Kulturalny dzień w Krakowie

Bardzo interesująco i atrakcyjnie zakończyła się tegoroczna seria Opera Rara (przyszłoroczna rozpoczyna się już 17 stycznia Montezumą Vivaldiego w wykonaniu zespołu Modo Antico). Fabio Biondi pokazał, co potrafi. Być może niektórzy z was słuchali transmisji radiowej (kilkoro blogowiczów spotkałam w realu). Ale chciałam też o świetnej wystawie Warhola, którą miałam dziś przyjemność obejrzeć w Międzynarodowym Centrum Kultury.

Wystawa jest nieduża, jak to wystawy w MCK, ale nietuzinkowa. Dla wielbicieli twórczości Warhola może nie jest jakaś nadzwyczajna, ale dla przeciętnego odbiorcy, któremu Warhol kojarzy się wyłącznie z serigrafiami Marilyn i Mao, nie mówiąc o zupach Campbell, przynosi różne nieznane sprawy. Zupy i Marilyn też oczywiście są, jak też inne serie serigrafii, np. Kowboje i Indianie czy też pojedynczy detal wydobyty z dawnego obrazu (tu ze Świętego Jerzego i smoka Uccellego). Ale jest np. o rodzinie, przede wszystkim o matce, Julii Warhola, z którą Andy czuł głęboką więź. Są rozkoszne książeczki wspólnie wydane, z rysunkami kotów (matka też rysowała). Jest też na wystawie książka dla dzieci Wujek Andy, autorstwa Jamesa Warholi, bratanka Andy’ego. Warto zajrzeć w wolniejszej chwili, wystawa czynna do 10 lutego.

Opera Rara – tym razem La fede ne’ tradimenti Attilii Ariostiego. W życiu nie słyszałam głupszej fabuły – siedzieliśmy z kolegami i pękaliśmy ze śmiechu. Ale muzyka bardzo ciekawa, ma ten włoski drive, a zarazem nie jest pusta i ozdobna. Ciekawa jest instrumentacja tego utworu, np. w niektórych ariach pojawiają się oboje, w innych fagot czy też kombinacja fagot-klawesyn (ciekawe, ile w tym ręki samego Biondiego; z pewnością znalazła się ona w szczególnej interpretacji solowej partii skrzypcowej). A soliści byli znakomici. Choć nasza faworytka Roberta Invernizzi miała tym razem gorszy dzień, a w taki gorszy niestety nie dociąga intonacji, choć jest bardzo dramatyczna (a może właśnie dlatego?). Natomiast rewelacją – bezsprzecznie najlepszą artystką wieczoru – była norweska mezzosopranistka Marianne Beate Kielland. Piękny, czysty, ciepły głos starała się ukształtować tak, by kojarzył się z męskim sopranem (grała rolę męską). Pozostali byli na bardzo przyzwoitym poziomie: sopran Lucia Cirillo i bas Havard Stensvold. Dzieło wykonano po raz pierwszy w 1701 r. w obecnym Berlinie Charlottenburg, wówczas Luetzenburg. Być może ten niemiecki  kontekst miał pewien wpływ na stylistykę dzieła (choć pozostaje ona włoska)?

PS. Jeśli ktoś jeszcze nie słyszał, to w programie wieczoru jest strona z zapowiedzią Misteriów Paschaliów (25-31 marca), ale wymienione są tylko nazwy zespołów: Europa Galante, La Venexiana, Il Giardino Armonico, Les Musiciens du Louvre-Grenoble, Les Talens Lyriques, Hesperion XXI/La Capella Reyal de Catalunya, La Morra & Ensemble Peregrina. Takie the best of, a potem podobno zmiana frontu.