Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

18.08.2015
wtorek

Dwóch Czajkowskich

18 sierpnia 2015, wtorek,

Każdy na innym koncercie. Oczywiście ważniejszy był ten wcześniejszy koncert, choć kameralny i z niewielką publicznością. Ale tu działa się historia, a może nawet Historia.

Sonatę na altówkę i fortepian napisaną przez 19-letniego Andrzeja Czajkowskiego, a więc w czasach, gdy młody muzyk szykował się do Konkursu Chopinowskiego (na którym ostatecznie otrzymał VIII nagrodę), odnalazł Maciej Grzybowski w papierach po nim, które przechowywała przyjaciółka kompozytora Anita Halina Janowska. Obszerne, trzyczęściowe dzieło, które do dziś nie ujrzało światła dziennego, zdecydowanie zasługiwało na odkrycie. Znając już dziś – w dużym stopniu również dzięki Maciejowi Grzybowskiemu, którego pasją stało się przywracanie do życia twórczości tego kompozytora – późniejsze dzieła Czajkowskiego, solowe i kameralne, a także jedyną jego operę Kupiec wenecki, możemy ocenić ową Sonatę na tle innych utworów.

To, że jest ona dziełem młodzieńczym, jest w świetle tego kontekstu widoczne, choć zapewne bez tego kontekstu ocenialibyśmy ją jako dzieło dojrzalsze. Po pierwszej, bardzo swoistej frazie pojawiają się passusy nawiązujące przede wszystkim do Prokofiewa, głównie pod względem harmonii. Można też wyczuć jakiś cień Bartóka, a początek II części, czyli temat wariacji grany na fortepianie, to ciąg akordów przypominający najbardziej posępne z fortepianowych utworów Erika Satie. Ale poza tym mamy już wiele gestów i działań muzycznych znanych z późniejszych utworów, z fortepianowych Inwencji czy utworów kameralnych. Czajkowski szedł już własną drogą, na której miał jeszcze się udoskonalić. Na wtorkowym koncercie będziemy mogli posłuchać jego utworów, które on sam cenił najbardziej. Co zaś do Sonaty, chętnie już posłuchałabym jej drugi raz, zwłaszcza że wykonanie Krzysztofa Chorzelskiego i Macieja Grzybowskiego było znakomite. Koncert był rejestrowany i będzie odtworzony na antenie Dwójki. Mam też nadzieję, że powstanie jakaś płyta… np. z oboma utworami usłyszanymi na tym koncercie.

Drugim była również po raz pierwszy wykonana Sonata na altówkę i fortepian Pawła Szymańskiego, zamówiona specjalnie na tę okazję i wsparta przez biznesnena-melomana (bardzo chwalebny przykład!). Powstało dzieło bardzo „szymańskie”, z dekonstrukcją tym razem nie baroku, nie klasycyzmu, tylko wczesnego romantyzmu, kojarzącego się najbardziej z Mendelssohnem (temat wciąż mi chodzi po głowie i nie może się odczepić), rwące się w zawieszeniach i rozciągniętym czasie, w efektach naśladujących zjawisko Dopplera. Ciekawe, że choć Szymański nie znał utworu Czajkowskiego, parę elementów z jego utworu przypominało gesty stamtąd, np. pojedyncze dźwięki uderzane w fortepian. Tak więc utwory się do siebie przypasowały, dobrze będzie wykonywać je razem, choć każdy z nich sobie osobno poradzi. Ale Maciej Grzybowski zapowiada, że powstaną kolejne dzieła na altówkę i fortepian, choć nie zdradził jeszcze, kto je napisze. Czekamy.

Dobrze, że przerwa między koncertami była dość długa (i spędziłam ją w miłym towarzystwie przybyłego właśnie łabądka oraz Agi). Poszłam na wieczorny występ Rosyjskiej Orkiestry Narodowej pod batutą Mikhaila Pletneva nie tyle z masochizmu, co z ciekawości, co też nam Lukas Geniušas pokaże po świeżym sukcesie na Konkursie im. Czajkowskiego (II nagroda – to taki pianista na drugie nagrody, taka przypadła mu też pięć lat temu u nas). No i właściwie pokazał to, czego się spodziewałam i co pamiętam z konkursu. Otóż podstawy techniczne ma on znakomite – nic dziwnego, skoro ma za babcię Gornostayevą. Tu właśnie można było zobaczyć wyższość jego sposobu trzymania ręki z tym stosowanym przez Tharaud – Geniušas jest świetnie osadzony w klawiaturze, to typ pewniaka, który jest w stanie i przywalić tak, żeby było kulturalnie, i zagrać cicho tak, żeby było wyraziście. Ale II Koncert G-dur Piotra Czajkowskiego jest utworem, w którym poza techniką niewiele można pokazać – mniej udanym od znanego hitu, mniej indywidualnym i wyrazistym, w sumie po jego wysłuchaniu trudno zanucić którykolwiek z tematów. Potem były jeszcze dwa chopinowskie bisy: Mazurek f-moll op. 63 nr 2 (ładny) oraz zapędzony do niemożliwości Walc F-dur, w którym efekciarstwo przysłoniło jakikolwiek charakter walca. W sumie – technicznie OK, nawet bardzo, ale muzycznie… czegoś było brak.

III Symfonia Czajkowskiego ma tę samą cechę co Koncert G-dur: jest absolutnie nieprzebojowa, nic się z niej po zakończeniu nie pamięta, a w wykonaniu Rosjan utkwiło w pamięci – jak zwykle – to, co nazwałam tu kiedyś imperialnym graniem. Strasznie się zmęczyłam tym koncertem. Ale w końcu wiedziałam, na co idę…

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Pobutka – choc jednak ten pierwszy
    https://www.youtube.com/watch?v=f7MAriotZyE
    PS nie opusccie rozentuzjazmowanej publicznosci w ostatnich paru sekundach koncertu 😉

  2. Sonata Andrzeja Czajkowskiego skojarzyła mi się ze stylem Andrzeja Panufnika. Dysonanse. Dźwięki szarpiące za serce, albo wbijające się do głowy, walczące o uwagę. Pięknie brzmiące pauzy.
    Sonata Pawła Szymańskiego – prawykonanie światowe z Kompozytorem na widowni – bardzo refleksyjne, poruszające. Ciekawie prowadzony dialog fortepianu z altówką. Inspirujące kontrasty – basy fortepianu fore i piano altówki. Ponownie ładne pauzy.
    Na koncercie brzmiało świetnie. Szkoda, że na bis Muzycy nie powtórzyli całej Sonaty

  3. Ciekawe, czy koncert słuchany z płyty będzie brzmiał równie dobrze?

    Podczas wieczornego koncertu moją uwagę przykuło porozumienie, jakie dyrygent Mikail Pletnev ma z Rosyjską Orkiestrą Narodową. Spojrzenia, delikatne uśmiechy, bardzo drobne gesty wystarczały. W porównaniu do innych orkiestr muzycy dużo częściej patrzyli na Dyrygenta, niż w nuty. Pewnie dlatego, że repertuar mieli świetnie opanowany.
    Obserwując Dyrygenta z pierwszego rzędu miałam wrażenie, że kilkakrotnie się skrzywił podczas gry Lukasa Geniušasa.
    Mam pytanie: jakie nie-imperialne wykonanie III Symfonii D-dur Polskiej op. 29 by Państwo polecili? Bernstein i Filharmonicy Nowojorscy?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo proszę P. Dorotę Szwarcman o scalenie mojego tekstu. Niestety kolejny raz. Może to problem ustawienia kursora?

  6. Nie szkodzi, zwłaszcza że w każdym komentarzu mowa o innym koncercie.
    Może ktoś z Blogownictwa coś wie o tych nagraniach, bo ja akurat nagrań tego utworu nigdy nie śledziłam. Nie chciałam powiedzieć, że wczorajsze wykonanie było złe – było tylko przytłaczające. Przynajmniej mnie.

  7. Jedyne nagrania, które kojarzę to NOSPRu (dyr. Wit, wyd. Naxos) i Londyńczyków (dyr. Markevitch, wyd. Philips).

  8. Bardziej zapewne interesujące jest , pochodzące z końca lat czterdziestych ubiegłego stulecia, nagranie III symfonii Czajkowskiego z London Phiharmonic Orchestra pod Grzegorzem Fitelbergiem. Wydała to, specjalizująca się w archiwaliach, firma Dutton.

  9. Wspaniała sonata Andrzeja Czajkowskiego. Kiedy on miał czas ją napisać i wycyzelować – przygotowując się przecież do Konkursu. Nocami ?
    A może jej tworzenie było dlań bardziej fascynujące (i stąd dalsze miejsce w konkursie) …
    Oprócz wyraźnych odniesień do Prokofiewa przeleciały mi przez ucho jakby ze dwa takty messiaenowskich Psalmodii nt Bożej wszechobecności.

    A dzisiaj wogóle Jego koncert monograficzny

  10. Nie ma sensu powtarzać, że wykonanie obydwu utworów przez Macieja Grzybowskiego i Krzysztofa Chorzelskiego było znakomite. Przemyślane.
    Z sensem – nawet jak pianista przywalił ffff. I nie pod publiczkę. Przepraszam – publikę. Wśród słuchaczy była również Wanda Wiłkomirska..
    —-
    To co pisze Pani Gospodyni o młodo-romantycznym temacie mnie się bardziej skojarzyło z jakimś nieodkrytym Beethovenem – nawet na własny użytek nazwałem sonatę Pawła Szymańskiego – quasi una fantasia

  11. Czytam swój wpis i jakoś głupio mi się napisało. Przepraszam

  12. Tak się bałam tego wczorajszego koncertu, tak się bałam… 😆 Świetnie zagrane! I ogromnie przyjemnie było posłuchać utworów napisanych na altówkę, a nie na nią „przerobionych”.

  13. Sami muzycy (i ja pozostaję z podziwem dla ich wykonawczej klasy) mówili o wpływach Prokofiewa i Bartoka w młodzieńczej sonacie A.C.
    Mnie sam początek skojarzył się jeszcze z Janaczkiem. Czyli dzieło mocno zakorzenione, ale zarazem w wielu miejscach poszukujące, ciekawe, uciekające przed kliszami. Szymański z kolei zmienny, rozmarzony, oniryczny; altówka wyraźnie służyła takim nastrojom. Dobrze się słuchało tego godzinnego koncertu, choć gdyby muzycy coś jeszcze dołożyli (może np. sonatę Hindemitha), niektórzy nie musieliby aż tak długo czekać na wieczornego drugiego 🙂 Czajkowskiego.

  14. A jeśli ktoś chce powtórzyć wrażenie, to za miesiąc panowie powtórzą te dwie sonaty, plus parę jeszcze innych utworów, w Zakopanem na Muzyce Na Szczytach:
    http://www.muzykanaszczytach.com/pl/program/
    Może mi się uda ten dzień, a nawet parę, wykroić. Choć wrzesień jest wariacki…

  15. Skoro mamy Czajkowskiego (a nawet dwóch) w tytule, to już nie będę robić osobnego wpisu. Zwiększona obecność twórczości Andrzeja Cz. na tegorocznym festiwalu łączy się z jego okrągłą rocznicą urodzin: gdyby żył, ukończyłby 80 lat. Dziś słuchaliśmy jego utworów dojrzałych. Na początek Meccore String Quartet wykonał II Kwartet smyczkowy op. 5 (1969-70) – słyszałam go już w tym samym wykonaniu (ale w odrobinę innym składzie) w Bregencji. Rozbudowany, gęsty, trzyczęściowy utwór o nastroju trochę jakby z Albana Berga. Zupełnie odmienny nastrój panuje w Trio notturno op. 6 (też już miałam okazję je słyszeć), które pochodzi z 1978 r. i jest jego ostatnim ukończonym utworem – o ile kwartet jest jakoś linearny, to trio jest muzyką gestu, i to gestu zdecydowanego, mocnego. Tak jest w pierwszej części i w środkowym epizodzie drugiej, której skrajne, liryczne fragmenty mają w sobie coś z nastroju owego pięknego „księżycowego” finału Kupca weneckiego. Z kolei cykl trzech pieśni Ariel na głos (świetna jak zawsze Urszula Kryger) i zespół instrumentalny zadziwia pomysłami instrumentacyjnymi, np. zestawieniem rogu z harfą lub czelestą. Harmonie są tu o tyle łagodniejsze (dużo tercji), że – również dzięki kolorytowi instrumentacji – skojarzyły mi się z Lutosławskim. A jednocześnie była w tym ulotność, zwiewność szekspirowskiego duszka.
    Piękny koncert. Na bis kilka słów wspomnień jego równolatka:
    http://jerzy-marchwinski.blogspot.com/2013/07/tegoroczny-festiwal-w-bregenz-nad.html

  16. Pobutka a propos, trochę nostalgiczna, ale taneczna:
    https://www.youtube.com/watch?v=OigBuQHAosc

  17. Wonderful writings continue by Dorota. One of the biographers of Andrzej Czajkowski was in Warsaw for these concerts and was not disappointed. Eventually, the „new” music of the Sonata for Viola and Piano, and Ariel will appear on the Andrzej Czajkowski website, andretchaikowskycom.

  18. Thank you, Dave! 🙂

  19. 🙁
    http://wyborcza.pl/1,75475,18593092,konkurs-chopinowski-faworyt-rezygnuje-z-udzialu-bo-wygral.html
    Nie miałam szczęścia słyszeć go na eliminacjach. Róża Światczyńska się nim zachwyciła, a ona się nie zachwyca byle kim. Ciekawe, czy za pięć lat będzie mu się jeszcze chciało…

css.php