Muzyka bez obrazu

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Na zakończenie nowego Timeless Film Festival, zorganizowanego przez Gutek Film, w FN Sinfonia Varsovia pod batutą Michała Klauzy wykonała muzykę Pawła Mykietyna z filmu IO.

Rozmawialiśmy i o tym filmie, i o tej muzyce, pod tym wpisem, podrzuciłam też wtedy link do płyty z tą muzyką. Nawet się zastanawialiśmy, jak się jej słucha w oddzieleniu od filmu, do którego została napisana. No dziś i była okazja o tym się przekonać. Na płycie poszczególne fragmenty są zatytułowane, więc można – jeśli się nie pamięta – domyślać się, któremu fragmentowi dana muzyka mogła towarzyszyć. Na koncercie nie mieliśmy żadnego spisu i można było albo zgadywać, albo po prostu słuchać.

Przyznam, że raczej właśnie poddałam się po prostu słuchaniu. Z całą oczywiście świadomością, że to jest muzyka filmowa. Niektóre fragmenty dawały przestrzeń, w sposób słyszalny służyły krajobrazowi. Inne – raczej odmalowaniu nastroju, emocji, portretowaniu sytuacji. Każdy z tych celów wymaga trochę innego operowania muzyką, tyle powiem, by nie wgłębiać się w jakieś muzykologiczne rozważania. Ale też da się tego słuchać po prostu jako ciągu zróżnicowanych miniatur z powracającymi motywami, z efektami rozbrzmiewającymi również z głośników – i potraktować ten ciąg jako utwór muzyczny. W którym znajdują się „chwyty” charakterystyczne dla tego kompozytora, jak szczególny sposób przyspieszania tempa, stosowany również w wielu jego instrumentalnych kompozycjach.

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Piękne to i przesmutne. Inaczej niż na płycie, koncert zakończył się finałem, rozpoczynającym się od sielankowego oboju (jakoś dopiero teraz zauważyłam, że ta „melodia” opiera się na tylko trzech nutach), a potem narastającym do przerażającego zakończenia. Na płycie jest po nim jeszcze muzyka wybrzmiewająca na napisach końcowych.

Nie wiem, czy obejrzałabym IO drugi raz – to film bardzo dołujący. Ale też samej muzyki warto było posłuchać. Co zaś do samego Timeless Film Festival, pomysł jest świetny i żałuję, że nie uczestniczyłam w nim w szerszym zakresie.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj