Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

5.02.2017
niedziela

Kołysanki, śpiewanki, wariacje

5 lutego 2017, niedziela,

Lutosławski miał z Szymanowskim więcej wspólnego niż się wydaje. Znany jest cytat z Driad i Pana w Particie, ale to nie wszystko.

Muzyka Szymanowskiego była dla młodego Lutosławskiego źródłem fascynacji. Wspomniałam tu o opowiadanej przez niego anegdocie, jak to jako 11-latek po raz pierwszy usłyszał Pieśń o nocy i doznał prawdziwego szoku. Jako student i świetny pianista również wykonywał utwory Szymanowskiego – grywał Mity z kolegami-skrzypkami i to podobno na pamięć! To naprawdę wyczyn i świadectwo głębokiego przejęcia się tą muzyką.

Ale też tematycznie krążył Lutosławski niejednokrotnie – świadomie lub przypadkiem – śladami starszego kolegi, na co się zwykle nie zwraca uwagi. Chyba nikt wcześniej nie ułożył takiego programu jak na dzisiejszym koncercie festiwalu Łańcuch XIV w Studiu im. Lutosławskiego.

To, że obaj kompozytorzy napisali kołysanki na skrzypce i fortepian, można uznać za całkowity przypadek. Lutosławski stworzył swoją miłą miniaturkę z myślą o zaprzyjaźnionej Anne-Sophie Mutter, która kiedyś skarżyła mu się na bezsenność. Dla Szymanowskiego to absolutnie magiczne dziełko było utrwaleniem atmosfery baskijskiej willi jego protektorki Dorothy Jordan-Robinson.

Obaj kompozytorzy brali na warsztat wiersze dziecięce Kazimiery Iłłakowiczówny. Rymy dziecięce Szymanowskiego to cykl 20 utworków nawiązujących do poetyki dziecięcej naiwności; Joanna Freszel z Mariuszem Rutkowskim wykonała ich (uroczo) 13. Pięć pieśni do słów Kazimiery Iłłakowiczówny Lutosławskiego zostało napisanych do innych wierszy niż te, które wykorzystał Szymanowski, mają one też zupełnie niedziecinny charakter, bardziej ilustracyjny (również świetnie wykonali je mezzosopranistka Katarzyna Krzyżanowska i pianista Łukasz Chrzęszczyk – z pianistów występujących dziś moim zdaniem najlepszy).

Obaj mieli epizod z opracowywaniem Paganiniego – Szymanowski opracował Trzy kaprysy na skrzypce z fortepianem i nie jest to jedynie dopisanie partii fortepianu: w 24. Kaprysie a-moll zmiany są także w partii skrzypiec. Dziś został wykonany tylko właśnie ten jeden kaprys, aby zestawić go oczywiście z Wariacjami na temat Paganiniego (grał Ravel Piano Duo, czyli Agnieszka Kozło i Katarzyna Ewa Sokołowska). No i po przerwie wspomniane na początku Mity Szymanowskiego i Partita Lutosławskiego.

Nie wspomniałam jeszcze o tych, którzy zdominowali ten koncert ilościowo – duecie skrzypcowo-fortepianowym. Niemiecka skrzypaczka Tanja Becker-Bender jest niezłym muzykiem, ale właśnie Mity i Partita rozczarowały – to, co najważniejsze, czyli owe charakterystyczne alikwoty imitujące fujarkę Pana i zacytowane przez Lutosławskiego, po prostu nie wyszły jej. Może za mało je wyćwiczyła? Co gorsza, pianista węgierski Peter Nagy, który jej towarzyszył, grał zupełnie bez polotu. Muzycy zrehabilitowali się na bis, którym była druga część II Rapsodii Bartóka.

Jutro AUKSO – program też zapowiada się ciekawie.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Dzień dobry, czy ktoś może był wczoraj w Operze Narodowej na Normie? Będę wdzięczna za recenzję….. Ja z kolei wybrałam się wczoraj na recital Łukasza Hajduczeni do Kościoła Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym w Warszawie i nie żałuję, że nie poszłam na przeciwko! W programie były pieśni polskie, rosyjskie i arie oratoryjne. Niestety spóźniłam się nieco i trafiłam na pieśni Rachmaninowa, Czajkowskiego i Lutosławskiego nie wiedząc co straciłam. Łukasz Hajduczena śpiewał pięknym, wyrównanym głosem. Pokazywał siłę i emocje. Byłam zaskoczona jakością tego recitalu. Przy fortepianie Ewa Leszczyńska. Szkoda, że przez cały czas koncertu po kościele szalał mały chłopiec, który razem z artystą wydawał dźwięki. Za chłopcem biegała uśmiechnięta matka i miałam wrażenie, że wręcz cieszy ją fakt, że dziecko gania po kościele i gaworzy.

  2. No właśnie, była wczoraj Norma z Gruberovą… Ciekawe, jak to wyszło.
    A czy ktoś był w NOSPR albo w NFM na Symphonieorchester des Bayerisches Rundfunk? Ja nie dałam rady, nie mogę też jechać we środę do NOSPR na Royal Philharmonic Orchestra pod Zukermanem. We wtorek i czwartek będę w FN na Marcu Mauillonie.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Ja bym wolała relację kogoś, do kogo mam większe zaufanie… 🙂
    To, że Gruberova się przebija przez orkiestrę itp., to żadna niespodzianka – ja się zawsze zastanawiałam, czy ona nie ma wbudowanego jakiegoś wzmacniacza 😉 Ale za jej barwą jakoś nigdy nie przepadałam, choć w ogóle wielki szacun.

  5. No we wrzesniu w Krakowie byla nieziemska. Szkoda, ze wtedy nikogo z pisujacych nie bylo 😉

  6. Dzień dobry.
    Nie chcę krakać, ale zdaje się , że wchodzi z nowym garniturem „polityków” nowa tradycja muzyczna:
    https://www.welt.de/politik/ausland/video161849576/Trump-klatscht-mit-Trompeterin-ab-waehrend-sie-spielt.html

  7. Wczoraj w Warszawie była również nieziemska.

  8. Trochę krótka recenzja, ale dzięki i za to 😉
    A dziś na Łańcuchu, na koncercie AUKSO, tematem przewodnim był humor i groteska. Ze strony Lutosławskiego – wczesna Uwertura na smyczki oraz Koncert podwójny na obój i harfę. Nie jestem wielbicielką tego utworu, pamiętam prawykonanie z Ursulą i Heinzem Holligerami i Junge Deutsche Philharmonie pod batutą kompozytora i ten szok, kiedy w ostatniej części pojawia się groteskowy marsz a la Szostakowicz/Prokofiew. „Co się stało Lutosowi?” – to była moja pierwsza myśl wówczas 🙂 Muszę nadmienić, że dzisiejsze wykonanie nie było gorsze. Solistami byli muzycy związani z NOSPR: oboista Maksymilian Lipień i litewska harfistka Giedre Siaulyte.
    Druga część koncertu była po prostu fantastyczna. Po zupełnie szampańskim Concerto in D Strawińskiego – Mandragora Szymanowskiego. Dlaczego to jest tak rzadko grywane??? Tak urocza muzyka i pokazująca zupełnie inne, dowcipne oblicze kompozytora. Kiedyś (2007 – też okrągła rocznica) została wystawiona w Operze Narodowej, w Salach Redutowych w reżyserii Michała Znanieckiego. Nagrań płytowych było parę: dawno temu pod Robertem Satanowskim (Koch Schwann) i również dość dawno dwukrotnie w Naxos – Filharmonii Śląskiej pod Karolem Stryją i FN pod Antonim Witem. Zwykle łączy się to z Harnasiami. Mnie, i pewnie nie tylko, marzyłoby się, by AUKSO to nagrało – byli rewelacyjni, i główny trzon smyczkowy, i pojedyncze dęciaki. A Marek Moś w ostatniej części dramatycznie wykrzyknął: – Mandragora! Mandragora!
    Na bis była Aria italiana z Wariacji nt. Franka Bridge’a Brittena. Absolutna orkiestrowa wirtuozeria.

  9. Pani Kierowniczko, to nie dyrygent krzyknął „mandragora”, lecz perkusista 🙂 Świetna rola 😉

  10. O, nie zauważyłam. Ale rola faktycznie świetna. 🙂

  11. Żeby po koncercie na TYM festiwalu wyjść w nastroju szampańskim, skądinąd stosownym do karnawałowej pory… Może trudno sobie to wyobrazić, ale za sprawą Katotowej Mandragory oraz Brittenowskiego bisu (równie bajecznie zagranego) tak się właśnie stało. „Pantomimę w trzech sprawach” usłyszałem wprawdzie, przyznam się, pierwszy raz – ale mimo to nie wyobrażam sobie, żeby można było ją lepiej zrobić (choć obyła się bez mimów). Ubawiłem się jak rzadko! Podobnie reszta programu – wszystko interpretacje rewelacyjne, począwszy od stareńkiej Uwertury, która zabrzmiała wyjątkowo ciekawie i świeżo. Nawet nie podejrzewałem, że z tego utworu (jak również z Koncertu podwójnego, tak rzadko grywanego) da się tyle wycisnąć. Ale z taką orkiestrą i takim Wielkim Mistrzem Ceremonii jak Marek Moś można się było w końcu spodziewać takich cudów. Upojny wieczór!!! Warto zachować go na jakimś w miarę trwałym nośniku, choćby w wyborze. Może by tak płytkę ktoś wydał?

  12. Z tą stareńką Uwerturą na smyczki chodziło mi oczywiście bardziej o trudne czasy, w których powstawała, niż o jej metrykalny wiek – bo tu choćby Mandragora przebija ją bez trudu 🙂

  13. Caly czas pod wrazeniem Kremeraty – czesc byla na bis 🙂
    Pobutka 7 lutego wesola 🙂 https://www.youtube.com/watch?v=D-47mDjnOPg

  14. Ładny komentarz pod spodem: Gdyby żył w Hollywood, znalibyśmy go dobrze 🙂

  15. Dobry wieczór!

    Parę słów na temat ‚Normy’ niedzielnej:

    Rzadko ta opera gości na polskich scenach (zdaje się, że kilka lat temu grano ją w Poznaniu z Barbarą Kubiak…), a w Warszawie, to jeszcze dawniej…Tak więc wiele osób przyszło, aby – choćby w wersji koncertowej – posłuchać tego klasyka belcanta.

    Poza tym całkiem sporo przyjechało z Niemiec, Węgier, Holandii i Japonii, aby usłyszeć i zobaczyć Editę Gruberovą.

    Wyczuwało się na widowni i w kuluarach podniosłą atmosferę.

    Wieczór muzycznie bardzo udany: sugestywny włoski bas R.Zanelatto; polscy śpiewacy wypadli dobrze: Arnold Rutkowski (Pollione) porwał wręcz publiczność – zwłaszcza jej żeńską część – silnym, czystym głosem i aparycją; Agnieszka Rehlis (Adalgisa) zaprezentowała głęboki, mocny, wyrazisty mezzosopran.

    Edita Gruberova to śpiewaczka doświadczona (70 lat, z czego blisko 50 lat na scenie), świadoma tego, co robi i zdająca sobie sprawę ze swoich ograniczeń. Jednocześnie, co słychać i widać było od samego początku: wielka artystka. Już od chwili wejścia na scenę potrafi przykuć uwagę, pozostałych usunąć nieco w cień. Znakomicie interpretuje tekst libretta (świetna dykcja!) i aktorsko jest niezwykle wyrazista: wyraz twarzy (oczy!!), ruchy dłoni i ramion – wszystko to splecione jest w idealną całość ze śpiewem.

    „Norma” w jej interpretacji u niektórych budzi jakiś opór, sprzeciw, przywołują nazwiska Sutherland, Caballe, Sills, no i Callas. Ale są też tacy, których zachwyca. Tacy w większości byli na widowni.

    Potrafi operować głosem w niezwykły sposób, zniuansowany, wyrazisty, potrafi (co wcale nie takie już dziś częste) zaśpiewać pianissima, które poruszą każdego.

    Głos i odgrywana postać stają się jednym; w ten sposób można zawładnąć publicznością całkowicie.

    Uważni słuchacze i widzowie mogli dostrzec, że to, czego Gruberova nie zaprezentuje już w stu procentach głosem, doskonale „wyinterpretuje” aktorstwem najwyższej próby.

    Mnie najbardziej przypadły do gustu jej duety z Adalgisą.

    To wszystko napisałem po to, aby zwrócić uwagę, że naszym śpiewakom zabrakło właśnie tej duszy, tego ‚mięsa’. Śpiewali ładnie, to prawda, ale interpretacyjnie, aktorsko (a to w ‚Normie’ bardzo istotne!) – zupełnie nie przekonali.

    Orkiestra i chór wypadli nad wyraz dobrze – A.Yurkievich postarał się o to, jak mówiono, aby dorównać Gruberovej (zresztą już razem wcześniej pracowali).

    Wieczór zakończył się owacjami dla całego zespołu. I wyjątkowym aplauzem dla Normy-Gruberovej.

css.php