Płyta Wiery

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj

Deszcz leje; na jutro jednak zapowiadają piękną, choć nienajcieplejszą pogodę, więc może ci, co wybiorą się na Marilyn Mazur, nie zmokną (ja się jeszcze waham). Na razie jednak w tę smutną pogodę smutny – ale nie tylko – temat, który powinnam odnotować – także ze względu na osoby pojawiające się na tym blogu.

Przede wszystkim coś, co cieszy: Polskie Nagrania, które od niedawna mają za szefa Jana Popisa (dawniej Polskie Radio), wypuściły reedycję nagrań legendarnej piosenkarki Wiery Gran, zmarłej w listopadzie zeszłego roku. Nasza Tereska (teresa czekajorganizowała jej pogrzeb i jego oprawę muzyczną.

Nie będę pisać o jej nieszczęśliwym życiu, bo już nieraz o nim pisano (parę linków pod powyższymi linkami). Kilka miesięcy po jej śmierci, w czerwcu, napisała swój duży tekst w „Wysokich Obcasach” Joanna Szczęsna, do której artystka miała zaufanie. Ten artykuł jednak nie powstałby za jej życia. Ale przecież ona sama mówiła autorce: „Mnie się traktuje jak wariatkę, może nawet nią jestem, ale nie na sto procent”. Czyli jednak miała świadomość swojej obsesji. Ale czy z obsesją można walczyć samemu, bez żadnej pomocy? A i z pomocą czasem jest to niemożliwe…

Piszemy o tym, co ważne i ciekawe

Z tej ciąży nie ma już co zbierać, mówi lekarz na USG. „I czego pani od nas oczekuje?”

Nie wrócę do ginekologa, który prowadził moją ciążę, bo musiałabym skłamać, że poroniłam, opowiada Wioletta. Przez kilka tygodni żyłam jak tykająca bomba, nie jadłam, nie spałam, wyznaje Karolina. Obie przerwały ciążę w drugim trymestrze.

Agata Szczerbiak

Napiszę więc o płycie. Większość nagrań pochodzi z płyty nagranej w latach sześćdziesiątych, gdy Gran odwiedziła Polskę. Niski, trochę już ochrypły i trochę zmęczony, ale wciąż głęboki i atrakcyjny głos, styl śpiewania bardzo staroświecki, w typie przedwojennego kabaretu. Przeboje też raczej przedwojenne, w tym i zagraniczne, ale śpiewane po polsku (La vie en rose, dla zmyły pod tytułem Gdy w ramiona bierze mnie, czy Tiomnaja nocz’). Do tego dołączone cztery piosenki nagrane w latach trzydziestych – ale nic nie przebije największej atrakcji tej płyty, najcenniejszej, utworu-emblematu, z którym Wiera Gran przeszła do historii: Jej pierwszy bal. To właściwe nagranie, z 1949 r. (nagrała też ją w latach sześćdziesiątych, ale ze zmienionym tekstem, a to przecież i o tekst Władysława Szlengla chodziło!). Tu artystka naprawdę przechodzi samą siebie – wciela się w różne role, zmienia barwę głosu, a partneruje jej na fortepianie (m.in. z fragmentem chopinopodobnym) nie kto inny, tylko autor tego utworu, Władysław Szpilman.

Nie wiadomo, czemu aż tak się nie znosili. Czemu w Pianiście Szpilman nawet nie wymienił jej nazwiska, choć to był największy ich przebój. I, wbrew sobie, pozostaną w historii piosenki razem, nierozerwalnie związani. Naznaczeni przez wojnę.

Udostępnij
Wyślij emailem
Drukuj