Między dwoma festiwalami

Dzięki temu, że na Chopiejach koncert był dopiero o 21., mogłam wrócić na chwilę na WarszeMuzik.

Ostatnie koncerty festiwalu, w reakcji na prognozę pogody, zostały przeniesione pod dach. I tak dzisiejszy odbył się w miejscu, gdzie kiedyś istniało kino „Czary” (została tam zrekonstruowana sala kinowa), czyli na Chłodnej 31, w kompleksie, w którym znajduje się Winosfera (obecnie w remoncie). Jutrzejszy koncert Ani Karpowicz, Anny Kwiatkowskiej i Mikołaja Pałosza (w programie Morton Feldman, Roman Haubenstock-Ramati, György Ligeti i Tilo Medek) odbędzie się w tym samym miejscu. Uwaga: wejście do kina jest od strony ul. Mieczysława Wajnberga – jak miło podawać taki adres!

Marek Bracha zagrał ciekawy program poświęcony żydowskim mazurkom – i może szkoda, że nie powiedział, że niektóre z nich powstały zaledwie o parę ulic dalej. Bo przecież Maria Szymanowska, z domu Wołowska, mieszkała na roku Waliców i Grzybowskiej, a Mieczysław Wajnberg, jako 14-letni zaledwie Mietek, czyli kiedy napisał swoje dwa mazurki – na Żelaznej 66. Warszawiakiem z urodzenia był też Edward Wolff, o 4 lata młodszy od Chopina, który również wyemigrował do Paryża; dodam ciekawą informację, że był on rodzonym wujem Henryka Wieniawskiego.

O ile więc mazurki Szymanowskiej (8 z cyklu 24) były prościutkie, salonowa, to te Wolffa są bardziej wyrafinowane harmonicznie, pisane najwyraźniej pod wpływem Chopina; pianista dla porównania zagrał po nich Chopinowskie op. 17 nr 4. Potem także zmieniał się wciąż styl. 3 mazurki Aleksandra Tansmana z lat 20. opatrzone są typowymi dla niego harmoniami zbliżonymi do jazzowych. Pochodzący ze Lwowa Tadeusz Zygfryd Kassern zastosował harmonie bardziej cierpkie i szorstkie. Dziecięce mazurki Wajnberga nic w sobie dziecięcego nie mają, są całkowicie dojrzałymi próbami. I na koniec mazurek gettowy Władysława Szpilmana – wspominałam kiedyś dzisiejszemu wykonawcy o jego historii, czyli o tym, że pierwotnie powstał jako część słynnego walca-monodramu Jej pierwszy bal, śpiewanego przez Wierę Gran z akompaniamentem kompozytora, na temat walca z operetki Ludomira Różyckiego Casanova (temat tego walca pojawia się w środku mazurka), ale chyba tego nie zapamiętał. Znalazłam nagranie w powojennej, zorkiestrowanej wersji; początek zwrotki z mazurkiem 10:36.

Wieczorem – Gesualdo, V Księga madrygałów, przerywana kilkoma utworami lutniowymi, dopasowanymi pod względem wyrafinowanych harmonii (Piccinini, Kapsberger). Sześcioro śpiewaków z Collegium Vocale Gent (wymieniających się, bo to madrygały pięciogłosowe), dyrygujący Philippe Herreweghe oraz lutnista Thomas Boysen (który również towarzyszył śpiewakom w madrygałach, ale kompletnie nie było go słychać). Wszystkie te niesamowite zwroty harmoniczne, te gesty wokalne oddające jęki, westchnienia i krzyki, które nie są przecież łatwą obrazowością, choć mieszczą się w pewnej konwencji epoki – wykonane zostały po prostu po mistrzowsku. Niezwykły, wspaniały koncert. Czekamy na kolejne występy maestra – ja zwłaszcza na wielki finał w Operze Narodowej.