Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

16.09.2011
piątek

Pa pa, Sacrum Profanum

16 września 2011, piątek,

Rano ruszam już do Warszawy, więc ten wieczór był moim ostatnim na tym festiwalu. Festiwalu bardzo ciekawym, w ramach którego można było uzyskać szersze spojrzenie na kolejny pejzaż muzyczny – fragment pejzażu amerykańskiego. Choć i polskie elementy przecież były.

Usłyszałam więc cztery utwory z serii Made in Poland – Miłosz Sounds. Dzisiejszy, Aforyzmy na Miłosza Agaty Zubel, bardzo mi się spodobał nie tylko z powodu jakości wykonania (Klangforum Wien i autorka jako solistka), ale i dlatego, że był to jedyny z tych czterech – pomijając Mykietyna, który wykonał właściwie dziełko parateatralne – który uczciwie i otwarcie podszedł do konkretnych tekstów (aforystycznych) Miłosza, nie będąc prostą ilustracją, lecz inteligentnym komentarzem. Pozostałe – to komentarze bez słów; tak też jest w przypadku utworu Jagody Szmytki, który będzie wykonany na kolejnym koncercie (niestety go nie usłyszę, żałuję). No i pierwszy raz się zdarzyło, że utwór z tej serii zrobił na mnie większe wrażenie niż to, co później. In C Terry’ego Rileya ma dziś właściwie przede wszystkim wartość historyczną. Nawet Reichowi, który swego czasu brał udział w jego prawykonaniu, głowa opadała na bok ze znużenia (prawdopodobnie).

Za to ożywił się na swoim koncercie, tym bardziej, że sam, z perkusistą zespołu Bang on a Can, wykonał swoją Clapping Music z 1972 r. Video Phase to stara Piano Phase z dodaną „zmyłą” w obrazku (słychać fortepian, widać perkusistę na żywo i sfilmowanego) – utwory „fazowe” też już właściwie są głównie historią. Bardziej atrakcyjnie i finezyjnie brzmią „kontrapunkty” z lat 80. (klarnetowy New York Counterpoint w wykonaniu świetnego Evana Ziporyna, ze zmyłkowym początkiem „niekontrapunktowym”), wielkie brawa otrzymały też utwory najnowsze: Double Sextet (2007), a zwłaszcza rockowe w instrumentacji 2×5 (2008). Trzeba dodać, że dziś frekwencja w Łaźni Nowej była rekordowa.

Reich naprawdę robi w Krakowie furorę. Żałuję, że nie będę świadkiem ostatnich dwóch festiwalowych dni. Ale cóż, Warszawska Jesień wzywa. Tam też będzie bardzo ciekawie.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 34

Dodaj komentarz »
  1. @Aga 8:33
    Dzięki…

  2. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  3. Na Jesieni ciekawie…
    Jakoś nie wiem. Może wypadam z nowego targetu Pana Tadzia? Jak dla mnie za dużo performanso-video-multi-media-iwentów, za mało kwartetów smyczkowych :mrgreen:
    Ale dziś wszelkie znaki wskazują, że zasiędę w swiątobliwym czerwonym fotelu.

  4. A ja na twardej ławce w katedrze Marii Magdaleny 🙂 http://www.wratislaviacantans.pl/concert/gorecki-krzanowski-szymanski/

  5. Mam nadzieję,że Jesień będzie równie godziwie transmitowana jak Sacrum Profanum,chociaż to nie to samo,co słuchanie w czerwonym fotelu 🙂
    Ale,ale, Pani Kierowniczko – czy oprócz Sacrum Profanum odbywa się w Krakowie jakaś konkurencyjna impreza o trochę podobnej a mylącej nazwie? bo takiego niusa znalazłam 😉
    http://muzyka.onet.pl/newsy/tom-verlaine-nie-zagra-na-festiwalu-scarum-profanu,1,4851255,wiadomosc.html

  6. Na pewno dzisiejszy koncert i pewnie te z S1 (czyli zielone fotele).

  7. Gostka czekają ciężkie chwile… 🙄

    W miętki się fotel Gostek zapada,
    myśli „łomatko!” i jęczy „biada!”
    po skroniach płyną mu strużki potu –
    oj będzie, będzie Otum Łomotum.

    Dzisiejsze granie, uczciwszy uszy,
    do samych trzewi Gostka poruszy,
    duszę porazi mu na kształt grzmotu,
    by popamiętał Otum Łomotum.

    Kręcić się będzie Gostek w fotelu,
    rad by gdzieś czmychnąć, hen, aż za Wieluń,
    szepnie do siebie: „ach, daj go kotu!
    Po com lazł na to Otum Łomotum?

    Po co muzyczne te mi wybryki?
    Jam wszak z zupełnie innej publiki.
    Okoliczności to wina splotu,
    co mnie wpędziły w Otum Łomotum.”

    Lecz siła jakaś mu nie pozwoli
    wstać i do wyjścia zmierzać powoli,
    on dla kultury na wszystko gotów!
    Trudno, wysłucha Otum Łomotum. 😈

  8. Sacrum dla profana (jak zrozumiałam z linki od ew-ki), Otum Łomotum dla Gostka, a dla mnie Dni Sztuki Tańca w TWON. 🙂

  9. Maestro Beaubiquelli!
    Molto gracje i Szapoba!

    Z Otum Łoomotum też jest tak, że nie chcę stracić ciągłości. Od ’92 chyba nie opusciłem żadnego festiwalu (tzn. każdego roku byłem przynajmniej raz).

  10. We Wrocławiu ostatnio zielone fotele kojarzą się wyłącznie z nowym centrum kurtularnej rozrywki,tj. stadionem (zieleń- kolor firmowy WKS Śląsk „Cała Polska w cieniu Śląska ” 😉
    W zeszłym tygodniu spektakularne ryjobicie,a w najbliższą sobotę,panie dziejku, iwent muzyczny z udziałem orkiestry Filharmonii Wrocławskiej 🙂 🙂
    http://www.mmwroclaw.pl/380810/2011/8/4/koncert-georgea-michaela-muzycy-orkiestry-beda-mieli-frajde?category=kultura
    Dla tych,którzy nie odróżniają George’a Michaela od Michaela Jacksona, istotna może być informacja,że to ten z duetu Wham ! i że jeszcze żyje 🙂

  11. Czyli mamy tak:

    Masacrum Profanum, Chopieje, Otum Łomotum – co jeszcze?

  12. A na marginesie „walki stulecia”… niektórzy kibice liczyli na obecność (przy okazji Kongresu Kultury ) Wisławy Szymborskiej,jak wiadomo znanej wielbicielki boksu i skomplikowanej osobowości Endriu Gołoty 😉
    http://www.gwiazdy.com.pl/component/content/article/6662-liryczny-cios-wislawy-szymborskiej?start=1
    Ale nie zaszczyciła 🙁 Może z zazdrości ? („Muzo,nie być bokserem to jest nie być wcale…)

  13. Gostku, jeszcze Piotrusialia – choć ja tak pisać nie śmiem, ale są tu mniej nieśmiali 😉 .

  14. Z festiwali można by jeszcze Beciowisko dorzucić. I Operę Z Gara. Ta ostatnia dla psa szczególnie pociągająca. 😉

  15. O Szalonych Dniach proszę nie zapominać. 🙂

  16. Ja będę do końca – i do końca będę sobie pisał o tym, co tam było i będzie. Z niewielkim opóźnieniem. Część widzę jak Pani Dorota, część trochę inaczej. Kto chce może przeczytać http://bachandlang.blogspot.com/

  17. O, bardzo proszę oczywiście o dalsze relacje. Wiem też, że Mateusz Borkowski będzie na ostatnich wydarzeniach Sacrum Profanum, więc może parę słów kontrapunktu (czy „Scarum” to festiwal, który straszy? 😉 )
    Przyczłapałam się do Warszawki, zareklamowałam już Jesień dla Panoramy, odebrałam karnet festiwalowy i zaraz w końcu do domu.

  18. Mt7, ja mam na to własną, psią nazwę – festiwal Szalonego Żurku. Takiego, w którym jest szalenie dużo wędzonki. 😆

  19. Żurek w folii.

  20. … ale to nie znaczy, że ta wędzonka jest z szalonych świń?

  21. Też miałem w uchu Żurek W Folii, ale doszedłem do wniosku, że jestem za slow foodem. 😎
    A szaleństwo odnosi się tylko do gabarytów wędzonki, nie do jej pochodzenia. 😉

  22. @ Bobik 14:13 i 15:06
    Opera z Gara brzmi szczególnie zachęcająco,chociaż Festiwal Szalonego Żurku też niczego sobie 🙂 Naród cóś głodny kultury 🙂

  23. a czy przypadkiem muzyczny slow food = HIP ?

  24. Pani Kierowniczko, jak tylko wrócę z dzisiejszych koncertów, to się zamelduję 🙂

  25. FeSzaŻu – no bo przecież nie FSŻ 🙄
    Dla mnie muzyczny slow food to słuchanie muzyki bez wykonywania przy tym czynności pobocznych typu prasowanie, prowadzenie samochodu, praca… ups, jeszcze chwilę muszę popracować. 😉

  26. Wersja Agi brzmi na tyle przyjemnie, że chyba każdy ją zechce kupić. 🙂
    Ago, otwieraj sklepik slowfoodowy z muzyką! 😀

  27. Folia juz jest, nawet slowfoodowa. Gdzie zurek?

  28. Obawiam się, że żurek sfiksował. 😯
    http://de.wikipedia.org/wiki/Jour_fixe
    Czyżby jednak szalona wędzonka? 🙁

  29. Bobiku, takie żurki miewam w pracy, różne rzeczy można o nich powiedzieć, ale nie to, że jest w nich choć gram szaleństwa. 😉 Niestety, z wędzonki to tam nie ma nie tylko grama, ale nawet cienia zapachu. 🙁 Proponuję uznać jour fixe za czarną owcę w żurkowej rodzinie i więcej o nim nie wspominać, koncentrując uwagę na odmianach zjadalnych, ze szczególnym wskazaniem na zjadalne z entuzjazmem. 😛 Ależ zgłodniałam!

  30. Gdy głód mi straszny skręca trzewia,
    gdy zimny wiatr mnie do cna przewiał,
    gdy latam cały dzień jak z piórem,
    ach, jakbym wtedy zjadł bon żurek.

    Krupnik w pamięci wdzięcznej chowam,
    na barszcz nie powiem złego słowa,
    w rosole cenię sobie kurę,
    lecz w snach mych zjawia się bon żurek.

    Bo na obczyźnie, gdzie przebywam,
    trudno – o dolo nieszczęśliwa! –
    wrąbać gdzieś żurek, mon amour.
    Tu co najwyżej jest bon jour. 😥

  31. Dobry wieczór, właśnie wróciłem. Dzisiejszy dzień był odmienny od pozostałych, jeśli chodzi o frekwencję, to nic nie pobije wczorajszej. Zacznę od Miłosza, który był najsłabszy ze wszystkich. Jagoda Szmytka, którą mogliśmy obejrzeć i posłuchać w wideoklipie przed utworem mówiła o inspiracjach Kresami, Konwickim i Doliną Issy. Niestety blado wypadła jej kompozycja („electrified memories of bloody cherries extended Landschaft von Musik”), stąd oklaski były krótkie. W skrócie były to rytmiczne uderzania o struny, klapy, przesterowane dźwięki, trzaski i dźwięki preparowanego fortepianu, (czyżby odgłosy piwnicy?), na ekranie widzieliśmy stare skrzypce schowane w trawie. Grający utwory Michaela Gordona Bang on a Can All-Stars był w doskonałej formie, klarnecista Evan Ziporyn zapowiadał utwory. „Sonatra” w wykonaniu pianistki Vicky Chow złożona właściwie samych figuracji zachwyciła publiczność. Podobnie utwór „I Buried Paul”, zainspirowany piosenką The Beatles ‚Strawberry Fields Foreve” – chwilami marszowy, defiladowy, z ciekawymi zabawami rytmicznymi, przypominał rozpędzoną karawanę (bliskowschodnia melodia). Zagrany na zakończenie ‚Yo Shakespeare’ był zabawą z rytmem (przesunięcie fazowe), w charakterze bardzo amerykański (fragmenty brzmiące niczym zespół bluegrassowy). W Łaźni Nowej głównym bohaterem była perkusja, wystąpili studenci i absolwenci Akademii Muzycznej w Krakowie (kierownictwo artystyczne Jana Pilcha). Ciekawe rytmicznie utwory okazały się męczące i nużące przy dłuższym słuchaniu, zwłaszcza część III „The So-Called Laws of Nature” Davida Langa. Część II ciekawie imitowała brzmienie pozytywki. „Dark Full Ride” Julii Wolf był popisem możliwości technicznych na zestawie perkusyjnym, z muzykami zagrał również sam Pilch. Na koniec miła brzmieniowo odmiana, utwór na który wszyscy czekali, czyli „Six Marimbas” Reicha, bedący wersją Six Pianos na sześć marimb. Ciekawy (bo brzmienie marimb), ale na tle innych kompozycji Reicha przewidywalny. Z perkusistów wyróżniała się Wiktoria Chrobak, obdarzona świetnym feelingiem, którego brakowało niektórym jej kolegom (po prostu źle się ogląda perkusistów, którzy grają nieruchomo jak roboty). Pierwszy koncert z muzyką Gordona oceniam zdecydowanie wyżej.

css.php