Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

Ruch Muzyczny

Tekst Olgierda Pisarenki:

Kompozytor ofiarą Zemsty

Szef Polskiej Orkiestry Radiowej Łukasz Borowicz, mimo młodego wieku już wielce zasłużony jako wskrzesiciel dzieł zapomnianych, nowy sezon swej orkiestry otworzył utworem, o którego istnieniu nie wiedział prawie nikt: operą Zygmunta Noskowskiego Zemsta za mur graniczny według Fredry. Pracując nad Zemstą Noskowski był już poważnie chory i zdołał ukończyć jedynie wersję fortepianową z partiami wokalnymi; po jego śmierci instrumentacją zajął się jego uczeń Adolf Gużewski, kompozytor, o którym także niewiele wiadomo, jak bowiem informuje Encyklopedia Muzyczna PWM, nie wydał on drukiem żadnego utworu, a miejsce przechowywania jego rękopisów jest nieznane (może też nikt nie próbował ich szukać?). W tej właśnie postaci Zemsta została wystawiona 10 kwietnia 1926 roku w Operze Warszawskiej, by po kilku przedstawieniach zejść z afisza, nie pozostawiając po sobie wspomnień. Na reanimację, która odbyła się 15 września w Studio Koncertowym im. Lutosławskiego, czekała zatem 87 lat.

Nasz najwybitniejszy symfonik epoki przedmłodopolskiej nie miał szczęścia do opery. Powodzenia nie zyskały ani Livia Quintilla, ani Wyrok. W przypadku Zemsty natomiast Noskowski, jak się zdaje, padł ofiarą złudzenia,  jakie i dzisiaj bywa udziałem niektórych kompozytorów: że wystarczy podłożyć muzykę pod dobrą sztukę dramatyczną, by powstała dobra opera. Owszem, nie brak przykładów, że drogą redukcji tekstu można z utworu dramatycznego stworzyć całkiem zgrabne libretto (np. Salome). Żadne jednak skróty nie pomogą, gdy sztuka napisana jest wierszem: w takim wypadku znakomity tekst może stać się istną pułapką dla twórcy muzyki, krępowanego z jednej strony przez średniówkę i miarę wierszową, z drugiej zaś – przez kreskę taktową. Tej właśnie pułapki nie uniknął Noskowski. Trocheiczny ośmiozgłoskowiec Fredry, w lekturze czy w interpretacji aktorskiej jakże lekki i błyskotliwy, u  Noskowskiego przeważnie usztywnia rytm, tempo i budowę fraz i okresów muzycznych. Stąd zapewne wrażenie pewnej monotonii, którego nie udało się przełamać mimo solidnego przygotowania wykonawców. Wydaje się też, że kompozytor za mało uwagi poświęcił dźwiękowej interpretacji tekstu, przechodząc obojętnie nad wieloma Fredrowskimi pointami i bon motami, które tworzą niepowtarzalny smak tej komedii. Instrumentacja Gużewskiego nie jest może aż tak „niefortunna”,  jak ją ocenił Maciej Negrey (w artykule o Nowowiejskim z Encyklopedii PWM), ale bywa gęsta i masywna, na czym cierpi zrozumiałość tekstu.

Za to język dźwiękowy utworu jest zaawansowany tak, jakby czcigodny pedagog kompozycji chciał swoim uczniom powiedzieć na pożegnanie: widzicie, ja też umiałem być nowoczesny! Wyraża się to w nieustannym modulowaniu, swoistej chwiejności tonalnej, harmonicznych „niejednoznacznościach” (jak zgrabnie określa to zjawisko Maciej Negrey). Równocześnie – stosownie do tematyki i znaczenia dzieła Fredry – na pierwszy plan wysuwa się tradycja narodowa przepuszczona przez filtr Moniuszki, z wszechobecnym rytmem poloneza (skądinąd dobrze wiążącym się z ośmiozgłoskowcem). Melodyka jest mało charakterystyczna, trudno uchwytna, „konwersacyjnie” rozbiegana w drobnych, niekiedy powracających  motywach; na kantylenę można liczyć w niewielu momentach.  Za to w dość efektownej scenie „bitwy” o mur przynajmniej przez chwilę wydaje się (początkowe fugato), że będzie to coś na wzór finału II aktu Śpiewaków norymberskich. Widać tu także, że kompozytor nie wyobrażał sobie opery bez chóru: mimo że pierwowzór literacki nie daje do tego istotnej podstawy, zbudował – chyba nazbyt gromkie – sceny chóralne na kwestiach pojedynczych dramatis personae (specjalnie dla chóru dopisał też kilka wersów na początku II aktu). Trzeba do nich było połączonych chórów – Polskiego Radia z Krakowa i Filharmonii Wrocławskiej

Wątpliwości może budzić niedostateczna muzyczna charakterystyka postaci. U Noskowskiego Cześnik i Rejent muzycznie niemal się nie różnią, różni ich głównie tekst. Na koncercie 15 września nie różnili się tym bardziej, że w obu partiach wystąpili bracia Gierlachowie – Robert (bas-baryton) i Wojtek (bas) , którzy po prostu z natury mają podobną skalę i barwę głosu. Obaj zaprezentowali przy tym pięknie wypracowane, kulturalne, technicznie nienaganne interpretacje. Tyle, że niezbyt komiczne, bo kompozytor nie dał im takiej szansy. Może więc w tym punkcie koncepcję Noskowskiego należy rozumieć nie tyle jako interpretację tekstu Fredry, co jako głos w dyskusji o wadach narodowych, do jakiej Zemsta dawała asumpt przez wiele dziesiątków lat? Cześnik i Rejent, to wszak tylko dwie strony tej samej monety…

Stronę komiczną dzieła skutecznie ratował Ryszard Minkiewicz świetną interpretacją partii Papkina, rozwijając śmiało cały wachlarz środków rodem z burleski. Zresztą i Noskowski, jeśli chodzi tę postać, miał dość szczęśliwe pomysły, np. wojowniczą przemowę do murarzy „Panie majster, proszę waści” włożył w usta Cześnika,  Papkin zaś z powtarza jego słowa drżącym ze strachu głosem – typowy miles gloriosus. Aleksandra Kubas jako Klara i Paweł Skałuba jako Wacław pięknie uzupełnili charakter utworu o bardzo tu pożądany i przekonujący rys liryczny. Szkoda, że Anna Lubańska w roli Podstoliny miała tak niewiele do zaśpiewania. Jako Dyndalski wystąpił Dariusz Machej – niestety daremnie czekaliśmy na słynną scenę pisania listu – ciekawe, kto ją „zwidował”, kompozytor czy dyrygent? Tego ostatniego jednak trudno dosyć nachwalić za to, co uczynił dla tego bądź co bądź niezbyt udanego utworu, w tym za dobre przygotowanie orkiestry, precyzję i energię w jej prowadzeniu oraz za udzielające się wykonawcom przekonanie o ważności tego bądź co bądź niecodziennego przedsięwzięcia.   

Czy było warto? Wykopalisko może budzić wątpliwości, z drugiej wszakże strony stało się ciekawym doświadczeniem i dla słuchaczy, i dla odbiorców, którym przypomniało, że muzyka to nie tylko dzieła wybitne. Zemsta została więc wskrzeszona. Czy będzie zdolna do życia?

OLGIERD PISARENKO

Tekst wysmażony przez Tomasza Cyza, podpisany nazwiskiem Olgierda Pisarenki:

Komiczne niekomiczne

Nowy sezon Polskiej Orkiestry Radiowej Łukasz Borowicz otworzył utworem, o którego istnieniu nie wiedział prawie nikt: operą Zygmunta Noskowskiego Zemsta za mur graniczny według Fredry. I chwała mu za to, choć sam utwór nie jest zbyt udany. U Noskowskiego Cześnik i Rejent niemal się nie różnią – na koncercie nie różnili się tym bardziej, że w obu partiach wystąpili bracia Gierlachowie – Robert (bas-baryton) i Wojtek (bas), którzy z natury mają podobną skalę i barwę głosu. Na szczęście obaj zaprezentowali pięknie wypracowane, kulturalne, technicznie nienaganne interpretacje. Tyle, że niezbyt komiczne, bo kompozytor nie dał im takiej szansy. Stronę komiczną dzieła skutecznie ratował Ryszard Minkiewicz świetną interpretacją partii Papkina, rozwijając śmiało cały wachlarz środków rodem z burleski. Aleksandra Kubas jako Klara i Paweł Skałuba jako Wacław pięknie uzupełnili charakter utworu o bardzo tu pożądany i przekonujący rys liryczny. Szkoda, że Anna Lubańska w roli Podstoliny miała tak niewiele do zaśpiewania. Jako Dyndalski zaś wystąpił Dariusz Machej – niestety nadaremnie czekaliśmy na słynną scenę pisania listu – ciekawe, kto ją „zwidował”: kompozytor czy dyrygent?

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Matko boska, jak tak można….

  2. Na Tomasza-przerabiacza
    (fraszka)

    Raz pewien Tomasz piórem zamerdał
    I jął przerabiać pracę Olgierda.
    Niestety! Muza dała mu prztyczka
    I z mercedesa powstała bryczka.

    A teraz serio: zdarzają się w różnych periodykach (w „Ruchu Muzycznym” też dowody wątpliwych kompetencji. Tu mamy rzecz poznawczo prostszą przykład NIEwątpliwej NIEkompetencji.

  3. wrock28 – witam, ładne 🙂
    A co do tego, że niekompetencja może się zdarzyć w różnych periodykach, to jasne – nie wszyscy wiedzą wszystko niestety… Z drugiej strony jakby wszyscy wszystko wiedzieli, to by było nudno.

  4. Serdecznie witam!
    Zwracam się z ogromną prośbą o udostępnienie kontaktu z Panią Anitą Haliną Janowską.Po przeczytaniu jej książki „Krzyżówka” bardzo zależy mi na zapytaniu o kilka kwestii dotyczących członków jej rodziny,a szczególnie jej babki Anny z Besserów.Od kilku lat próbuję odtworzyć historię tej rodziny ale ciągle brakuje wielu elementów.Wiele osób zginęło lub zaginęło podczas II wojny,a czytając „Krzyżówkę” odnalazłam sporo faktów łączących moje genealogiczne poszukiwania rodziny Besserów z Łodzi z historią rodziny p.Janowskiej.
    Jeżeli jest taka możliwość to proszę o udostępnienie mi adresu e-mail do p.Janowskiej.Nigdzie nie mogę go odszukać.
    Mój adres: i.michlewicz [at] op.pl Serdecznie pozdrawiam
    Jadwiga Michlewicz

  5. Jadwiga Michlewicz – witam. Ja osobiście nie mam kontaktu do p. Janowskiej, ale może ma ktoś, kto to przeczyta.

css.php