Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

21.05.2016
sobota

Śruba się obróciła

21 maja 2016, sobota,

Powieść gotycka Henry’ego Jamesa The Turn of the Screw, która stała się kanwą opery Benjamina Brittena, buduje napięcie i nie wyjaśnia niczego. Tak jest i w operze, co świetnie oddaje pierwsza jej polska inscenizacja w Operze na Zamku.

To naprawdę znakomity spektakl. Pod każdym względem. Muzycznym – soliści i kameralny zespół prowadzony przez Jerzego Wołosiuka. I teatralnym – znów triumfuje tu Natalia Babińska jako reżyser i Martyna Kander jako autorka scenografii i kostiumów, którą zdecydowanie można już nazwać największą osobowością młodego pokolenia w tej dziedzinie. Do tego należy koniecznie dodać autorkę projekcji multimedialnych Ewę Krasucką – nareszcie jakieś projekcje, które nie mają nic z banału! – i reżysera świateł Macieja Igielskiego, bo światło odgrywa tu rolę podstawową.

Od razu trzeba powiedzieć, że cała wiktoriańskość powieści jest zachowana, acz nie w sposób dosłowny. Tj. stroje bohaterów są iście muzealne, ale postaci te poruszają się w przestrzeni aluzyjnej, w której dużą rolę odgrywa obrotówka – i tu jedyna wada spektaklu: niestety w cichych momentach jest słyszalna i zakłóca muzykę. Ale obrazy, gdzie wnętrza, pokoje, ogród przedstawione są za pomocą szkieletów sprzętów czy też właśnie świetlnych projekcji, a wśród nich pojawiają się tajemnicze plamy światła, przeradzające się w postaci duchów – Petera Quinta i panny Jessel – wszystko to świetnie podprowadza do realnego ich pojawienia się. Czym jest zło, uosabiane przez owe postaci, co rzeczywiście zdarzyło się pomiędzy nimi a dziećmi i jaką siłą je przyciągają – tego się nie dowiemy i tym większe napięcie do końca nas czeka.

Bardzo jestem zbudowana solistami. Oczywiście największy akcent przypada tu na Guwernantkę, w której to roli po raz pierwszy zetknęłam się z Ewą Olszewską, absolwentką bydgoskiej uczelni, związaną ze szczecińskim teatrem. Znana mi już wcześniej była również znakomita Lilianna Zalesińska (Mrs Grose) – ciekawą koncepcję miał szef muzyczny, by do tej sopranowej przecież roli zatrudnić mezzosopranistkę z powodów czysto brzmieniowych. No i oczywiście Pavlo Tolstoy, który bardzo demonicznie zagrał Petera Quinta, a partnerowała mu jako Miss Jessel Bożena Bujnicka, sopran o efektownej barwie. Dzieci – Agata Wasik (Flora) i Mateusz Dąbrowski (Miles) – poradziły sobie nieźle (zważywszy trudność partii), choć może trochę nieśmiało.

Ten kameralny spektakl jest jedną z najlepszych realizacji, jakie widziałam w polskich teatrach w tym sezonie.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Nie zupelnie Britten, ale dzisiaj urodzinowa pobutka raczej wesola: Fats Waller 112 the greatest!
    https://www.youtube.com/watch?v=hWP3UW8hWSg – aczkolwiek sama koncowke gra juz ktos inny 🙁

  2. Faktycznie fajny pomysł z tymi projekcjami. Trochę chyba w stylu „Don Giovanniego” w ROH w reż. K. Holtena.

  3. O, czyżbyśmy byli na tym samym spektaklu? I znowu się nie spotkaliśmy 🙂
    Miło było za to spotkać innych blogowiczów 🙂
    Pozdrawiam z Wrocławia, gdzie właśnie dojechałam.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. I znowu mi przykro 🙁 Mnie wywiało aż do 18 rzędu a PK pewnie gdzieś z przodu (no, chyba, że balkon 😉 ) A po premierze szybko do auta i w drogę…Może przy okazji czerwcowego Wagnera w NFM będzie sposobność? Ale to chyba jest wcześniej w Warszawie więc pewnie PK się nie wybiera… No to już pozostaje Berlin 🙂

  6. Dzisiejsze wznowienie Marii Stuardy w TWON znacznie bardziej udane niż ubiegłoroczna premiera. Spora w tym zasługa Bernadetty Grabias kreującej partię Elżbiety. Wykonawcy pozostałych ról ci sami ale szczególnie w przypadku Stuardy i Roberta w lepszej formie. Bardzo dobrze brzmiała orkiestra subtelnie prowadzona przez swego szefa, maestro Jurkewicza (Yurkevycha).

  7. To ja może przypomnę, że pierwsze wykonanie tego utworu polskimi siłami (choć z anglosaskimi solistami), a drugie w Polsce (po blisko czterdziestu latach od wizyty Opery Szkockiej z Glasgow w Teatrze Dramatycznym) odbyło się w zeszłym roku na Festiwalu Beethovenowskim, pod dyrekcją Łukasza Borowicza.

  8. Taka nieskładna garść wrażeń po spektaklu w Operze na Zamku…
    Bardzo ciekawa scenografia, która zmieniała się poprzez operowanie światłem, przesłonami i projekcjami multimedialnymi, szczególne wrażenie na mnie zrobiły te lewitujące duchy guwernantki.
    Fakt, obrotowa scena buczała, ciekawe czy da się ją wytłumić 🙂
    Świetnie zaśpiewali i aktorsko wsparli swoje role Ewa Olszewska jako Guwernantka oraz Pavlo Tolstoy jako Peter Quint. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie dzieci grające Florę i Milesa, nie były drewniane (jak to czasem bywa) i śpiewały czystym jasnym głosem.
    Podsumowując, jeśli chodzi o twórczość Britena (…i nie tylko) to ja poproszę Operę o więcej….:)

    I znów miło mi niezmiernie miło zamienić kilka zdań z PK 🙂

    Pani Robercie2, byłam w 15 rzędzie, więc prawie po sąsiedzku 🙂

  9. Ja w przerwie byłam nie do złapania, bo zostałam uziemiona w windzie… 😉 A siedziałam w VIII rzędzie.
    W Berlinie mam być 7-9 czerwca, 8 czerwca wybieram się na Zimermana.

  10. Dodam, że zarówno zeszłoroczne koncertowe „Dokręcanie…”, jak i tegoroczna wyprawa na Wyspy Łukasza Borowicza et consortes (Vaughan Williams zestawiony z Holstem) były dla mnie bodaj najmocniejszymi punktami Festiwalu LvB.
    A skoro szczeciński spektakl też się – jak czytam – udał, to w tej sytuacji gościnny występ w stolicy jest chyba tylko kwestią czasu…

  11. Pani Kierowniczko, czyżby zacięcie się w windzie (dobrze, że jest ona przeźroczysta…) w trakcie przerwy wzmocniło wrażenie niepokoju, tajemnicy, grozy i nieokreśloności w odbiorze spektaklu ? :))))

  12. Pozostańmy jeszcze przez chwilę w Szczecinie…
    Wczoraj – w ramach 11 Europejskiej Nocy Muzeów – można było zwiedzać m.in. Muzeum Przełomów. Choć z synem nie zdecydowaliśmy się na długie oczekiwanie w sporej kolejce do muzeum, to było wiele atrakcji dla dzieci (i nie tylko) na powierzchni. Dzieci mogły pobawić się w gry z dzieciństwa rodziców, czyli zagrać w klasy, poskakać w gumę, pościgać się na torach w kapsle, pokolorować kredą cały plac…
    Myślę, że to piękne zwieńczenie walki naszych rodaków o wolność narodu i jednostki, ten plac nie jest „martwy” czy napuszony narodową demagogią (choć były takie próby), to miejsce dla wszystkich, szczególnie dla dzieci i młodzieży, mogą tu się bawić, spacerować, rozmawiać, śmiać się, jeździć na deskorolkach, po prostu być i tworzyć to miejsce takim…. jakim zapewne chcieliby by było ludzie walczący tu w latach 70 i 80 z władzą komunistyczną….

  13. Na pewno ten spektakl Brittena powinien pojeździć po festiwalach. O ile, oczywiście, tak dobra i wyrównana obsada zostanie utrzymana.
    Jeśli idzie o to Muzeum Przełomów w Szczecinie to z pewnością projekt architektoniczny Roberta Koniecznego jest, moim zdaniem, błyskotliwy (choć opinie, podobnie jak w przypadku tamtejszej Filharmonii, różne) – świetna przestrzeń publiczna i tzw. architektura tła (trochę dziwią mnie te opinie mieszkańców o „betonowej pustyni” skoro w pobliżu jest duży park). Zresztą już się znalazła w finale europejskiej narody (jako jedyna realizacja z Polski). Samo muzeum też, choć pobieżnie, kiedyś zwiedziłem. Nie znam się za bardzo na historii Szczecina, nie przypadam za tymi muzeami historycznymi, ale trzeba przyznać, że CDP w Szczecinie zostało bardzo fajnie zaaranżowane, zwłaszcza ze względu na miks eksponatów historycznych z dziełami sztuki współczesnej. Ta groteskowa rodzinka w małym fiacie jadąca na wczasy do Bułgarii czy instalacja „Blokowisko” robią spore wrażenie. Chętnie obejrzę, przy okazji, jeszcze raz tę wystawę. Wrocław też szykuje nowe muzeum historyczne – ciekawe jak będzie.

css.php