Wymiar irański i zmieniony kwartet

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na Jazzowej Jesieni z podtytułem „Nowe wymiary” jak zwykle króluje repertuar z ECM. Dziś – z dwóch wydanych tego lata albumów: Silk and Salt Melodies (Louis Sclavis Quartet) i Leathe of Heaven (Mark Turner Quartet).

Louis Sclavis, znakomity francuski klarnecista (najlepszy na basklarnecie), niewątpliwie gra jazz, ale często zainspirowany folkiem – afrykańskim, latynoskim, rodzimym francuskim… Tym razem udał się w podróż irańską. Ze świetnymi kolegami francuskimi – gitarzystą Gillesem Coronado i klawiszowcem Benjaminem Moussay, oraz z irańskim  gościem Keyvanem Chemirani, który rewelacyjnie gra na bębnach, zwłaszcza na tzw. bębnie pucharowym, inaczej tombaku, przypominającym arabską darbukę.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

To jest akurat coś, co odpowiada gustowi Manfreda Eichera: wpływy folkowe wyraźne, acz nie zawsze oczywiste. Muzyka irańska zapewne nie leżała u inspiracji wszystkich zagranych dziś utworów, ale na pewno u paru z nich. Zaczęło się zresztą dość grzecznie, później bywało bardziej dziko i awangardowo, a później znów bardziej tradycyjnie, i tak na przemian. Zarówno współpraca, jak i solowe popisy muzyków, zwłaszcza perkusisty, były imponujące. Bardzo ciekawy występ.

Nad drugą połową wieczoru zawisł pech. Mark Turner, który w tym roku przyjechał w lepszym składzie niż w zeszłym, miał zaprezentować materiał  z nowej płyty nagranej ze znakomitym młodym trębaczem Avishaiem Cohenem (nie mylić z basistą o tym samym imieniu i nazwisku!), basistą Joe Martinem i perkusistą Marcusem Gilmore’em. Niestety, dziś Avishai został zawezwany pilnie do domu z powodu nagłej, ciężkiej choroby ojca. Reszta więc zespołu starała się więc, jak mogła, załatać wyrwę – oczywiście nie dało się zagrać materiału całej płyty. Za to na scenie pojawiła się niespodzianka – fortepian. Czy pianista może zastąpić trębacza? Zastąpić nie, ale zrobić coś fajnego z resztą muzyków – oczywiście. Tak więc na parę utworów skromnie wśliznął się na scenę David Virelles, członek nowojorskiego kwartetu Tomasza Stańki (będą grać jutro). Odbywało się to tak: Mark podrzucał Davidowi nuty i coś tam mu przez chwilę tłumaczył („namawiali się”), David kiwał głową, a potem grał tak, jakby występował z nimi całe życie. To naprawdę fantastyczny muzyk i już czekam na jutrzejszy koncert. Zresztą na oba, bo będzie też Tord Gustavsen, którego zawsze warto posłuchać.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj