Muzyka drogi

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Od wędrówki po budynku NOSPR w kompozycji Wojtka Blecharza po słuchowisko o wędrówce (i nie tylko) Tadeusza Wieleckiego – bardzo ciekawy był ostatni dzień Festiwalu Prawykonań.

W samo południe ruszyliśmy, każdy swoim szlakiem, po wszystkich piętrach, korytarzach i zakamarkach tego wspaniałego gmachu, który okazał się sam w sobie wielkim, pięknym, rezonującym instrumentem. Na wstępie utworu pod tajemniczym tytułem Field 8. Elixir kompozytor poinstruował nas, jak należy się podczas tego spaceru zachowywać: cicho, nie przeszkadzając muzykom NOSPR w grze (choć można było między nich wchodzić), nie rozmawiając, wsłuchując się – można było nawet się położyć, kto chciał, mógł też zdjąć buty i chodzić w otrzymanych do tego celu skarpetkach. Muzycy siedzieli pojedynczo lub grupami – np. pojedyncze waltornie, grupa skrzypiec lub kontrabasów w rządku, kółko wiolonczel, dwa klarnety na najwyższym piętrze, na dole perkusja. Wszystkie nutki, jak podejrzałam, były precyzyjnie wypisane, określony czas trwania kontrolowany przez muzyków za pomocą komórek. Dopasowane były brzmienia i harmonie, co jakiś czas niektóre grupy milkły, a inne się odzywały. Wszystko to trwało koło godziny i ani przez chwilę nie nużyło. Temu gmachowi coś takiego się należało.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Przybić piątkę ze Sławulą

Wiece wyborcze kandydata na prezydenta Polski Sławomira Mentzena rozpoczynają się zawsze o piętnastej. Ta pora daje pewność, że przybędzie elektorat – uczniowie po lekcjach.

Marcin Kołodziejczyk

Po południu koncert Spółdzielni Muzycznej, który zawierał utwory będące eksploracją rozmaitych, nietypowych brzmień. The Suspense Anny Sowy był właściwie performansem z niemal teatralnymi sposobami wydobywania dźwięku z amplifikowanych instrumentów. Najbardziej minimalistycznie podszedł do sprawy Viacheslav Kyrylov (pochodzący z Donbasu, ale podkreślający, że jako kompozytor ukształtował się w Krakowie na studiach u Magdaleny Długosz i Wojciecha Widłaka) w utworze close to the zero intensity, w którym rzeczywiście dźwięki amplifikowanego tria smyczkowego były bliskie ciszy. Więcej elementów zawierała Solastalgia Katariny Gryvul, również kombinująca brzmienia amplifikowanych instrumentów, ale w bardziej zróżnicowanym zestawie. Chłód emanujący z tych dźwięków zgadzał się z opisem utworu jako poniekąd związanego z wojennym losem. Najciekawszy był utwór ostatni – ice to weep Pawła Malinowskiego, również absolwenta krakowskiej uczelni oraz modnej w ostatnich latach akademii w Aarhus. To właśnie z tej kompozycji wywodzi się ów tytułowy „śnieg wyobrażony”, obrazowany przez wysmakowane brzmienia i śpiew lub recytację Barbary Kingi Majewskiej.

No i wielki finał: Jak by to powiedzieć… Tadeusza Wieleckiego. Pierwszy takich rozmiarów – 65-minutowy – jego utwór. Tutaj jest dość dokładny jego kompozytorski opis, z którego wynika, że to dzieło bogate i wielowarstwowe – i tak rzeczywiście jest. A przy tym opowiedziane językiem charakterystycznym dla Wieleckiego, z charakterystycznymi muzycznymi gestami-refrenami, powtórzeniami, parodiami, zabawą słowem i zastępowaniem go muzycznym zwrotem. Świetna Joanna Freszel ze swoim dzwoneczkowym sopranem plus dwoje mówiących aktorów: Matylda Damięcka i Jędrzej Wielecki (syn kompozytora); w tle ekran z pędzącym pociągiem zmienionym w smugę światła (pomysł reżyserki Pii Partum), a ponadto znakomita Orkiestra Muzyki Nowej pod batutą Szymona Bywalca. Będzie z tego nagranie, które ukaże się na płycie nakładem wydawnictwa Anaklasis. Warto by było jednak to pokazywać na żywo, ale na razie się na to nie zanosi.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj