy: wideo, koncepcja i programowanie robotów jest autorstwa Pierre’a Nouvela, scenografia i światło – Daniela Lévy’ego, a nad muzycznym programowaniem komputerowym czuwa Olivier Pasquet z IRCAM. To zresztą właśnie IRCAM jest zresztą producentem spektaklu. Stała jest też grupa współpracujących z Aperghisem śpiewaków, aktorów, tancerzy, z których wystąpiła czwórka.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Scenografia stanowiła swoisty ruchomy kolaż, obraz podzielony na części, zasłaniane i odsłaniane, z ukazującymi się i znikającymi projekcjami, postaciami wkomponowanymi w ten obraz, z dźwiękiem również w formie kolażu, akcją dźwiękową gęstą od zmian. Wszystko połączone w niezwykłej wyobraźni. „Partytura chaosu”, „scherzo popłochu” – to określenia, jakich używa w stosunku do dzieła kompozytor. I coś w tym jest. Tym razem go nie było tu osobiście, ale w jednym z powyższych linków przypomniałam sobie właśnie, o czym mówił, kiedy tu był – m.in. o tym, że według niego jeśli znamy dalszy ciąg, przestajemy słuchać – i właśnie dlatego zależy mu na pewnej niezrozumiałości tekstu. Przyznam, że jego utwory wciągają mnie i tak, zresztą to, że tekst był momentami wyraźny, nie oznacza, że zawsze był zrozumiały w sensie budowania opowieści.

Widziałam, że trochę osób wyszło, ale niewiele. Mnie ten spektakl nie wydał się ani przeładowany, ani nużący. Nic tam nie jest określone do końca – jeśli chodzi o sens oczywiście, nie o zawartość, ściśle wykonaną i zapewne też ściśle zanotowaną – i chyba to właśnie połączenie mnie u Aperghisa najbardziej fascynuje.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj