Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman Co w duszy gra - Blog muzyczny Doroty Szwarcman

8.09.2019
niedziela

Trzecia – i niestety ostatnia

8 września 2019, niedziela,

To było wydarzenie wyjątkowe, które z całą pewnością przejdzie do historii Wratislavii. Drugi występ Filharmonii Izraelskiej z Zubinem Mehtą w NFM, ale zupełnie inny od pierwszego.

Tamten sprzed czterech lat był właściwie inauguracją – Izraelczycy byli pierwszą zagraniczną wielką orkiestrą na tej estradzie. Podobnie jak dziś, Mehta wszedł wówczas na scenę o lasce i dyrygował siedząc na krześle (wtedy miał kłopoty z kolanem, więc miał jeszcze podpórkę pod nogę). I tak samo była to jedna z symfonii Mahlera, która wypełniła cały program. Ale zupełnie inna. Wówczas – Dziewiąta, wysublimowana i mistyczna, choć zawiera i drapieżne elementy, ale na koniec rozpływa się w przestrzeni.

Tym razem zabrzmiała Trzecia, która wydawałoby się jest łagodniejsza, sytuując się gdzieś pośrodku między również mistyczną Drugą a niezwykle pogodną Czwartą. I ma z sąsiadkami wiele wspólnego, także motywy. Z Pierwszą z kolei łączy ją niezwykła wręcz przyrodniczość, z odgłosami ptaków i zwierząt, ze złowrogimi burzowymi pomrukami, z nastrojami leśnej nocy. Ogromna pierwsza część, trwająca trzy kwadranse, zmienia wciąż nastrój, a że – jak mawiał Leonard Bernstein – każda z symfonii Mahlera zawiera marsz żałobny, to i tu można się go momentami dosłuchać. Nie jest więc tak pogodnie, jakby się wydawało, nawet gdy tak się na chwile staje, coś jest pod spodem, jakieś napięcie. Ale wpleciony jest w to i powolny menuet, i skupione solo mezzosopranu do tekstu Nietzschego, odpowiednik Urlicht z Drugiej (śpiewała niemiecka artystka Gerhild Romberger), i pogodna dziecięca piosenka chóru żeńskiego i chłopięcego (chóry NFM) – oczywiście rodem z Des Knaben Wunderhorn. I zupełnie niezwykły finał, rozwijający się powoli z piana, rosnący niepostrzeżenie aż do wspaniałej końcowej kulminacji.

Muszę powiedzieć, że w dzisiejszym wykonaniu Trzeciej było więcej mistycyzmu niż w owej Dziewiątej w 2015 r. A już rozegranie finału przechodziło wszystko. Mehta, mimo że na siedząco, dyrygując wciąż z pamięci kreślił obraz utworu z niezwykłą precyzją. Mimo że po południu, gdy odsłaniał przed NFM tablicę pamiątkową ze swoim podpisem, wyglądał na zmęczonego – przywieziono go i odwieziono na wózku – gdy tylko zaczął dyrygować, pokazał pełnię sił artystycznych. Na odsłonięciu tablicy zażartował, że polscy przyjaciele właśnie go poczęstowali wspaniałymi pierogami, więc żebyśmy się nie zdziwili, że symfonia może być bardziej ociężała – ale nic takiego się nie zdarzyło. Przeciwnie, usłyszeliśmy wykonanie, które angażuje słuchacza w całości.

Piękne, ciepłe brzmienie smyczków, wspaniałe solówki trąbki, oboju (niesamowity ptasi krzyk), fletu, klarnetu, puzonu, a nade wszystko skrzypiec (tym razem rolę koncertmistrza przejął David Radzynski, o którym tu wcześniej wspominałam – i jeszcze tutaj) – rozmawiałyśmy z koleżankami po koncercie o tym, że widać było, iż muzycy starają się szczególnie dla niego. Bo to jest seria pożegnań. Teraz tournée, a w październiku sezon w Tel Awiwie rozpocznie się serią koncertów jubileuszowych, kończących 50-letnią (!) kadencję Zubina Mehty jako szefa orkiestry. Maestro pokieruje kilkoma koncertami z udziałem wybitnych solistów – i odchodzi. Kończy się epoka. I tego wieczoru długo żegnaliśmy muzyków, a przede wszystkim Maestra – chyba z kwadrans.

Kategorie:

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Bede na czterech z jubileuszowych koncertow.
    Ostatni z nich odbedzie sie o 14:00 przed wieczorem wigilijnym (zydowskiego) Nowego Roku – Mehta i Perlman, ktory chyba juz nie bardzo moze grac, bo wg programu wystapi wrecz symbolicznie:
    https://www.ipo.co.il/en/events/time-to-celebrate-maestro-zubin-mehta-and-itzhak-perlman-special-concert/
    Bedzie bardzo smutno.

  2. Przepraszam, to nie wigilia nowego roku lecz wigilia Swieta Tory 🙂 🙂

  3. Oj, smutno. Na stronie filharmonicznej piszą, że mało kto z nas może pamiętać IPO bez Mehty.
    Ostatnio rozmawiałam z naszym świetnym basem Rafałem Siwkiem, który wielokrotnie śpiewał z Mehta. Mówi, że on wytwarza na scenie energię, która uskrzydla.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z innej beczki: prośba o podzielenie się subiektywnymi opiniami nt akustyki sal koncertowych w Polsce, czyli gdzie się dobrze odbiera i warto się wybrać, nawet jeśli wiązałoby się to z dłuższą niż zwykle podróżą. Warszawę znam ale też można wliczyć, może ktoś skorzysta. Z innych miast słyszałem dobre opinie o siedzibie NOSPR i Łodzi. Może Szczecin jeszcze?

  6. Tu o historii orkiestry (pierwsza wizyta w Polsce jest takze wspomniana)

    Z bardzo odleglych wspomnien mlodosci, festiwal z okazji stulecia urodzin Hubermana ze stalym zestawem – IPO, Mehta, Stern, Zukerman, Perlman; byli tez Szeryng i Mintz.
    https://www.youtube.com/watch?v=TecN8Q7cf3w
    (na tym samym kanale sa i inne koncerty tamtego festiwalu, choc nie wszystkie)

  7. Piękny ten koncert, mistyczny zgoła, o niewątpliwym znaczeniu historycznym, to jasne. Zachwycająco brzmiała wczoraj orkiestra, miałem komfort słuchania świetnego, profesjonalnego zespołu na światowym poziomie. Szczególny wieczór, bez dwóch zdań.

    Ale kreacja utworu nie poruszyła mnie ani trochę, nie było miejsca na wewnętrzne rozedrganie Mahlerowskiej muzyki, na dramatyzm, rozdźwięk, kontrast. Czarujące brzmienia przez sto minut to cokolwiek mało. Przecież cała ta gigantyczna pierwsza część symfonii stanowi dramatyczny obraz pulsującej natury, aż gotującej się od emocji i siły. Nic z tego się tu nie zaznaczyło, dyrygent zaprezentował swój styl późny, nacechowany pogodą, dystansem i ciepłem. Tyle że nie o tym są symfonie Mahlera. Można w ten sposób zagrać tę muzykę, ale takie wykonanie nie jest w stanie ujawnić jej potencjału tragiczności i głębi. Muzyka Mahlera rozumiana jako apollińska wizja świata piękna i spokoju to chyba jednak nieporozumienie estetyczne.

  8. No, nie całkiem ona była taka apollinska. To akurat jest trochę mniej dramatyczny Mahler, napięcie tam jest raczej pod spodem poza kilkoma momentami. Ale było obecne zdecydowanie. Zachwyt urodą życia, ale z nieustającą świadomością jego kruchości. Mnie taka interpretacja się podobała i harmonizowala, by tak rzec, z sytuacją życiową dyrygenta.
    Dziś byłam na dwóch koncertach. Oba w kościołach, więc poczułam się jak na dawnej Wratislavii. Po poludniu Pedro Memelsdorff i Mała Punica z programem poświęconym głównie muzyce Johannesa Ciconii, chyba całkowicie tożsamym z koncertem na drugim festiwalu w Bieczu. Tym razem brzmiało to jeszcze swobodniej. Perfekcjonizm tego zespołu, mimo zmian w składzie, robi wrażenie. I fascynuje ten wycinek historii muzyki, którym się zajmuje, tj. ars subtilior. Taka bardzo gęsto ukwiecona gałązka, która nie dała owoców, właśnie dlatego, że zbyt gęsto ukwiecona. Zamknięty w sobie świat.
    Także zamkniętym w sobie światem jest grecka muzyka bizantyjska. Dawny chór Lycourgosa Angelopoulosa – Greek Byzantine Choir – w programie poświęconym muzyce w cieniu góry Athos pokazał, że nie traci formy mimo śmierci jego twórcy (już 5 lat temu…), i choć obecny szef, Georgios Konstantinou, wcześniej wieloletni członek chóru, nie ma takiej charyzmy jak poprzednik, to i tak można było przenieść się w świat daleki od tego, w którym żyjemy.
    To tyle mojej Wratislavii w tym roku. Jutro skoro świt ruszam do Warszawy.

  9. III Symfonia Mahlera w NFM – niewątpliwie piękny koncert. I pożegnanie Zubina Mehty. Zapamiętamy!

    Ale czy dla orkiestry – IPO? Co jest z nią nie do końca tak, jeśli nie ma jej w pierwszej dwudziestce najlepszych orkiestr (patrz: https://www.gramophone.co.uk/editorial/the-world%E2%80%99s-greatest-orchestras )? Przecież mają potencjał. Subiektywne niedocenienie przez redaktorów Gramophone?

    Na wrocławskim koncercie pięknie i zapałem grały smyczki i dęte drewniane. Perkusiści dawali sobie świetnie radę. Ale gorzej było z blachą. Pierwsza część wypadła dobrze. Może tylko kilka nierównych wejść ośmiu waltorni. Ale już od scherza było gorzej. Kiks trębacza w partii rogu pocztowego nieco zaburzył nastrój, a apogeum było ostatnie, chorałowe wejście czterech trąbek z tematem adagia. Zmęczyli się? – bardzo możliwe. Maestro wyróżnił podczas oklasków pierwszego trębacza (tego od trąbki pocztyliona), ale słusznie nie wskazał na trzech jego kolegów i trzech kolegów pierwszego puzonisty, który był bezbłędny. Może to jest przyczyna?

  10. Uwaga, poniżej jest lokowanie produktu. 😉

    Pozwolę sobie zgodzić się z tym, co Pianofil i Gostek napisali parę dni temu przy okazji Elsnera – ogólnie, bo gdyby wejść w szczegóły, to zaczęlibyśmy się kłócić, a nie o to mi chodzi. 😛
    Tak, jest sporo polskiej muzyki nieznanej zupełnie albo znanej pojedynczym znawcom i rzecz w tym, aby każdy miał szansę zapominania jej na własną rękę i według swojego gustu. Trzeba grać, nagrywać, słuchać i decydować – podoba mi się, nie podoba, nigdy więcej, a może jednak od czasu do czasu.

    Do rzeczy. Jest właśnie okazja posłuchać czegoś spoza oczywistego repertuaru naszych instytucji kultury. Już zaraz w Rzeszowie będzie pierwsza edycja konkursu poświęconego wybranym pięćdziesięciu polskim kompozytorom, zagrają pianiści i zespoły kameralne. Donoszę o tym, bo impreza wygląda na mało spopularyzowaną, a pasuje do naszych rozważań. Wszystkie szczegóły są tu:
    http://www.konkursmuzykipolskiej.pl
    Kto będzie w Rzeszowie albo ma blisko – niech wpadnie. Laureaci zagrają oprócz tego w Warszawie, w FN, 29 września, ceny biletów są przystępne. Ja pewnie będę. 🙂

  11. Ja sobie tę imprezę odpuszczam – to dokładnie w czasie Warszawskiej Jesieni.
    Na laureatów w Warszawie – też nie, bo Szalone Dni Muzyki.
    Co to za pomysł, żeby robić taką imprezę wtedy, co wszyscy.

  12. Zawsze gdzieś jest jakaś impreza, a w Rzeszowie nie ma w tym czasie ani kawałka Warszawskiej Jesieni. W stolycy też lepiej mieć wybór, niż nie mieć. Tylko mówię. 😉

  13. Lepiej mieć, oczywiście, ale miewamy w ciągu roku puste przebiegi i wtedy i tak nie ma żadnego wyboru 😈

  14. @ traveler
    Zaiste dziwne to zestawienie „Gramophone”. Nie ma Izraelczyków, ale jest np. orkiestra Pletneva, której daleko do jakiegokolwiek wyrafinowania…

  15. Większość zestawień robionych przez obywateli Imperium jest dziwna. Nie ufam im za grosz. Francuzi żadni się z zasady nie załapują.

  16. @mtl
    8 września o godz. 9:47 267602
    Proponuję zaryzykować NFM we Wrocławiu.

  17. Przypominajka: Altberg Ensemble z Ewą Mrowcą jutro 11.09 o 19.00, Zamek Królewski w Warszawie 🙂

  18. Przyjdę! Wczoraj miałam być na Haendlu i zatrzymały mnie inne sprawy…

  19. Super, bardzo dziękuję!

css.php