Parę słów o dniu wczorajszym

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Wczoraj po koncertach chciałam tylko napisać komentarz i też, tak jak Wy, nie mogłam tego zrobić. Ale przyszło mi do głowy, że może z nowym wpisem się uda.

Pomysł, który wcześniej nazwałam dziwnym, by dwa dni pod rząd różni pianiści z tym samym akompaniamentem grali ten sam koncert podwójny Mozarta, dla wielu okazał się bardzo interesujący – takie zdania wczoraj słyszałam. Choćby dlatego, że można było porównywać. Interpretacja Kate Liu i Erica Lu była o wiele bardziej precyzyjna, jeśli chodzi o wspólne granie, natomiast były momenty, kiedy brzmienie wydawało mi się ciężkie, pod tym względem wolałam wersję wczorajszą. Na bis pianiści zostali przy Mozarcie i zagrali wolną część z Sonaty D-dur KV 448. Z kolei Dang Thai Son zagrał Koncert A-dur KV 414 – ten mniej popularny – i zrobił to pięknie i koronkowo. A na bis był ten walczyk.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Orkiestra tym razem też miała w programie na początek akcent angielski (oczywiście Serenadę Elgara), a na koniec polski, a nawet dwa polskie (zadania rocznicowe): Orawę Kilara (10-lecie śmierci kompozytora) i Chaconne Pendereckiego (90-lecie urodzin). Przy Orawie całkiem nieźle się bawili, choć niezła to musiała być dla nich egzotyka. Marek Moś, który czuł się w swoim żywiole, skomentował potem: „Nie uwierzą państwo, ale nikt z orkiestry nie był w Tatrach. Teraz mówią, że się wybiorą”. Chaconne była z kolei bardzo emocjonalna, inaczej niż zwykle się ją wykonuje w skupieniu i kontemplacji.

Wcześniej zdążyłam zajść na przedostatni koncert WarszeMuzik – tym razem na Chłodnej 20, na podwórku Kamienicy Pod Zegarem. Zadebiutował na tym koncercie nowy kwartet smyczkowy, Poldowski Quartet, z Martą Piórkowską jako prymariuszką. Program ambitny: II Kwartet smyczkowy Mendelssohna (bardzo czerpiący z Beethovena), Dwa utwory na kwartet smyczkowy Aarona Coplanda i pierwsze trzy części V Kwartetu smyczkowego Mieczysława Wajnberga. Bardzo zróżnicowany w nastrojach, dużo emocji i śpiewności. Zapowiada się kolejny świetny zespół. Szkoda tylko, że zapowiadający kuratorzy nie powiedzieli, kto to Poldowski – a chodzi tu o córkę Henryka Wieniawskiego Reginę, również kompozytorkę, zapomnianą niestety, ale interesującą, która posługiwała się takim pseudonimem, trochę od nazwiska męża – Dean Paul. Jej utwór znajdzie się w programie niedzielnego finału – o 19. na Placu Defilad przed Teatrem Studio (a w razie niepogody – w teatrze). Jeśli zajrzę, to na początek, bo na 20. oczywiście obecność obowiązkowa w FN 😉

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj