Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

14.05.2018
poniedziałek

Dziecięcość Bostridge’a

14 maja 2018, poniedziałek,

Warto było przyjechać na ten koncert. Jutro muszę być w Warszawie, ale postanowiłam, że muszę jednak posłuchać Bostridge’a, bo nikt inny tak nie śpiewa pieśni Brittena.

Ian Bostridge to śpiewak znakomity, ale specyficzny – nie wszystko w jego wykonaniu mi odpowiada. Jednak są rzeczy, dla których jest stworzony. Ze swoim recitalem, który dał w NOSPR z młodą pianistką Saskią Giorgini, wpasował się idealnie w ideę przewodnią tegorocznego festiwalu Kultura Natura, którą jest dziecięctwo. Nie dzieciństwo, nie dziecinność, ale właśnie dziecięctwo, czyli cecha, którą można mieć przez całe życie. I w Bostridge’u, mimo że jest poważnym śpiewakiem i nawet filozofem, wyraźną nutę dziecięcości się wyczuwa, patrząc na jego bardzo szczupłą sylwetkę i charakterystyczne rysy twarzy, w których emocje odbijają się niezwykle plastycznie. Jak u dziecka właśnie.

Bostridge połączył na tym recitalu Schumanna i Brittena – każdym z nich intensywnie się zajmuje od dawna. Każdy z tych kompozytorów ma do tematu inne podejście, zresztą także różnorodne. Każdą z części rozpoczynał cykl Schumanna: w pierwszej był to wybór z Liederalbum für die Jugend op. 79, przypowiastki, w których łagodność i zachwyt wiosenną przyrodą przeplata się z okrucieństwem; w drugiej – Fünf Lieder op. 40, w których już okrucieństwo dominuje (teksty są w większości Hansa Christiana Andersena). Pieśń Muttertraum jest wręcz upiorna – sielankowy obraz matki zachwyconej swoim śpiącym maleństwem zestawiony jest ze złowrogim krakaniem kruka za oknem, wróżącym maleństwu rychłą śmierć. Bostridge wcielił się w tego kruka tak, że ciarki przechodziły.

Britten – co tu dużo mówić, to jest wielkie. Zarówno Winter Words op. 52 jak Who Are These Children? op. 84 operują między melancholią w pierwszym z cykli a tonem złowrogim w drugim, bolesnym i zatrutym wojną i śmiercią. I znów: aktorstwo Bostridge’a jest tu niesamowite. Każde ze słów zostało zilustrowane, tłumaczenie właściwie nie było konieczne. Pianistka (która miała też swoje kilkanaście minut – Kinderszenen Schumanna, zagrane jednak nie najciekawiej) towarzyszyła śpiewakowi dyskretnie i wrażliwie, jednak to zupełnie inaczej brzmi, kiedy pianista jest bardziej wyrazistą osobowością, jak w przypadku Antonia Pappana, nie tylko wybitnego dyrygenta, ale też świetnego pianisty, który z Bostridge’em nagrał pieśni Brittena pięć lat temu. Tu ekspresje dwóch muzyków wspaniale współgrają i wzajemnie się wzmacniają.

Do programu artysta dodał jeszcze trzy pieśni Brittena, m.in. nostalgiczną Down by the Salley Garden i zabawną Oliver Cromwell – i bardzo dobrze, bo po niezwykle wyczerpującym emocjonalnie cyklu Who Are… było trochę rozluźnienia. Ale na bis był Erlkönig – co prawda nie Schumann i nie Britten, ale złowroga bajka o dziecięctwie, miłości i śmierci.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawy wpis, chyba jednak dobrze oddający charakter Bostridge’a tj. odrobinę owego dziecięctwa. Mam jednak z tym wybitnym na pewno śpiewakiem pewien problem. Jest tak wyjątkowo inteligentny,, że gdy śpiewa nie mam do końca pewności, czy faktycznie przeżywa emocje, czy gra z widzem, chcąc mieć nad nim pełnię kontroli. Dlatego jestem odrobinę nieufna. Jeśli jednak np. „Winterreise” to z Bostridgem. Hmm.
    NB jest chyba właśnie tłumaczona na polski jego książka o tym cyklu pieśni.

  2. Oj, przeżywa. Po Brittenie wyraźnie trudno mu było wyjść z tego świata. Nie dziwię się, to bardzo angażująca emocjonalnie muzyka, a jeszcze bardziej tekst.

  3. A Winterreise to dla mnie raczej Christoph Prégardien… a z Polaków Karol Kozłowski 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „A Winterreise to dla mnie raczej Christoph Prégardien…”
    Dla mnie też, z Andreasem Staierem .

  6. Kozłowskiego nie słyszałam, ale pewnie będzie jeszcze okazja. Teraz czekam na wersję polską na Chopiejach.

  7. Chyba w lutym w Toronto spiewal zupelnie, przynajmniej mnie, nieznane piesni Schuberta i to bylo fajne – nie porownywalo sie do „jedynych” wykonan 😉

css.php