Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

26.03.2019
wtorek

Romansu nie było

26 marca 2019, wtorek,

O co właściwie w tej książce chodzi? O próbę udowodnienia, że Karol Szymanowski potrafił kochać kobietę? I tak nie za to go przecież cenimy.

Teresa Chylińska całe swoje życie poświęciła temu jednemu kompozytorowi i jest chyba najbardziej zasłużoną w tej dziedzinie autorką. To ona przecież dokonała mrówczej pracy przy opracowywaniu jego korespondencji (cztery tomy!), ona pełniła funkcję redaktora naukowego jego dzieł wszystkich (24 tomy) i napisała kilka książek na jego temat, w tym jedną trzytomową (Karol Szymanowski i jego epoka). Co się więc stało, że nagle napisała taką w sumie niewielką książeczkę – Romans, którego nie było? (wyd. PWM) – do przeczytania w jeden dzień, o charakterze raczej czytadła niż dzieła naukowego?

Impulsem było pozyskanie nowego, nieznanego wcześniej źródła: dziennika Marianny Dawydowej, jednej z sąsiadek Szymanowskich z czasów tymoszowieckiej młodości Karola (mieszkała z mężem i córką w pobliskiej Kamionce). Ale to nie o nią w przypadku wyimaginowanego „romansu” chodziło, lecz o jej szwagierkę, Natalię Dawydową, która również z mężem i synami mieszkała w bliskim sąsiedztwie, w Wierzbówce. Dziennik Marianny (która zdaje się też miała słabość do Karola) jest tu często cytowany, a są w nim ciekawe opisy świata, którego już nie ma, w tym Tymoszówki i jej atmosfery. Więcej jednak tu cytatów z korespondencji – listów kompozytora do Natalii i odwrotnie. Nie zachowało się ich wiele, część zaginęła w odmętach I wojny światowej i rewolucji bolszewickiej, która z czasem naznaczyła życie Natalii tragedią – pobytem w więzieniu i obozie oraz śmiercią najmłodszego syna.

Trzeba przyznać, że sielankowy obraz przedwojennej Tymoszówki i okolic, choć wyidealizowany, może zaciekawiać. Można sobie wyobrażać beztroskie życie mieszkańców owych posiadłości i kiwać głową nad faktem, że Rosjanie i Polacy rozmawiali ze sobą najczęściej po… francusku. Natalia i Karol (Charles chéri, a czasem nawet Charlie) także w tym języku do siebie pisali. Mowa też jest o podróżach, jakie odbywali grupowo, z przyjaciółmi, do Rzymu – Karol ze Stefanem Spiessem (u którego pomieszkiwał w Warszawie i z którym odbył słynną podróż na Sycylię) w jednym hotelu, Natalia w drugim, i Karol z Natalią mieli zawsze wiele do pomówienia. Atmosfera „romansowa” jest tu wciąż rozkręcana, okazją jest np. fakt zadedykowania przyjaciółce II Sonaty fortepianowej, który został tu skomentowany w szczególnym stylu: „Nowe wzruszenia i uczucia oplatały serca obojga przędziwem wysnutym z najgłębszych poruszeń duszy niczym nić pajęcza, najmocniejsza z tych, jakie stworzyła natura. Zwiastun Kupido musiał ustąpić pola swej władczyni, samej bogini miłości – Afrodycie”. Hmm…

Nie będę opowiadać, co się dalej działo, bo mimo takich kawałków jednak można się z tej książeczki trochę ciekawych rzeczy dowiedzieć. Koniec, jak wiadomo, był smutny – Natalii udało się w końcu wydostać na Zachód, do Berlina, potem do Paryża, ale nie chciała już żyć i zginęła śmiercią samobójczą. O Szymanowskim wiemy, jak żył i umarł. Ale o Natalii wiedzieliśmy dotąd niewiele, a ona sama była interesującą postacią, malarką, i choć nic z jej dzieł się nie zachowało, pozostał nieoczekiwany ślad jej działalności: w Wierzbówce stworzyła warsztaty hafciarskie dla okolicznej ludności, gdzie powstawały kompozycje o bajecznych kształtach i barwach, a z czasem także odwzorowania dzieł… rosyjskiej awangardy z kręgu Malewicza (przyjaciółką Dawydowej była też Aleksandra Ekster, znana postać tej awangardy, czy Lubow Popowa, także z tego kręgu). I trochę tych kompozycji odtworzono, a ich reprodukcje możemy tu zobaczyć, podobnie jak dzieła Ekster, Malewicza i Popowej.

A co łączyło Karola i Natalię? Na pewno głęboka przyjaźń; na pewno z upodobaniem prowadzili, jakby to powiedział Witkacy, „rozmowy istotne”. Ale żeby zaraz podejrzewać romans? Czuły i nieco egzaltowany język ich listów wynika z głębokości przyjaźni raczej niż z czegokolwiek innego. Gdy po powojennym nawiązaniu kontaktu Karol posłał jej do Berlina Immoralistę Gide’a, najpewniej jako aluzję do własnego życia, ona odpisała po prostu: „Nie mówiłam o tym, ale wiedziałam i wyczuwałam, że to Pan, Karolu”. Czyli była świadoma sprawy.

Czym więc ta opowieść jest? Jakby rodzajem sztambucha, zielnika z zasuszonymi kwiatami z nieistniejącego już od dawna ogrodu. A przy okazji historią interesującej, zapomnianej postaci.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. Teraz Rosjanie i Polacy w ogóle między sobą nie rozmawiają.

  2. Pobutka 😀

    @ mopus11 – ale też nie mieszkają w bezpośrednim sąsiedztwie… Oni jeszcze wokół mieli Ukraińców, więc mówili także po ukraińsku, a rosyjskie słówka wtykało się pomiędzy tę francuszczyznę (celowała w tym zwłaszcza Marianna Dawydowa). Nawiasem mówiąc p. Chylińska nagminnie używa przestarzałego słowa „ukrainny”, co jest trochę nieznośne.
    No i sami też byli wymieszani narodowościowo, po stronie Szymanowskich z miejscowymi Niemcami – wystarczy przypomnieć kuzyna Karola, Harry’ego Neuhausa, który zresztą swoje życie związał z Moskwą. Pierwsze niezrozumienia zresztą pomiędzy Szymanowskimi a Dawydowymi, po rewolucji bolszewickiej, polegały na tym, że Natalia także początkowo chciała być w Moskwie, bo to był jej kraj, Marianna uciekła do Francji, a Karol pojechał do Warszawy, bo pragnął służyć swojej odrodzonej ojczyźnie. Nie mieli już więc wspólnej płaszczyzny, jaką była wcześniej kraina ich młodości. Mogły już być nią tylko wspomnienia.

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. A ja czasem rozmawiam. Może nie ze wszystkimi Rosjanami (ale też nie jestem wszystkimi Polakami), jednak zdarza się. Częściej jednak z Ukraińcami, choćby w pobliskim sklepie. 🙂

  5. Z Ukraińcami rozmawiać dziś w Polsce to żadna sztuka 🙂
    Rosjan tu mniej. Pojawiają się czasem znajomi np. z Warszawskich Jesieni, wtedy jest okazja. Ale też niektórzy – np. Irina Nikolska, autorka książek o polskich kompozytorach – dobrze mówią po polsku.
    Z Arvo Pärtem zawsze mówiłam po rosyjsku 🙂

  6. Z Rosjanami prywatnie się dobrze rozmawia… A gdzie można znaleźć coś o paniach Dawydowych, bo pobieżne przeszukiwania nic nie dały — można sobie utwory Natalii poczytać https://imwerden.de/razdel-761-str-1.html

  7. Umarł Stanisław Dybowski. Różne tu uszczypliwostki wypisywałem pod jego adresem, jednak – summa summarum – człowiek o wielkich zasługach i niewątpliwej pasji. Szkoda, bo przedwcześnie i po okrutnej, choć na szczęście nie tak bardzo długiej chorobie.

  8. Ja dziś z moim kolegą Rosjaninem nawet rozmawiałem przez messengera. Ludzie, a zwłaszcza niedobitki tamtejszej inteligencji to rzecz jedna, a system i państwo – druga. To jest temat rzeka, ale co się dziwić polskim ziemianom czy inteligentom żyjącym niegdyś „na skraju imperium”, w orbicie różnych Kijowów, Winnic, Żytomierzy, nie mówiąc o Polakach petersburskich, że się często ruszczyli czy utrzymywali bardzo bliskie kontakty z elitami rosyjskimi. To w końcu była kultura wyraźnie silniejsza od naszej – nie ma sensu wymieniać plejady poetów, muzyków, pisarzy, filozofów, malarzy etc. etc. i wykazywać, że często byli wybitniejsi i bardziej uniwersalni od swych polskich odpowiedników. Zresztą nasze powszechne myślenie o stosunku naszego społeczeństwa (kogo zresztą? – chłopów, ziemiaństwa, inteligencji, drobnej szlachty wysadzonej z siodła, robotników, Żydów etc.) do Rosji w końcówce zaborów to efekt konstruktów polityki historycznej – najpierw dwudziestolecia, potem PRL i wreszcie ostatniego 30-lecia. Bo skąd się na przykład brały te ogromne tłumy spontaniczne na ulicach Warszawy po wybuchu wojny w 1914 roku?
    A co do heteryckiego „romansu” Szymanowskiego – to, idąc tropem Rosyjskim, najlepiej popatrzeć na to: https://www.youtube.com/watch?v=qdM86dKIeKo

  9. @ tadpiotr – ale to nie ta Natalia Dawydowa (zbieżność nazwisk chyba przypadkowa). O tamtej faktycznie nic prawie w sieci znaleźć nie można. Znalazłam na czyimś blogu parę jej listów do Szymanowskiego:
    http://plaszcz-zabojcy.blogspot.com/2011/12/odcinek-188-natalia-dawydowa-1914-rok.html
    http://plaszcz-zabojcy.blogspot.com/2011/10/odcinek-114-natalia-dawydowa-1919-rok.html

    @ pianofil
    O, nie wiedziałam. Przykro.
    https://www.polskieradio.pl/8/410/Artykul/2283920,Nie-zyje-Stanislaw-Dybowski-Andrzej-Sulek-jego-miloscia-byla-polska-muzyka

  10. @tadpiotr
    Natalia Yakowlewna (!) Dawydowa, krotkie bio
    https://artinvestment.ru/en/auctions/122600/biography.html

  11. Jest o niej troche takze w kilku artykulach o sztuce tego okresu, np
    The Solomenko Embroidery Workshops/Wendy Salmond (1987), gdzie jest takze jedno jej zdjecie i dwa zdjecia jej projektow hafciarskich namalowanych na plotnie

  12. O, dzięki, lisku!
    Co do przytoczonego przez pianofila filmu Kena Russella, to najbardziej lubię ten kawałek:
    https://www.youtube.com/watch?v=sJklgYR0rYY
    Nieznającym filmu tłumaczę, że kobietą w pierwszych trzech minutach jest siostra kompozytora, Aleksandra. Teściowa zresztą Natalii, która była żoną jej syna Dymitra.
    http://en.tchaikovsky-research.net/pages/Aleksandra_Davydova

  13. Pani Kierowniczko, zona Dymitra byla chyba inna Natalia, ta ktora linkowal @tadpiotr …
    http://en.tchaikovsky-research.net/pages/Dmitry_Davydov

  14. Nie, nie. To właśnie ta Natalia. Z domu Hudym-Lewkowicz.
    Czyli ta Natalia Jakowlewna to jeszcze ktoś inny! 😯 Nie zauważyłam, tam jest napisane, że zmarła w Moskwie, a ta, o którą chodzi, zmarła w Paryżu.

  15. Dziwne, że czworo dzieci – a Chylińska pisze o trzech synach. Ludmiła gdzieś się zapodziała. To ten najmłodszy, Kirył, został aresztowany z nią i zginął, miał chyba z 15 lat wtedy.

  16. Rzeczywiscie, byly dwie! 😆
    Natalia Yakowlewna Dawydowa (1873–1926) – zajmowala sie sztuka ludowa, studiowala w Moskwie na wydziale sztuki, rzezby i architektury, byla m.i. kierowniczka artystyczna warsztatow rzemiosla ludowego (‚kustar’) w Solomenko zalozonymi przez Marie Yakunczykowa .

    Opierajac sie na tym modelu Natalia Mikhaylovna Dawydowa, razem z Popowa, zalozyly podobny warsztat w Wierzbówce

    https://books.google.co.il/books?id=s-g2_mK1oicC&pg=PA366&lpg=PA366&dq=solomenko+russia&source=bl&ots=ESAHmXEvl4&sig=ACfU3U1-9x-fc9y6vGqq4qqkICPqJSLW2w&hl=iw&sa=X&ved=2ahUKEwir6quHmaDhAhUEZ1AKHQ27CvwQ6AEwA3oECAkQAQ#v=onepage&q=solomenko%20russia&f=false
    (przepraszam, nie wiem jak sie skraca linki)

  17. Ojojoj. Powróciwszy z kilkudniowego bezinternecia, właśnie wychodziłem na recital PA.
    Dobrze, że zajrzałem jednak na stronę FN 🙂

css.php