Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

20.09.2018
czwartek

Krótko śpiewająco

20 września 2018, czwartek,

Nie ma sprawiedliwości – skrzypkowie musieli się męczyć dwa dni z dwoma koncertami na każdego, śpiewacy zaś mieli do zapełnienia w finale tylko 15 minut.

Trudno byłoby mi powiedzieć cokolwiek o nich na podstawie tego kwadransa, cieszę się więc, że widziałam również II etap. Choć niecały – dotarłam z Krakowa dopiero na trzecią półfinalistkę, nie słyszałam pierwszej, która nie przeszła (Weronika Rabek – za to został nagrodzony jej pianista Maurycy Stawujak), a drugą, Annę Thun, tylko pod drzwiami sali koncertowej Akademii Muzycznej. I stamtąd było słychać jej mocny mezzosopran w Jestem i płaczę Szymanowskiego. W finale jednak nie miała zbyt efektownego występu; aria Baby-Turek z The Rake’s Progress Strawińskiego jest niełatwa, dość krótka i nie da się za dużo w niej pokazać.

Zaczęłam więc słuchanie II etapu od wysłuchania przyszłej zwyciężczyni – Ewy Tracz. To już doświadczona młoda śpiewaczka, absolwentka katowickiej AM w klasie Ewy Biegas. To ona śpiewała na otwarciu NOSPR Tryptyk śląski Lutosławskiego, a w ostatnim sezonie TWON w nieszczęsnej Carmen była znakomita w roli Micaeli. Za parę tygodni, 2 października, wykona na tej scenie rolę Ulany w premierze Manru Paderewskiego. Poza I nagrodą została też wyróżniona za najlepsze wykonanie utworu Szymanowskiego.

Potem słyszałam kilka osób, które odpadły – z nich najbardziej chyba żałuję Pawła Trojaka, który zapewne będzie w przyszłości ciekawy w rolach charakterystycznych. Szkoda mi też trochę Marty Gamrot-Wrzoł, która śpiewała wokalizy u Szymanowskiego i Ravela bardzo kulturalnie, choć może trochę jednostajnie. Dalej przeszła zaś Agnieszka Jadwiga Grochala, która ostatecznie otrzymała III nagrodę; słychać po sposobie śpiewania, że była studentką Jadwigi Rappe. Program miała bardzo interesujący, ale miałam wrażenie, że trochę śpiewa o niczym; szczególnie raziła mnie w II etapie piękna Kołysanka Wajnberga wykonana tak donośnym głosem, że żadne dziecko by przy niej nie usnęło (już nie mówię o wymowie w jidysz).

Za to Łukasz Hajduczenia miał piękny II etap, zbudowany na zasadzie hitchcockowskiej: zaczął od Kaddisch Ravela i zaśpiewał to tak, że ciarki przechodziły. Później były jeszcze pieśni Szymanowskiego i Gieorgija Swiridowa (te ostatnie to jedne z odkryć tego konkursu). Finał jednak wypadł mniej efektownie, także może ze względów repertuarowych. Bardzo szkoda.

Kolejną finalistką, która nie została nagrodzona, była Kamila Nowak – z nią jest trochę kłopot, to śpiewaczka bardzo młoda (24 lata), która wykonuje rzeczy koloraturowe i charakterystyczne, ma z pewnością poczucie humoru, ale głos jeszcze pozostawia do życzenia. W II etapie jako jedyna wykonała solową Sequenzę III Luciano Berio, ale połowa efektów była niesłyszalna. Podobnie jak z zaśpiewaną w finale arią Kunegundy z Kandyda Bernsteina – na razie po prostu za trudną. Po niej śpiewała Sylwia Olszyńska – głos mocny i intensywny, o  brzmieniu trochę zbyt ostrym jak na mój gust. Finał miała nieco lepszy niż II etap; otrzymała II nagrodę.

I to już ostatnie akordy I Konkursu im. Szymanowskiego. Co można jeszcze powiedzieć na zakończenie? Że dobrze, że powstał – Szymanowskiemu się to należało. I dobrze, że repertuar jest typu „Szymanowski i jego Europa” – muzyka tej epoki ma wiele rozdziałów pięknych i niedocenianych. Miejmy nadzieję, że konkurs będzie się rozwijał. Przyszłość planowana jest zdaje się w ten sposób, że następna edycja odbyłaby się za cztery lata, w 140-lecie urodzin kompozytora, kolejna już znów za pięć, w 90-lecie jego śmierci, i dalej będzie już cykl pięcioletni, rocznicowy.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Nie za bardzo wiadomo jak traktować ten konkurs…
    Z jednej strony moim odczuciom towarzysz cała masa zachwytów, związanych z formatem, organizacją oraz, jak określiła to Pani, oddaniem Szymanowskiemu, tego co „należało mu się”.
    Z drugiej zaś są pewne niedosyty… Organizując konkurs, który pretenduje do poziomu choćby ARD, po prostu nie można robić go w tym samym czasie, w którym odbywają się zmagania w Monachium czy też „mały chopinowski” na dawnych instrumentach… Pewnie zaistniał tu jakiś zgniły kompromis i nie dało się kiedy indziej. Skutkiem tego jednak w konkursie uczestniczyli głównie lokalni studenci i niedawni absolwenci katowickiej Akademii Muzycznej. Dla nich – wspaniale! Wszak są to młodzi muzycy o znakomitych umiejętnościach, a konkursowa promocja może okazać się bardzo stymulująca dla ich karier. Jednak dla konkursu o międzynarodowych aspiracjach dobrze by było, gdyby w kolejnych edycjach faktycznie stawili się muzycy reprezentujący więcej ośrodków niż (prawie) tylko katowicki…
    Co do repertuaru – przeglądając przygotowane przez jurorów zestawy utworów również zachwyt miesza się ze ponurą świadomością środowiskowych realiów… Repertuar imponuje wysmakowaniem i jakością ale też poziomem trudności i ukierunkowaniem na wąsko wyspecjalizowanych muzyków… Szczególnie mocno dotyczy to śpiewaków, a konkretnie głosów męskich. Już wymagania pierwszego etapu mogły skutecznie przekreślić fantazję wszystkich basów o udziale w konkursie. Również tenorom i barytonom zaproponowano zaledwie po jednej, piekielnie trudnej pozycji. Paniom natomiast zaoferowano wybór o wiele szerszy, zawężając niejako kategorię „śpiew” do kategorii „sopran”. Nie dziwi więc, że na podium znalazły się wyłącznie reprezentantki tego głosu.
    Faktycznie, dobrze, że taki konkurs powstał. I dobrze, że powstał w pod auspicjami NOSPRu. Wydaje się natomiast, że na spełnienie wszystkich jego ambicji, należy jeszcze kilka edycji poczekać…

  2. Mam podobne odczucia.

  3. Ja właściwie też. Co do zgniłego kompromisu, to chodziło ponoć o: a. pierwsze etapy w Akademii Muzycznej, żeby się odbyły przed rokiem akademickim, b. plany orkiestry, co też ma swoje znaczenie, ponieważ przygrywa ona do finałów. Ale rzeczywiście dobrze byłoby też spojrzeć na rynek światowy i pomyśleć o tym, żeby ten konkurs z niczym ważnym jednak nie kolidował.
    Tak, na tę wymuszoną nieobecność basów już parę osób zwróciło uwagę. Niby wszystko zależy od tego, co Szymanowski napisał, a na bas nic w jego repertuarze nie ma. No, chyba żeby coś transponować, a nie jestem przekonana, czy to ma duży sens muzyczny…

css.php