Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

30.09.2007
niedziela

Tajemnica czarnego pokoju

30 września 2007, niedziela,

Wczoraj zakończyła się jubileuszowa Jesień z hukiem i przytupem: dwa dzieła o Zmartwychwstaniu (nie wiem czemu, bo przecież Jesień nie umarła), wiele hałasu, owacyjnie przyjęta Gubajdulina (hm, zaimponowało mi, że można ponad godzinę używać trzech elementów) i nadspodziewanie świeża druga część Jutrzni Pendereckiego. No i dobrze. Ale wczoraj też, cicho i skromnie, w Zamku Ujazdowskim w samo południe, obchodzono inny jubileusz. 50 lat temu powstało Studio Eksperymentalne Polskiego Radia, czwarta tego typu placówka w Europie (po Paryżu, Kolonii i Mediolanie).

Zabawne, że jej powstaniu patronował ten sam człowiek, który dziewięć lat wcześniej proklamował w Polsce socrealizm: Włodzimierz Sokorski. W 1957 r. był już nie ministrem, lecz prezesem Radiokomitetu i nie głosił już stalinowskiej doktryny, lecz był „odwilżowy” i otwarty. Kiedy więc młody muzykolog Józef Patkowski, który pracował wówczas jako „oprawca” dźwiękowy, tj. człowiek od oprawy muzycznej audycji, zgłosił się z pomysłem do prezesa, ten to aprobował, a jeszcze przedtem wysłał go najpierw w podróż po zagranicznych studiach.

Aparaturę kompletowało się żmudnie. Wiadomo, z czego wówczas wydobywano elektroniczny dźwięk: z dużych metalowych pudeł. Tak wyglądały generatory, filtry, potem tzw. ringmodulator (modulator kołowy) do odkształcania dźwięku, zbudowany dla studia przez pracującego tam inżyniera (dziś profesora) Krzysztofa Szlifirskiego. Pierwsza konsoleta miała tylko 4 tłumiki mono: można tylko było pogłaśniać i ściszać dźwięk. Z tymi skrzyniami z niewielkiego pierwszego pomieszczenia studio w 1963 r. przeniosło się do pracowni (w budynku na Malczewskiego) zaprojektowanej przez prof. Oskara Hansena, którą z powodu pomalowanych na czarno ścian powszechnie nazywano czarnym pokojem. Aparaturę ustawiono tam na specjalnych metalowych stelażach, magnetofonów było już parę, a później jeszcze sprowadzono segmenty syntezatora Mooga.

Praca nad kompozycją w dużej mierze opierała się na różnego rodzaju manipulowaniu taśmą magnetofonową: montaż polegał na zgrabnym jej przycinaniu i sklejaniu kawałków za pomocą lepiku (kąt przycinania też był istotny). Kawałki taśmy wisiały na wieszakach; zabawnie nazywał je jeden z częstych klientów Studia, znany dyrygent Andrzej Markowski (i kompozytor muzyki filmowej), np. nutka-szyjka (kawałek taśmy zawieszony na szyi podczas pracy, czekający na wklejenie w dalszej kolejności) czy nutka-pętelka (kawałek sklejony w kółko, za pomocą którego uzyskiwało się efekt powtórzeń określonego następstwa dźwięków). Tak bawiłam się i ja, kiedy przychodziłam tam na zajęcia będąc na studiach.

Kompozytorzy przychodząc do studia dostawali do pomocy realizatora-inżyniera – przez lata było ich dwóch: Eugeniusz Rudnik i Bohdan Mazurek, którzy z czasem sami zaczęli z powodzeniem próbować sił w kompozycji. Ileż dziwnych dźwięków w czarnym pokoju rozbrzmiewało i któż się przez to miejsce nie przewinął! Np. w latach sześćdziesiątych, poza stałymi gośćmi, jak Włodzimierz Kotoński i Andrzej Dobrowolski, bardzo zaznaczyła się obecność Pendereckiego, który co prawda zrobił tam jeden tylko autonomiczny utwór (Psalmus 1961), ale także Ekechejriję wykonaną na inauguracji Igrzysk Olimpijskich w Monachium i niemało muzyki teatralnej i filmowej (niedawno jedno z niszowych wydawnictw płytowych zarobiło to i owo na wydaniu muzyki Pendereckiego do Rękopisu znalezionego w Saragossie). Pracowali tu też goście zagraniczni, m.in. Norweg Arne Nordheim i Francuz Francois-Bernard Mache. To miejsce miało atmosferę. Dziś go już nie ma. Jakim byłoby dziś wspaniałym muzeum techniki! Niestety, kiedy studio przeniosło się z siedzibą na Woronicza, czarny pokój został zlikwidowany, bodajże kosztem powiększenia jakichś ważnych gabinetów…

PS. Dziś o północy w TVP2 będzie pokazana wrocławska realizacja Króla Rogera w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Polecam, na mnie zrobiła wielkie wrażenie. W październiku będzie dostępna na DVD, wydana przez Polskie Wydawnictwo Audiowizualne. To samo PWA wydało właśnie, także na DVD, rejestrację zeszłorocznego Festiwalu Muzyki Pawła Szymańskiego (w wersji mniejszej i pełnej), a także zeszłoroczny występ Kronos Quartet w Krakowie z kwartetami kompozytorów polskich (Lutosławski, Mykietyn, Penderecki, Górecki).

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 104

Dodaj komentarz »
  1. A kiedy Studio zostało zlikwidowane?

    ps. dziękuję za info o „Królu Rogerze”. nie oglądam tv, wiec bym przegapiła gdyby nie Pani, pani Doroto 🙂

  2. I znowu płyta do upolowania…

  3. Camille: trzeba było zapytać na spotkaniu 😉
    Tak właściwie to Studia nie ma od 2004 roku – nie ma, ale jest: Marek Zwyrzykowski, który prowadził spotkanie, ma nad jego dorobkiem pieczę, i wciąż jeszcze coś tam się u kompozytorów zamawia.
    A foma nie był na pewno na WJ, mieszka w Katowicach 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Witajcie w pierwszy dzień października, który jest Międzynarodowym Dniem Muzyki. Ale dla nas dzień muzyki jest codziennie. Prawda? 😉

  6. Prawda!
    I jeszcze Giuseppe Taddei śpiewa Figara (w moich słuchawkach 😉 ).

  7. U mnie dzień muzyki zacznie się dopiero bliżej południa, ale bogatszy w informację, że to Międzynarodowy DM, z większą pieczołowitością wybiorę zestaw.

    Pani Doroto,
    mieszkanie w Katowicach automatycznie nie skreśla z mozliwości bycia na Warszawskiej Jesieni. Ale faktem jest, że nie byłem…

    Camille,
    a jakie ścieżki dekonspiracji proponujesz? Bo rozumiem, że zostałaś zdekonspirowana przez maess dlatego, że na sali konctertowej byłaś z rowerem, w perłach i turkusowym żakiecie… Znaki rozpoznawcze godne Stirliza…

  8. My to mamy nawet „dzień i noc” muzyki 🙂

    Gdy jeszcze odbierałem „Dwójkę” trochę tych elektronicznych szmerów i gwizdów w audycjach Marka Zwyrzykowskiego słuchałem – tak przed zaśnięciem.

    W dzisiejszych czasach takie studio to już same komputery, żadnego klejenia, przycinania, mało który kompozytor daje radę się w tym połpać… 😉

  9. No i czym taki dzień uczcić?
    Zjem sobie jakiegoś smacznego winyla 😉

  10. Trzy elementy Gubajduliny stosowane przez godzinę, to nie jej najcięższy grzech. Dużo bardziej niezrozumiałe jest emocjonalne i decybelowe tsunami, na które wystawia słuchaczy, nie dając jednocześnie w większości fragmentów najmniejszej szansy swoim śpiewakom. Pomylenie ekstazy z histerią, intensywności wyrazu ze zwykłym, brutalnym hałasem, oto w moim odczuciu najpoważniejsze mankamenty utworu Gubajduliny. A „standing ovation” jest dziś (jak i wiele innych spraw) tak bardzo zdewaluowana, towarzyszy tylu miernym (ale głośnym) zjawiskom, że – w tym sensie – była tu jak najbardziej na miejscu…

  11. zeen,
    ale czym to popić?

  12. Wywar z nut, czyli orzechówka 😉

  13. a dlaczego z nut jest orzechówka? a z jakiego drewna robi się batuty? może wywar z tego czegoś właśnie?

  14. Batuty robi się z bardzo różnych materiałów. Piękną kolekcję ma Tadeusz Strugała: http://www.strugala.com/kol_p.html

  15. Jak dobrze, ze skonczyly sie czasy klejenia tasmy! Pamietam to az nadto dobrze z pracy w radiu. Dzis pracujemy juz tylko na komoputerach, co fenomenalnie skrocilo i ulatwilo czas potrzebny na zmontowanie tasmy. Poneiwaz nigdy w mojej pracy mie mialam do dyspozycji kogokolwiek do „oprawy muzycznej”, zawsze musialam to robic sama. Ile razy odcinek tasmy spadl na podloge i zmieszal sie z klebkiem odrzuconych „makaronow” !
    Dzis patrzymy na sinusoide na ekranie, mozna cos wyciac i z powrotem przywrocic, przy odrobnie doswiadczenia wiesz dokladnie patrzac na siunusoide w jakim miejscy zaznaczyc przyciecie.
    Ale najgorsze w dawnych czasach bylo nie montowanie muzyki, ale montowanie glosu. Czasami rozmowa z zaproszonym gosciem nagrana wczesniej byla dluga i rozwlekla, z licznymi dygresjami nie majacymi wiele wspolnego z glownym tematem i trzeba bylo przystrzyc ja do znosnych rozmiarow. Czesciej ludzie po prostu nie umieli mowic do mikrofonu. Pamietam naszego moskiewskiego komentatora, Rosjanina mowiacego calkiem niezle po polsku, ale ilekroc wiedzial , ze mikrofon jest wlaczony, zaczynalo sie jego nieznosne „eeeeee”, „yyyyyy” „aaaaaaaah”. Wszystko to na sinusoidzie pojawialo sie w ksztalcie rybki, ktora sie wycinalo ciach-ciach i po krzyku. Najokropniejszy byl ten wlasnie Rosjanin, no i nalogowi palacze chrypiacy w mikrofon – Leopold Unger i Ludwik Lewin. Po wprowadzeniu komputeryzacji wyciecie im wszystkich chrypniec, kaszlniec, pogwizdow bylo kaszka manna.
    I jeszcze anegdota, ktora przeszla do historii i stala sie powiedzeniem. Przychodzi do mnie kiedys szef i powiada: Tu zrobilem wywiad z prezydentem Walesa, ma 45 minut. Skroc go do szesciu minut, ale zrob z niego meza stanu!
    Zajelo mi to cztery godziny, ale Pan Lechu gadal jak z nut! Dzis z komputerem zajeloby mi to nie dluzej niz 20 minut.
    „Zrob z iego meza stanu” – utrwalilo sie na stale w naszym jezyku.
    A najlepszy byl zawsze Bartek Weglarczyk z Waszyngtonu – mowil bez zajaknienia, z sensem, i jak sie mu powiedzialo zawszasu: Bartek, trzy minuty i 15 sekund, to sie wywiazal co do sekundy.

  16. Piękne batuty wystrugał sobie pan Tadeusz 😆
    foma,
    wywar z orzecha = orzechówka
    wywar z bacy = bacówka

  17. stróżówka ze stróźa
    harcówka w dwóch wersjach: 1) napar z harcerzy 2) wywar z harcerek

  18. A pani Dorota zaraz weźmie dłuższą batutę i nam sprawi baty….

  19. ja siedzę poza fizycznym zasięgiem nawet najdłuższej batuty 🙂 ale internetowa batuta Pani-Administrator-Doroty może skazać na przymusową długą pauzę… trudno, podejmuję ryzyko

  20. Ech, to blogowe ADHD… 😆

  21. wyczuwam to nutki pobłażania 🙂 merci

  22. foma,
    to tym razem do mnie 🙂

  23. Czarny pokój
    Czarna skrzynka
    Czarnej kawy odrobinka
    Czarny humor
    Czarną nocą
    Czarne myśli w łeb łomocą
    Czarno widzę
    Czarną sotnię
    Czarna smoła (to się wytnie)
    Czarny chleb
    Czarna polewka
    Czarna wdowa tu nie mieszka
    Czarny kruk
    I czarny pi-ar
    Czarny charakter wnet nie mija
    Czarny dowcip
    Czarny heban
    Czarny człowiek czyli Szwarcman
    Czarny kot
    Zawisza Czarny
    Czarny pas – on nie jest marny
    Czarny tulipan
    Czarny Dunajec
    Czarny las – weny nie staje….

  24. Zeen, wspaniale! Slysze tu jakas prozodie z Zaczarowanej dorozki.

  25. 😳
    To żeby nie było, że w adremie nic nie piszę….

  26. Witam Helenę po długiej przerwie 😀
    To na Międzynarodowy Dzień Muzyki – moja poranna sala koncertowa:
    http://picasaweb.google.pl/PaniDorotecka/CiekawostkiPrzyrodnicze/photo#5116393853382396258
    Jaka stamtąd brzmi muzyka… Warszawska Jesień może się schować 😆
    A święto to dzień prezentów, więc w prezencie dla naszych miłośników kotów – parę ujęć Dostojnego Pana Docenta z księgarni przy Nowym Świecie: http://picasaweb.google.pl/PaniDorotecka/PieseczkiKoteczki/photo#5116395236361865618
    Straszny pieszczoch. Tak mi się ocierał o nogi, że trudno go było uchwycić 😉 A czasem siaduje w oknie i siedzi nieruchomo jak rzeźba egipska 😀

  27. spoko tam, zeen, wena znów przyjdzie
    gdzy czarnej kawy choć odrobinkę
    powąchasz nozdrzem lewym lub prawym
    a z płynu zrobisz małe trzy stawy
    dodasz batuty ruchy niewielkie
    i znowu kawę, ale kropelkę
    a drugą kroplę skapnij na winyl
    i juz za moment, nie, od tej chwili
    publika wstanie, aplauz zatrzeszczy
    zeen, foma, dzięki, dawajcie jeszcze

  28. a gdzie publika? wszak po debacie,
    pokażcie chłopcy co jeszcze macie,
    a wy dziewczyny, co tak cichutko?
    perły od Camille, od maess butki,
    Hoko z kotami, z miodem, z głośnikiem
    najlepszym, jakże, z quadro-bass krzykiem,
    a gdzie Alicja? gdzieś u Owczarka,
    no kiepsko, chyba przebrała się miarka,
    bo zamiast śpiewać, co w duszy gra,
    poszło się w świat, pa, pa, pa, pa

  29. to jeszcze na koniec, podsumowanie blogowego dnia:

    baty nam nie straszne, nasze pupy twarde,
    taśmą poklejone, ciętą jak popadnie,
    chociaż czarny pokój od lat już zamknięty,
    to po dniu muzyki, jeszczem nie padnięty

  30. Czy studio zostalo przeniesione jako eksponat, do Muzeum Techniki, dla przykladu ? Czy PRiTV ma muzeum ? Kanadyjska CBC ma swoj dzial eksponatow. Kiedys tam bylem. Dzis rozczulajaco wygladaja dawne kamery reporterskie itp. ale tez daja wglad w metody, jakich kiedys uzywano przy produkcji audio-wizualnej.

    Swoja droga moja corka studiuje w szkole filmowej i na I roku, jako praca koncowa, nalezalo nakrecic i zmontowac/udzwiekowic wlasny paruminutowy film, a wszystko na tradycyjnej blonie filmowej, z uzyciem typowego stolu montazowego (jedynie dziek byl miksowany cyfrowo). Uczelnia zachowala wszystkie niezbedne urzadzenia do obrobki filmow, i studenci maja okazje zapoznac sie z technikami, ktore dzis juz wychodza z uzycia.

  31. Pani-Administrator-Doroto,
    czy można prosić, żeby mój dekonspiracyjny mail został zniknięty jutro o godzinie 9:33?

  32. Jacobsky: znowu się upewniłam, że Kanada jest fajna 😀
    Toć właśnie piszę wyżej, że nie ma już czarnego pokoju, w żadnej formie, nigdzie. Wszystko poszło na złom… 🙁
    foma: dlaczego akurat jutro o 9.33?

  33. ja nawet wyfistajlowalem, że czarnego pokoju nie ma…
    jakiś termin trzeba przyjąć, a w 9:33 numerologia w czystej i prostej postaci

  34. Pani Doroto,

    Dzieki za odpowiedz. No to rzeczywiscie szkoda, ze wszystko zlomowano.

    Ja wiem, ze to juz dzisiaj przezytek, ale jak bylem bardzo mlody, to strasznie podobaly mi sie te wielkie magnetofony szpulowe, Revoxy, Studery (???), z wystajacymi poza obrys pudla szpulami. Dzis to juz nie tyle zlom, ile pewnie kurioza, bo przeciez pracuje sie z innymi systemami nagrwajacymi. Polskie radio tez pewnie mialo pare takich Revoxow. Jesli rozstano sie z nimi brutalnie, to serce sie sciska. Bo ja ciagle chcialbym miec u siebie takiego wlasnie Revoxa. Nie koniecznie, zeby na nim grac i nagrywac, ale ot tak, na pamiatke, i jako obiekt sztuki uzytkowej.

    Kanada jest fajna – to fakt, a teraz dodatkowo robi sie coraz bardziej kolorowa. Wlasnie wybuchaja wszystkie barwy jesieni. Moze wsadze jakies zdjecia do picassy.

    Pozdrawiam.

  35. Foma,

    9:33 = 0.27272727272727272727272727272727….

    Na Twoim miejscu zamowilbym na msze i wezwal egzorcyste.

    No wlasnie: Egzorysta I….

  36. Jacobsky,
    jak wyzwania, to duże, jak Egzorysta, to pierwszy…

    mi nie straszne drójki i siódemki
    w numerologi nie jestem cienki
    dziewiątki, trójki, o, to wyzwanie
    sprawdze czy zniknę przy sniadaniu

  37. No! Czekamy na kolejnego picasowicza!
    Uwielbiałam te Revoxy, strasznie mi imponowały. Lubiłam też studyjne Telefunkeny. Taśmę też lubiłam kleić. Ale bardzo żałuję, że nie zajmowałam się już tematem w epoce montażu elektronicznego. Fantastyczna sprawa…

  38. foma: prośba była wyraźna, więc ją spełnię 😀

  39. http://picasaweb.google.co.uk/Jacobskij

    Na razie tylko wakacyjne, jako ilustracja dla blogowych michalkow.

    POzdrawiam.

  40. Panie-Administrator-Doroto,
    nie wątpię, że jak Panią poprosze, to jak do studni, poprzebny był mi rym do fristajlowania w MDM

  41. PANI Doroto, przepraszm za brzydka literówke

  42. Na dobranoc drogie dzieci
    Coś co grał nam program trzeci
    I nie wątpię ani chwili
    że tym koniec dnia umilę 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=fdZ06R9he0w&mode=related&search=

  43. Ach, la douce France… Piękne zdjęcia!

  44. milo mi, ze sie podobaja.

    Jacobsky

  45. Godzina wybiła, a tu nic… 😀

  46. Hoko, też zauważyłem, ale może to sprawa czasu zimowego? Albo innych metafizycznych przeszkód? Bo słowo Pani-Administrator-Doroty jest jak temat z fugi Jana Sebastiana – niezniszczalne, niezaprzeczalne…
    To niech będzie zniknięcie o 11:11 🙂

  47. Sorry za poślizg czasowy 😉

  48. Nie ma co, Pani Dorota na pewno zaspała… 🙂

  49. Już postu nie ma, a jeśli go jeszcze widzicie, wystarczy wyjść z blogu i wejść jeszcze raz 😀

  50. Pani Doroto, już postu nie ma, koniec i bomba, kto nie zapisał, ten trąba!

  51. Hm, a mnie się zdaje, że zegary to jest bardzo podejrzana sprawa. Tego posta z 9:26 pisłaem o 9:34 – wg czasu z mojego serwera (zegar na moim komputerze coś się późni, więc nań nie zważałem, a w budziku już chyba z miesiąc zapominam wynienić baterię…) 🙂

  52. Hoko, to pewnie przez zmiany magnetyzmu ziemii. Ciekawe, czy to nie ma aby gorszącego wpływu na dzwięk – wszak przedstawione przez Ciebie dowody w sposób oczywisty pokazują skandaliczną niestabilność interwałów czasowych… (zegar na ręce – 11:15, na kompie – 11:16)

  53. Może to być spowodowane tym, że serwery są umnieszczone na różnych wysokościach – bo im wyżej, tym czas płynie szybciej (zgodnie z teorią wzgledności). A w przypadku zegarka i stojącego obok komputera, będzie zależeć, czy komputer synchronizuje czas z zewnętrznym wzorcem, czy też nie. W pierwszym przypadku sytuacja będzie ta sama, natomiast jeśli synchronizacji nie ma, to komputerowy zegarek może po prostu źle chodzić… 😆
    Oczywiście jakiejś lokalnej fluktuacji pola magnetycznego też nie można wykluczyć, ani nawet czarów…

  54. A jeśli ktoś w pobliżu słucha czardasza, to czary pewne. Myślę też, że to klątwa czarnego pokoju, niby go nie ma, a promieniuje…

  55. No dobra, chłopaki. To teraz zagadka: do czego nawiązuje tytuł tego wpisu?

  56. Do „tajemnicy chińskiego pokoju” Searla tudzież Lema 😀

  57. Wbrew pozorom, wciąż krążymi wokół wpisu – dźwięk powiązany z miejscem, dźwięk uzależniony od miejsca, dźwięk tak naznaczony miejscem, że niepodobna wyobrazić sobie jego powstanie gdzie indziej.
    Nie miałem okazji być w studiu eksperymentalnym, choc eksperymentowałem z dzwiękiem przycinanych i drążonych przeze mnie gałęzi czarnego bzu, suszonych pędów rdestu, wygładzanych drewnianych klocków, źdźbeł trawy, pestek owoców… to co prawda nie klejona taśma, ale każdy zacięty palec, każdy wessany w siebie pyłek skróconej rurki sprawiał, że wychodzące mi spod palców instrymenty naznaczone były piętnem mojego (nie-czarnego) pokoju.

  58. Foma, twój komentarz nastroił mnie metafizycznie: tajemnica wiecznego spokoju 😆

  59. foma: piękna wizja. A przy okazji znów problem językowy: jaki może być słuchowy odpowiednik wizji? Bo przecież nie „omam słuchowy” 😆
    Hoko: mógłby to być Lem. Ale liczy się też, że w tytule jest barwa (dla ułatwienia dodam, że inna). Tematyka zresztą przedmiotu nawiązania nie ma nic wspólnego z muzyką 😀

  60. Tajemnica białego pokoju? 🙂

  61. zasłuch

  62. stawiałbym na czerwony pokój – klimat Davida Lyncha

  63. Pani Doroto, słuchowym odpowiednikiem wizji jest fonia 🙂

  64. Ciało idealnie czarne – w tym kierunku idąc kojarzę, że chodzi o coś w rodzaju komory bezechowej….

  65. Ewentualnie do tytułu filmu Tajemnica pokoju nr 100

  66. U Lema (i innych) pokój był chiński, z tego co pamiętam.
    Że co? Wchodzą do pokoju ludzie, gaszą światło i robią muzykę, a wychodzi im coś, co przerasta ich samych? 😉

    (To mi przypomina niebezpiecznie dowcip o tym jak współcześnie robi się dzieci. Otóż przy pomocy pary i elektryczności — zamyka się parę i wyłącza eleketryczność.)

    Hoko:
    ja bym obstawiał prostszą wersje, że to Osama ibn Laden przygotowuje zamach na Polskę, według zupełnie nowego scenariusza. Ma zamiar wysłać swoich doświadczonych zamachowców, by pozmieniali czas: na zegarach, zegarkach, serwerach, serwerkach i serwetkach, w radiu, telewizji i Polityce — w ten sposób wywolać w Polsce stan kompletnego chaosu i utrzymywać go aż do wycofania polskich wojsk z Afganistanu.

  67. A może chodzi o wnętrze Atlantisa – tam był tzw. White Room…

  68. PAK, bo jeszcze dojdziemy do wniosku, że to my jestesmy doświadczonymi zamachowcami Osamy. Testujemy, czy właściwe służby reagują na rozregulowanie czasu… A jeśli już Osama, to kolorem proroka jest zielony

  69. Zeenie:
    Będę strasznie prozaiczny i literacko niezręczny — mamy już podpowiedź z Lema. U Lema chodziło o ‚chiński pokój’ jako o eksperyment myślowy do studiów nad sztuczną inteligencją. Bo u człowieka doszukujemy się świadomości, a w komputerze wszystko widzimy. I teraz był test Turinga, który mówił, że jak coś zachowuje się jakby miało świadomosć, to znaczy, że ma świadomość. Krytycy mówili, że to bzdura, bo można sobie wyobrazić ‚chiński pokój’, w którym Chińczycy przekładają tylko karteczki według wyuczonych reguł. Całość daje efekt ‚myślącego komputera’, to znaczy użytkownik postrzega ‚pokój’ jako istotę obdarzoną świadomością, gdy my, wglądając do wnętrza, widzimy tych Chińczyków. (W sumie podobnie jest ze świadomością człowieka… Ale głównie chodzi o komputery.)

    No i mamy teraz Studio Eksperymentalne Polskiego Radia — w środku ktoś coś przekłada, skleja, łączy, a na zewnątrz mamy wynik — czystą, lśniąca i pachnącą muzykę. Wewnątrz mechaniczne działania. Na zewnątrz — sztuka.

  70. Fomo:
    jak dla mnie tak się skończy najlepsza powieść o terroryzmie jaka zostanie napisana 😉

  71. To nie pozostało mi nic innego, jak dopisać początek…

  72. I środek też 😉
    I nawet początek końca 🙂

  73. Spojrzał zdziwiony na zegarek. Wyglądało to, jakby post pojawił się zanim zdążył o nim pomysleć. Foma pisze: 2007-10-02 o godz. 11:51… A przecież wciskając enter wyraźnie słyszał początkowe dźwięku hejnału mariackiego.

  74. Dźwięk telefony wyrwał go z zamyślenia.
    ‚Mamy ich. Kontener pełen Chinczyków’.
    Odłożył słuchawkę. Pomyślał, że jeśli tak ma wyglądać budowa stadionów, to może lepiej było nie dostawać EURO do organizacji.
    Wstał, wyjął z biurka odznakę i notatki.
    Zamykając pokój popatrzył smutno na odpryskującą lamperię. Ciekawe kiedy doczekam się na odświeżenie gabinetu. Od osiemnastu lat pokój straszył obrzydliwą, zieloną barwą.

  75. Pięknie! 😀
    Aż głupio w tym momencie wtrącić, że po prostu był kiedyś taki staroświecki kryminał niejakiego Gastona Leroux (francuski klasyk gatunku, ten od „Upiora w operze”) pt. „Tajemnica żółtego pokoju” (1907)… Wydany był po polsku dawno temu i nie wiem nawet, czy wznawiany. W danym pokoju oczywiście zostało popełnione morderstwo, oczywiście był on zamknięty z zewnątrz itp.
    Czy ten blog staje się blogiem literackim? 😆

  76. Zapomniałem wspomnieć, że w szufladzie komisarza Fomy, pod odznaką, leżał zniszczony egzemplarz „Tajemnicy żółtego pokoju” Leroux 🙂

  77. Pani Dorotko, na pewno nie. Ale trochę literatury na pewno nikomu nie zaszkodzi.

  78. Hoko 13.08: odpowiednikiem wizji jest fonia, ale czy można np. powiedzieć: „miałem fonię – usłyszałem w myślach odległy smutny dźwięk klarnetu”?

  79. Ale gdyby, ktoś powiedział:
    „miałem fonię – usłyszałem w myślach odległy smętny głos klarnetu?”
    to czy nie mówiłoby się o nim, że ‚słyszy głosy’?

    PS. A czy Foma przypadkiem nie ma pod oznaką także kompletnej partytury IV części IX Symfonii Brucknera? Ta szuflada wygląda coraz ciekawiej 😉

  80. Na odpowiednim etapie śledztwa, gdyby była potrzebna, na pewno by się znalazła…

    Co za upał, pomyślał komisarz. Jak na złość wentylator został wypożyczony do sali odpraw. Rozejrzał się po gabinecie i sięgnął po pierwszy z brzegu arkusz papieru. A, to te szpargały z przeszukania u pasera. Trudno, Bruckner musi mi wybaczyć, pomyślał i zaczął wachlować się kompletną partyturą IV części IX Symfonii z dopiskami pamiętającymi jeszcze jej prawykonanie.

  81. Komisarz Foma z przyjemnością wspomniał chwilę, gdy jego wiedeńskie śledztwo doprowadziło go do wszystkich brakujących stron partytury ostatniej części jego ostatniej Symfonii. A już się wydawało, że nigdy nie uda się pokonać nadmiernego entuzjazmu miłośników Brucknera, którzy zachowali sobie strony partytury na pamiątkę po śmierci Mistrza. Nigdy się nie uda, bo nad starą dobrą Europą przetoczyło się tyle historycznych wichur, rozwiewając ludzkie wspomnienia i pamiątki, za nic sobie mając ludzkie życie, i sztukę będącą jego esencją. Miesiące śledztwa i hektolitry wypitej w Wiedniu kawy, zrobiły jednak swoje — komisarz Foma rozkoszował się wspomnieniami prawykonania przez katowicki NOSPR, na jego osobistą prośbę zgłoszoną w rozmowie z prezydentem Austrii zaproszony do Wiednia w roku 2008…

  82. Wiedeńskie śledztwo było jednym z trudniejszych. Komisarz Foma nie najlepiej posługiwał się niemieckim. Ale kein problem, danke, jawohl okazały się wystarczające. I oczywiście wskazówki owczarka niemieckiego, poleconego mu przez Owcarka…

  83. …a ten owczarek to był Komisarz Rex (akcja tego serialu, przypominam, rozgrywa się w Wiedniu) 😆

  84. Aaaach, Revoxy………. Odeszly w przeszlosc wraz z Uherami – to byly takie upiornie ciezkie (7 kg) przenosne magnetofony na tasme, zanim pojawily sie malutkie Sony, ktore mozna schowac do kieszeni lub nosic w torebce…

  85. Przed Revoxami i Uherami były jeszcze magnetofony Kudelskiego…

  86. Ale zrobione w Szwajcarii…
    Miałem okazję korzystać ze studyjnego Akai – cacko przywiezione przez znajpmego z kontraktu w Afryce. Kupił od tubylca za 100 $ bo nie działał. Znajomy się znał, wymienił jakiś opornik i w ten sposób….
    To były czasy.

  87. No… ta robota miała swoją wagę 😀

  88. Tośmy przytłoczeni wspomnieniami 😉

  89. Hm, „usłyszałem w myślach” to tak jak „zobaczyłem w myślach” (wizyjnie) – jedno i drugie jest cokolwiek problematyczne. Raczej: „zobaczyłem oczyma wyobraźni” i ” usłyszłem uszami (uszyma?) wyobraźni”… no to drugie też brzmi dziwnie, ale podejrzewam, że to będzie kwestia przyzwyczajenia, bo składniowo te zdania są równoważne, a znaczeniowo paralelne.

    Chociaż skoro można sobie jakąś melodię nucić w myślach, to i poniekąd się ją w tych myślach słyszy 🙂
    To chyba będzie wynikać z tąd, że zmysł wzroku jest u człowieka dominujący, więc jak sobie coś wyobrażamy, to właśnie wzrokowo, a nie słuchowo; a jeśli już, to wyobrażenia słuchowe wydają nam się w jakiś sposób dziwne.

    PAK: chiński pokój został wymyślony przez Johna Searle’a – właśnie w celu wykazania błędności założeń tzw. testu Turinga. Zaś Lem w „Tajemnicy chińskiego pokoju” wykazał błędność założeń Searle’a… (wcześniej i innymi metodami wzięło się też za to paru naukowców).

    A o żółtym pokoju pierwsze słyszę – chociaż wcale się nie zdziwię, jeśli ten Leroux okaże się jakimś przekabaconym żółtym Chińczykiem 😀

  90. A jak nie Cnińczykiem, to przynajmniej made in China 🙂

  91. „słyszeć w głowie” jest nieco bardziej popularne niż „słyszeć w myślach”. Może na siłę staramy sie określenia idealnie symetryczne?

  92. „zobaczyc oczyma wyobrazni” jest klisza, sztampa. Podobnie „oczyma duszy” choc to z Hamleta.
    To juz wole, jak ktos slyszy w myslach

  93. Hoko:
    no widzisz, jak ja to dawno czytałem (Seale’a też czytałem, nie tylko Lema, ale że to z Searle’a Lem wziął nie pamiętałem). Tak to jest z moją pamięcią — wracam właśnie z sympozjum, gdzie wysłuchałem trzech referatow, każdy jak z bloga Edwina Bendyka (nawet te same książki polecali 😉 ) i jedyne co pamiętam, to smak ciastek, którymi częstowali organizatorzy…

  94. PAK: to gdy za czas jakiś trafisz gdzieś przypadkiem na te same ciastka, to i z referatów powinno cos Ci się przypomnieć 🙂
    Chociaz moja pamięć też jest przepełniona i nieraz musze pomysleć, by przypomnieć sobie jakieś proste i banalne słowo…

  95. Hoko: a potem mam napisać: „W poszukiwaniu przespanego sympozjum”?
    (Nie, nie spałem, ładne obrazki wyświetlali. Silnik odrzutowy. Dom w Portugalii. Samolot, a nawet dwa. Motocykl.)

  96. Mam nadzieję, że nie zdarzają się referatu jak z mojego blogu 😆

  97. Takie duże domy mają w Portugalii? Że w garażu i motocykl się zmieści, i samolot, a nawet dwa…

  98. Foma: bo widzisz, dom w Portugalii prezentowano z zewnątrz wyłącznie. Zresztą samoloty były małe… Zmieściłyby się!

    Pani Redaktor: ja nie chcę krytykować sąsiedniego blogu. Zresztą czym bliżej było do niego, tym było lepiej. Najbliższego tematycznie referatu wysłuchałem z przyjemnością (co nie znaczy, że coś z niego zrozumiałem, poza tym, że jako dyskutanci na blogu stanowimy ‚społeczność 1.0’ w przeciwieństwie do przedinternetowych ‚społeczności 0.0’ i upragnionej — ‚społeczność 2.0’), ale na referaty wyrwałem się z pracy licząc na jakieś przydatne w życiu zawodowym konkrety… A tak, została mi tylko w pracy przydatna energia z ciastek. Dobre i to 😉

  99. No wiem przecież, że to nie o krytykę sąsiedniego blogu chodzi, to był taki sobie niewinny żarcik 😉

  100. PAK, mogłoby być jeszcze gorzej, referaty mogły być po godzinach pracy, albo nawet w weekend.

    Pani Doroto, chyba już czas na kolejny wpis, bo zaczynamy tracić kontakt z tym dinksem, co w duszy gra…

  101. wszystko rozszyfrowane … 🙂 … pora na deser … 🙂

  102. Wrzucę, wrzucę, niech tylko wrócę do domu 😀

  103. Witam Pani Doroto.
    Niewiem jak zacząć bo potym co przeczytałem mam gulę w brzuchu i
    kręci się w głowie.Jak to możliwe,że takie miejsce jak czarny pokuj zostało
    zlikwidowane a sprzęt zezłomowany?Ręce opadają.Przecież to był kawałek
    polskiej historii muzyki awangardowej.Jak można było doprowadzić do tego,że
    nic nie zostało z tego miejsca,jak tu budować tożsamość narodową?
    Mam dwa pytania jedno czy funkcjonuje jaka kolwiek aparatura ze studia
    eksperymentalnego?Jeżeli tak czy istnieje możliwość spróbowania swoich sił
    i zrobienie własnej kompozycji?Drugie pytanie z racji,że funkcjonowała Pani w środowisku czarnego pokoju może orientuje się Pani jakich eleltronicznych ustrojstw
    użył Pan Bohdan Mazurek do stwożenia ścieżki dzwiękowej do filmu Pan Kleks w kosmosie?Dla mnie rewelacyjne dzwiekowe konsrukcje w duchu izolatinistycznym naśladujące kosmiczną otchłań,komputerowy język,komunikacje maszyn.pozdrawiam

  104. tapeizm – witam. Ja też jestem tym zbulwersowana, że czarny pokój pozostał tylko na zdjęciach. Ale co do aparatury, przecież żyjemy już w czasach, że na iPhonie da się zrobić więcej niż na aparaturze SEPR razem wziętej 🙂 I ona przecież się zmieniała, w końcu był postęp techniczny, choć wtedy przebiegał jakby trochę wolniej, nie galopował aż tak, jak dziś.
    Czego użył p. Mazurek, nie wiem, ale możliwości zbyt wielu nie było 🙂 Nie pamiętam, z którego roku jest ten film, ale to naprawdę nie musiało być nic skomplikowanego. Pogłos, ringmodulator, pętle – połączenie środków mechanicznych z elektronicznymi, ale stosunkowo prostymi. W rękach kogoś obeznanego mogło z tego powstać naprawdę wiele fajnych efektów.
    Pozdrawiam wzajemnie 🙂

css.php