Fanny i Clara symfonicznie

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na swoim drugim koncercie Mozarteumorchester Salzburg pod dyrekcją Riccardo Minasiego wykonała jedyne symfoniczne dzieła Fanny Mendelssohn i Clary Wieck.

Obie artystki, pierwsza jako siostra kompozytora, druga jako żona kompozytora, były skazane na bycie w cieniu znanych członków rodziny. Nie bywały mocno wspierane w tworzeniu, choć pozytywnie odnosił się do tego zarówno mąż Fanny, malarz Wilhelm Hensel, jak i mąż Clary – Robert Schumann. Jednak w warunkach, gdy życie rodzinne i jego organizacja spoczywały na barkach kobiet, niewiele było już na to czasu i siły. Zwłaszcza w przypadku Clary, która miała z Robertem ośmioro dzieci, a ponadto zarabiała na dom kontynuując karierę pianistyczną.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Mocne canadiano

Nowy premier Kanady Mark Carney jest chodzącym wzorcem wszystkiego, czego Donald Trump nienawidzi najbardziej. Czy będzie też prorokiem antypopulistycznej reakcji?

Łukasz Wójcik

Fanny żyła tylko 42 lata (to i tak o trzy lata dłużej niż jej brat Felix – on zmarł w kilka miesięcy po niej), ale była płodną kompozytorką, tyle że głównie w dziedzinie pieśni oraz utworów fortepianowych (niektóre zostały wydane pod nazwiskiem brata); napisała też znakomite trio fortepianowe. Jedyne jej dzieło orkiestrowe, Uwertura C-dur, pochodzi z 1832 r. Stylistyka jest bliska tej reprezentowanej przez brata, co nie dziwi, zważywszy to samo środowisko domowe. To taka porządna, mieszczańska muzyka, choć może brak tu tak wyrazistych tematów jak u Feliksa (Symfonia Włoska, zagrana w drugiej części koncertu, jest tu najlepszym przykładem), ale jest naprawdę dobrej jakości.

W przypadku Koncertu fortepianowego a-moll Clary – podałam nazwisko Wieck, ponieważ jeszcze wówczas je nosiła – jest zupełnie inaczej, bo to dzieło prawdziwie młodzieńcze, niemal dziecięce. W omówieniu w programie napisano, że ukończyła je mając lat 16, ale w Wiki podane jest, że miała lat 14 i przy kończeniu go pomagał jej już przyszły mąż. To z kolei może kłóciłoby się trochę z legendą, że środkowa Romanza, napisana na fortepian solo z towarzyszeniem wiolonczeli na początku i końcu, to „zapis miłości” młodziutkiej kompozytorki do pewnego wiolonczelisty. Jak było naprawdę, trudno powiedzieć, ale utworu tego nie należy rozpatrywać w kontekście twórczości Roberta, lecz raczej jako typowy wykwit stylu brillant, tych wszystkich Kalkbrennerów, Pixisów itp., których stylistykę rozwijał także młody Chopin, a których dzieła młoda pianistka wykonywała na swoich koncertach. Dużo tu wirtuozowsko-lirycznych zakrętasów i szkoda, że solistka koncertu, Luisa Imorde, zagrała go trochę blado; wyobrażałam sobie, co mógłby z tym zrobić pianista z dystansem i humorem w rodzaju Tobiasa Kocha… zwłaszcza z finałem w rytmie poloneza. Kompozytorski talent Clary rozwinął się później, także w formie pieśni, muzyki fortepianowej i kameralnej, i tak się składa, że i w jej przypadku jednym z piękniejszych utworów jest Trio fortepianowe.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj