Koncert z paroma dedykacjami

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Dzisiejsze koncertowe wykonanie Fidelia Beethovena było dedykowane oczywiście ofiarom katastrofy smoleńskiej, ze szczególnym uwzględnieniem Marii Kaczyńskiej, wielkiej sympatyczki festiwalu. Ale także – Janowi Karskiemu na jego setne urodziny (po prawdzie są za dwa miesiące).

Z tej okazji przemówienie na początku wygłosił (z karteczki) minister Radosław Sikorski. Na sali było parę ważnych międzynarodowych delegacji, więc było ą ę, ale widziało się luzy na widowni, zwłaszcza na parterze. A szkoda.

Ileż to już razy słyszałam Fidelia na tym festiwalu… ale tego wykonania słuchało się z prawdziwą przyjemnością. Jacek Kaspszyk poprowadził tę z natury dość przyciężkawą muzykę na luzie, z lekkością, bez nadęcia. I od razu lepiej się odbierało. Jedyna opera Beethovena jest utworem w sposób widoczny wymęczonym (wystawia się jego kolejną wersję po pierwszej trzyaktowej, którą spotkała klapa) – nie miał ten kompozytor dobrej ręki dla śpiewaków, a i inwencja go momentami zawodziła. W porównaniu z taką Mszą C-dur czy Zwycięstwem Wellingtona to i tak jest arcydzieło.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Trudności partii wokalnych dały się we znaki szczególnie nieszczęsnemu Florestanowi – Ericowi Nelsonowi Wernerowi, który, choć zaczął bardzo ładnie, w wysokim zakończeniu swojej arii kompletnie się zagotował (aż szepnęłam „co się stało temu misiu”). Ale ogólnie pod względem wokalnym było satysfakcjonująco. Melanie Diener (Leonora) ma mocny, intensywny sopran o ciemnej barwie; całkowicie kontrastowała z nią Malin Christensson (Marcelina). Znakomity był oczywiście legendarny Sergei Leiferkus (Pissarro), ale ostro deptał mu po piętach Rafał Siwek (Rocco). Bardzo wdzięczne epizody zaśpiewali Andrzej Lampert (Jaquino) i Wojtek Gierlach (Don Fernando). Jak zwykle świetnie brzmiał chór.

Motto „Beethoven i idea wolności” teoretycznie dotyczy całej tegorocznej edycji festiwalu, ale dosłownie można było je zinterpretować tylko na tym koncercie. Na innych dominuje raczej wolność doboru repertuaru…

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj