Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

31.07.2019
środa

Moniuszko na wesoło

31 lipca 2019, środa,

Włodek Pawlik grał Chopina na Rok Chopinowski, teraz wziął na warsztat Moniuszkę. Nie żeby się jakoś przejmować, tylko żeby się przy tej muzyce pobawić.
W sali koncertowej Polskiej Filharmonii Kameralnej w Sopocie (mieszczącej się obok Opery Leśnej) wystąpił w obecnej wersji swojego tria, tej, z którą nagrał płytę: przy kontrabasie wciąż Paweł Pańta, na perkusji zamiast bardzo zajętego Cezarego Konrada – Adam Zagórski. Częściowo sam prowadził koncert, zapowiadając poszczególne numery. Podkreślił, że zaraził się Moniuszką od swojej żony – fakt, jego żona, pianistka Jolanta Pszczółkowska-Pawlik, współpracująca ze śpiewakami, nagrała już parę moniuszkowskich płyt (w tym z ciekawą młodą mezzosopranistką Elwirą Janasik), zorganizowała też serię koncertów z okazji Roku Moniuszkowskiego. On jednak potraktował tę twórczość dość lekko, sam przyznał, że użył tych melodyjnych tematów jak jazzmani tematów bluesowych.

Można i tak. Szumią jodły zharmonizowane typowo jazzowymi miksturowymi akordami brzmią bardzo przyjemnie, choć nie mają wiele wspólnego z tym, o co w tej arii chodzi. Podobnie Gdybym rannym słonkiem. Prząśniczka swoją radosną energią przypomniała mi trochę niezapomnianą wersję Marka i Wacka. Znaszli ten kraj – to w jego interpretacji nie nostalgia za piękną krainą, ale pogodny hymn do życia, nic dziwnego, że w finale wplótł mu się temat What a Wonderful World. Żywiołowy był też Kum i kuma, zapowiedziany jako „utwór o japońskim tytule Kumikuma, czyli mężczyzna i kobieta”. Owszem, było też parę kawałków spokojnych, jak Pieśń wieczorna (tu z kolei pojawił się motyw z Etiudy E-dur Chopina) czy zagrany na ostatni bis, czyli dobranockę, motyw kurantu z arii Stefana (tu pojawiło się jako uzupełnienie Pożegnanie ojczyzny Ogińskiego, a na koniec pianiście „zagrał się” motyw z V Symfonii, co jego samego ubawiło).

Był oczywiście entuzjazm i stojak.

W festiwalu teraz znów jednodniowa przerwa – wybiorę się za to z powrotem do Gdańska, żeby posłuchać muzyki z gdańskich wież (carillony wciągają, oj, wciągają) i obejrzeć wystawę w Łaźni. Dziś z kolei przejechałam się do Gdyni, żeby wreszcie zobaczyć Muzeum Emigracji, o którym mówiono mi dużo dobrego – rzeczywiście warto.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. To był kawałek głosu 🙂
    Widziałam ją w tym roku, nie dałabym jej prawie 90 lat. Znakomicie się trzyma.

  2. No i byłam w Gdańsku. Bardzo sympatyczna impreza. Trębacze z carillonistą, przebrani w specjalne stroje nawiązujące do tych z epoki, najpierw grają w św. Katarzynie, potem przechodzą do św. Jana (gdzie oczywiście grają bez carillonu, bo go tam nie ma), wreszcie kończą na ratuszowej wieży. Dziś na carillonie grał Niderlandczyk Roy Kroezen – można powiedzieć, z polotem. Jutro w ramach festiwalu ma koncert w św. Katarzynie o 21., a w sobotę w południe – w ratuszu.
    Muzycy wraz z przyjaciółmi z gdańskiej grupy rekonstrukcyjnej (jeden z nich szył owe stroje) paradowali przez miasto z bębnami ogłaszając wieść o koncercie. Jaki repertuar grają? Fanfary i chorały z dawnego Gdańska, które można znaleźć w dawnych księgach – badała je gdańska muzykolożka prof. Danuta Popinigis, tutaj trochę o tym.

  3. Aha, i jeszcze o Franciszce, bo do Łaźni też dotarłam. Wystawa niewielka, ale urocza. Kilkanaście olejów o grubej wypukłej fakturze, w różnych odcieniach bieli, szarości i ecru, niby w stronę abstrakcji, ale zawsze z jakimiś aluzjami do ludzkich postaci. Ponadto rysunki – ta lekka i cienka kreska, pełna humoru, czasem zjadliwego, czasem wzruszającego. Ogromnie ją lubię.

css.php